niedziela, 21 czerwca 2009

sick and tired, but feel like a winner

5:0 do przerwy. Tak brzmi wynik do następnego zjazdu.
Historia sztuki x2 pokonana, socjologia pobita, warsztat prasowy rozniesiony w pył oraz niespodziewany atak ze strony angielskiego odparty. Dwa tygodnie względnego spokoju, ale i niepokoju związanego z wyczekiwaniem kolejnych szturmów.

Udało się, ale ciężko mi było wysiedzieć. Irytowało mnie wszystko. Do tego się pochorowałem. Gardło boli jak jasna cholera, do tego bóle mięśni rozsadzają mnie totalnie. Zamiast wraz z Moją Księżniczką robić relację z Biegu Ojca, to leżałem w łóżku z temperaturą. Zawsze tak musi być, że jak się człowiek na coś nastawia, chce dobrze, to coś się musi spierdolić? Bo ja tak mam dosyć często.

What a shite...

Tabletki do gardła i leczyć się. Dwa tygodnie względnego spokoju, które postaram się poświęcić całkowicie M..

Kocham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz