środa, 25 listopada 2009

z pamietnika Scousera vol.4 czyli wojna polsko-muzulmanska

Trzeba sie wyniesc i to jak najszybciej. A mialo byc tak pieknie...

Pieprzony ciapek zawsze bedzie pieprzonym ciapkiem. Chocby nie wiadomo, jak sie staral byc mily, to zostanie pieprzonym ciapkiem. A wszystko bo:

- nie je wieprzowiny:
Ja rozumiem i szanuje czyjes poglady religijne (jezeli ten ktos nie probuje mi wmawiac i nawracac mnie na swoje przekonania), choc moje zdanie na ten temat jest takie, ze przez religie sa wszystkie wojny i cale zlo na swiecie. Religia potrafi niezle zmanipulowac czlowiekiem, a juz w szczegolnosci islam. No i mielismy przyklad na wlasnej skorze. Przez glupie parowki o malo co nie skonczylo sie bitwa. Landlordowi odjebalo tylko dlatego, ze parowki, ktore kupilismy, zawieraly jakies 15% wieprzowiny i przez to, ze ugotowalismy je na JEGO kuchence w JEGO garnku, to juz nam zrobil awanture. Ok, mniejsza o to, przezyjemy bez parowek.

- mowi zupelnie co innego niz robi:
Ok, powiedzial, ze bedzie u niego mieszkal kolega. Ale mial mieszkac gora do pierwszego tygodnia naszego pobytu tam, a ten tydzien przedluzyl sie az do teraz. I zeby to jeszcze cos robilo. A tu nic. Siedzi to albo lezy przed telewizorem, gada po swojemu przez telefon i tylko irytuje swoim zachowaniem. Do tego przymulone toto, jak cholera. Ehh, poki co sie wyniosl, ale juz raz tak bylo. Niby sie wyniosl, nie bylo go w domu caly dzien, a jednak wieczorem sie pojawial i spal w salonie.

- bez pozwolenia bierze nasze rzeczy:
Tutaj totalnie przesadzili obaj (bo do tej pory nie wiemy, ktory to) juz w drugim tygodniu naszego mieszkania razem. Zostawilismy kosmetyki w lazience, bo do tego przeciez ona sluzy, oprocz mycia i zalatwiania swoich potrzeb. I co? I nagle kosmetyki M. zuzyte do polowy, moj zel pod prysznic rowniez. Az sie boje pomyslec, czy ktores z ciapatych nie uzywalo tez naszych szczoteczek. To samo tyczy sie jedzenia. Raz zginela bulka, nagminnie dzieciaki ciapatego zreja nasze jogurty, bo lodowke mamy wspolna. A druga obiecuje nam juz odkad sie wprowadzilismy i nic z tego... A kiedy sie o tym dowiadujemy? Oczywiscie po czasie, jak mu sie przypomni powiedziec, ze: "Rad, bylem glodny, mialem ochote na bulke, wiec sobie wzialem od Was". Bez komentarza...

- wygania M. z mieszkania, zeby palila na zewnatrz, podczas gdy sam pali w mieszkaniu:
I to nie tylko on, bo jego kolezka tak samo. Salon, lazienka, kuchnia, niewazne. Wazne, zeby sobie puscic dymka. A moja kochana M. musi marznac. Ponoc Ali nie lubi smrodu dymu papierosowego w domu. Przynajmniej tak mowil, jak sie wprowadzalismy. Tak samo jak to, ze jest czysty i schludny. Wiec co zatem robia brudne gary po kilka dni w zlewie?

- gada o seksie z M., podczas, gdy mnie nie ma w poblizu:
Przesadzil ostatnio. M. mi powiedziala, co bylo nie tak i o czym z nia rozmawial. Zaluje jak cholera, ze wtedy po tej klotni wyszedlem z mieszkania. Na szczescie nic sie nie stalo, choc bylo blisko, a ja sobie tego nie wybacze. Ale nie moge na skurwiela patrzec. Boje sie o M. tym bardziej teraz, kiedy ja pracuje do pozna, a ona nie ma co ze soba zrobic. A ja nie mam pomyslu, co by tu mozna wykombinowac... Wiem, ze lepiej, aby trzymal sie od niej z daleka, bo nie recze za siebie, jesli dowiem sie, ze zrobil jej krzywde. I nie obchodzi mnie to, ze wyznaje islam, buddyzm, czy cholera wie co. Skrzywdz moja narzeczona, to cie zabije, skurwielu!

Jedno jest pewne. Nasz przygoda na Leopold Road sie skonczyla. W niedziele porozmawiam z capem o depozycie, a raczej jego zwrocie. Jesli tego nie zrobi, obije mu morde, obiecuje. Wczoraj ogladnelismy mieszkanko, ktore mozemy w koncu wynajmowac sami, bez nikogo wiecej. Tylko M. i ja. Cena niewygorowana, dogodna lokalizacja blisko centrum. Zdecydowalismy sie. Odloze pieniadze i zamieszkamy tam w koncu razem i spokojnie. Tak jak sobie wymarzylismy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz