czwartek, 10 czerwca 2010

and 23 is...

Carragher’s year. Właśnie się rozpoczął. Sporo się zmieniło w przeciągu tych ostatnich 12 miesięcy. Ale to przeszłość. Terapia pomaga.

Dzień spędzony aktywnie. Bardzo aktywnie. Bilety na pociąg i moja pierwsza koszulka z nowym sponosorem podarowana mi na prezent, własnoręcznie znaleziony gift w postaci dwóch koszulek, kino, spacer, pizza. Dziękuję. Ty wiesz, za co.

I te myśli, kiedy czytałem w kawiarni wywiad z Tomaszem Zimochem.
Że chciałbym wrócić do pisania tekstów. Do pisania profesjonalnie.
Że fajnie byłoby wrócić na studia.
Że coś się zmienia we mnie znów.
Że brak mi ufności do ludzi.
Że czuję wrogość.

Jutro turniej w Kalwarii. Coś, o czym myślę już od dawna. Chcę zagrać jak najlepiej. Chcę pokazać, że nie jestem do dupy. Chcę dumnie bronić barw LFC. Chcę z dumą paradować z Liverbirdem na piersi. Chcę sprawić, żeby ta piłka pomogła mi w walce z myślami. Będzie ciężko.

Terapia.
Tabletki.
Spokój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz