wtorek, 26 kwietnia 2011

Sound of the Anfield Ground: to nie klub, to rodzina

Od dwunastu lat kibicowania Liverpoolowi z moich oczu nie popłynęło tyle łez, co podczas obchodów 22 rocznicy tragedii na Hillsborugh. W tym dniu uświadomiłem sobie jeszcze bardziej, jak wiele znaczy dla ludzi w Liverpoolu ta tragedia i, osobiście, jak wiele znaczy dla mnie ten klub i dlaczego jest on dla mnie drugą rodziną. Można powiedzieć, że przeżyłem swoiste ponowne odrodzenie mojej i tak wielkiej miłości do the Reds.

To była wyjątkowa uroczystość. Przede wszystkim z powodu osoby Kenny’ego Dalglisha. Król uczestniczył w każdych obchodach rocznicowych, ale tym razem ta 22 rocznica była wyjątkowa. Szkot zasiadał na ławce trenerskiej podczas feralnego półfinału w Sheffield i teraz, dwadzieścia dwa lata później, ponownie zarządza Liverpoolem, jako manager. Tym samym stał się swoistym spoiwem łączącym wspaniałą, ozdobioną trofeami przeszłość z, miejmy nadzieję, piękną przyszłością. Na uroczystościach obecny był również były manager Liverpoolu, Rafa Benitez, który wspiera Hillsborough Justice Campaign.

Ponadto niektórzy z naszych byłych zawodników często ciepło wypowiadają się o LFC. Xabi Alonso, Ryan Babel czy Alvaro Arbeloa na swoich Twitterach piszą komentarze nawiązujące do wydarzeń dziejących się w Liverpoolu. Powyższe przykłady dobitnie pokazują, że Liverpool to nie tylko herb, to rodzina, nawiązując do kampanii Adidasa sprzed kilku lat. Byli zawodnicy myślą o klubie, śledzą losy swojego byłego pracodawcy, a legendy pokroju Kenny;ego, Iana Rusha czy Johna Aldridge trzymają się blisko zarówno samego klubu, jak i miasta.

Te uczucia wsparcia jeszcze nie tak dawno nie były odczuwalne w Liverpoolu. Wystarczy przypomnieć sobie atmosferę, jaka towarzyszła rządom Roya Hodgsona. Frustracja, brak wspomnianego wsparcia dla managera, przejmująca cisza na trybunach podczas finalnych meczów pod wodzą Roya. Wszystko zmieniło się jednak, jak za dotknięciem magicznej różdżki, kiedy na ławce zasiadł Kenny. Z nim każdy, począwszy od piłkarzy poprzez sztab szkoleniowy, na każdym pojedyńczym kibicu klubu na świecie skończywszy, czuje się integralną częścią klubu i z każdym spotkaniem to poczucie się umacnia. Wszyscy razem cieszymy się z wygranej, razem przeżywamy gorycz porażki, a przede wszystkim wszyscy wspieramy się wzajemnie, szczególnie w trudnych chwilach.

Odczuwałem to na ostatnich derbach z Evertonem, czułem to podczas wygranej z Manchesterem United i czułem to oglądając uroczystości rocznicowe. Również, kiedy rozmawiam z moimi znajomymi, którzy kibicują the Reds, czuję dokładnie to samo. Traktujemy się wzajemnie niczym bracia i siostry. Owszem, jak wszędzie, zdarzają się zgrzyty, ale jeśli chodzi o Liverpool, jesteśmy zgodni. Liverpool FC jest naszym domem, piłkarze i kibice są naszą rodziną, a w tej rodzinie należy pielęgnować tradycje i dbać o historię, o czym każdy z nas powinien pamiętać. Jednak przede wszystkim należy wspierać każdego członka tej wyjątkowej społeczności. Jestem dumny, że mogę nazywać się członkiem tej jakże wyjątkowej rodziny. Wytatułowana na prawym przedramieniu sentencja, że nigdy nie będziemy szli sami przypomina mi o tym za każdym razem. I niech każdy z nas o tym również pamięta!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz