wtorek, 20 kwietnia 2010

afraid of unknown fear

Coś jest nie tak.
Bardzo nie tak.

Niepewnie się tu czuję. Okropnie niepewnie. Coś wisi w powietrzu. Coś bardzo niedobrego, przerażająco złego. Coś znów się stanie.

-----

Boję się ludzi. Ich spojrzenia, kiedy spaceruję po mieście, są pełne zawiści, zbrodni, nienawiści. Dlaczego? Za co? Przecież nic nie zrobiłem. Boję się o M. Ona też jest niespokojna. Nie chcę kłótni, walczymy o to. Pragnę życia takiego, jak w Liverpoolu. Gdzie, mimo braku pracy, mieliśmy psychiczny spokój. A tutaj? Mimo, że jestem tu już ponad miesiąc, cały czas żyję w strachu. Każdy szmer, nawet znajomy odgłos krzątających się rodziców, budzi niepokój. Śpię lekko, jakby w obawie, że nie przeżyję kolejnej nocy.

-----

Tęsknię za Liverpoolem. Ostatnio moje sny ciągle wędrują w kierunku Merseyside. Śniłem o Hillsborough, ostatniej nocy zawędrowałem na L1 razem z Bartkiem. Szlismy do Albert Dock, żeby wybrać prezent dla M. na rocznicę zaręczyn. Dokładnie czułem zapach wody, tego wspaniałego, czystego powietrza. Widziałem wyraźnie każdy szczegół, każdy promień słońca, który rozpraszał się na spokojnej tafli Zatoki Liverpoolskiej. Ludzie byli uśmiechnięci, życzliwi wobec siebie. Zupełnie inny świat.

Nie mogę dalej pisać. Smutek coraz ciaśniej zaciska pętlę wokół mojego mózgu. Jestem więźniem tęsknoty, jeńcem szczęśćia, które jest nieosiągalne na tę chwilę. Myśli i słowa pędzą z prędkością światła, a długopis nie potrafi ich oddać na papier.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz