poniedziałek, 28 listopada 2011

Wyspiarskie Zapiski vol. 2

Cholerne chróbsko próbuje mnie dopaść. Pewnie mnie przewiało na wczorajszej zmianie, bo jeszcze rano było w porządku. Chrzanić to, przyzwyczaiłem się, że podczas każdego mojego wypadu do Anglii w przeciągu pierwszego miesiąca musi dopaść mnie przeziębienie.

Nieważne. Kolejny tydzień oczekiwania czas zacząć. Z jednej strony nie mogę doczekać się na ten telefon od Sary, z drugiej strony obawiam się trochę, że może to być telefon, który przyniesie nam złe wieści. Obym się tym razem mylił.

Pragnę tego cholernego Warrington jak cholera. Przede wszystkim dlatego, że pracując tam, będziemy mogli zarobić i zaoszczędzić o wiele więcej, niż będąc tu na północy. Chociażby na mieszkaniu. Crawley jest fajne i dobrze nam się mieszka, ale za cenę tego pokoju w Liverpoolu mamy mieszkanie w centrum miasta tylko dla siebie i to ze świetnym wyposażeniem.

A co z dojazdami do pracy? Fuck them up, 20 minut pociągiem za grosze przy zakupie biletu miesięcznego. Damy radę.

Byle tylko się tam dostać.

Niczego więcej nie pragnę.

Mój Liverpool. Tylko mój...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz