Dziwny ten czwartek mnie czeka. A przynajmniej cholerne przedpołudnia. Siedzę i oczekuję godziny 10, aby po raz kolejny pójść na ekonomie do Wielkiego PR-owca. W poniedziałek się nie udało, bo stwierdził, że: „poziom Pańskiej wiedzy nie wystarcza na ocenę pozytywną”. Cóż, mimo wykucia definicji i odpowiedzenia na trzy zadane pytania, nie wystarczyło. Go fuck yourself, twat.
Chrzanić to. Są ważniejsze sprawy. Trzeba znów iść do pracy. Czuję zmęczenie i brak czasu dla M. Z drugiej strony pasuje mi robić jak najwięcej umów, ale nie mogę kosztem M. Ona potrzebuje mojego wsparcia teraz, mojej opieki, ciepła. Daję Jej, ile z siebie mogę, ale czasem mam odczucie, że i tak to za mało. Kocham Ją z całego serca i każdego dnia chcę być jak najlepszy dla mojej Fioletowej Królewny.
M. idzie dzisiaj do lekarza na badania. Dowiemy się, jak rozwija się nasza mała Fasoleczka. Jestem taki szczęśliwy, że zostanę tatą. Że będę miał dziecko z moją ukochaną kobietą. Że to będzie nasza dzidzia, tylko nasza i najukochańsza. Duma mnie rozpiera, duma, która dodaje mi sił, kiedy jestem wyczerpany. Robię to dla Was i dla Waszej przyszłości, moje cukiereczki.
Jestem najszczęśliwszym tatą na świecie, mimo że wiem, że będzie cholernie ciężko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz