poniedziałek, 30 listopada 2009

z pamietnika Scousera vol. 5: Mucho, czyli jak stracic prace w 5 dni, jak zostalem paczusiem oraz derby, derby, derby

Dlugo sie nie nacieszylem praca w restauracji u Jamiego. Niestety, jakies mam pieprzone nieszczescie, ze ilekroc mi sie trafi cos fajnego, to musi byc jakas kloda na drodze. No i byla. Szef kuchni, pierdolony ciapas znow. Mucho, bo tak ma na imie owa moja kolejna zmora, od poczatku nie przypadl mi do gustu. Jego wzrok, wyraz twarzy. Jakby chcial kogos zabic. No i mu sie udalo. Udalo mu sie zabic mnie psychicznie w pracy.

Moja praca na kuchni u Carry polegala na myciu garow. Najprostsza czynnosc: wkladasz gary na tacke, oblewasz je woda, wrzucasz do zmywarki, chwile czekasz, a potem wysuszasz papierowym recznikiem. W poniedzialek, wtorek bylo jeszscze ok. Uczylem sie wszystkiego, co gdzie sie kladzie, jak nazywa sie kazdy talerz. Ale on mi tego nie pokazywal, sam musialem to robic. Mialem do pomocy Murzyna i jeszcze jednego Polaka, tez Radka. Pracowalo mi sie z nimi bardzo dobrze. Ale nadeszla sroda. Moj pierwszy dzien sam, bez nikogo. Bylem na to przygotowany, skupilem sie na wykonywaniu dokladnie swoich obowiazkow. W restauracji byla ze mna tez ukochana M., poniewaz zle sie czula, a przeciez nie pozwole Jej, zeby pojechala do domu, gdzie ciagle jest tam ten pieprzony ciapas. Wytlumaczylem managerkom, jaka jest sytuacja i zgodzily sie, zeby zostala. Siedziala grzecznie, a ja bardzo sie cieszylem, ze czuje Jej obecnosc, moge sie wychylic, usmiechnac do Niej, podejsc i porozmawiac. Dzien zlecial szybko, ja wysprzatalem kuchnie na koniec jak nalezy i szczesliwy poszedlem razem z moja narzeczona do domu.

Zaczelo sie juz w czwartek rano. Telefon od Mucho wpienil mnie strasznie. Szef kuchni stwierdzil, ze zostawilem kuchnie w niesamowitym balaganie, ze nie pozamiatalem i nie zmopowalem wszystkiego. Jak stwierdzil: kitchen looked like shit. Sam jestes shit, skurwielu, mam swiadkow, ze wszystko bylo pieknie wysprzatane, ale pokornie przeprosilem i obiecalem, ze takie cos sie wiecej nie powtorzy. Przyszedlem normalnie na zmiane i zaczelo sie pieklo. Przez chwile pracowalem jeszcze z Mohamedem, ale Mucho stwierdzil, ze Momo jest zmeczony i kazal mu isc do domu. Zostalem sam ze stosem garow i talerzy, a trzech kucharzy dorzucalo mi jeszcze wiecej i wiecej. Kuchnia skonczyla prace o 10.30 wieczorem, a ja bylem wykonczony ciaglym bieganiem za talerzami, z talerzami, myciem patelni i cala reszta. Kucharze z Mucho na czele posprzatali sobie ladnie wszystko i ciapas wtedy zaczal swoj koncert wyzywania sie na mnie. Podszedl do mnie i zaczal sie na mnie wydzierac, ze za wolno pracuje, ze jestem jebanym skurwysynem, ktory sie tylko obija i tylko by gadal. Rzucal fuckami na prawo i lewo. Bylem spokojny, do czasu, kiedy juz cisnienie tak we mnie parowalo, ze musialem wybuchnac. I tak wytrzymalem pol godziny jego wrzaskow i klniecia na mnie. Mucho zapytal mnie, po co sie tu, kurwa, zatrudnilem. Wiec mu odpowiedzialem, ze po to, zeby zarobic jebane pieniadze. I w tym momencie wbilem kij w mrowisko. Sukinsyn zaczal jeszcze bardziej sie drzec na mnie, ja na niego, az w koncu poszedl, a ja wzialem sie dalej za sprzatanie. Plakac mi sie chcialo, bo bylo tego od cholery, a Mucho, ktory dzien wczesniej stwierdzil, ze jebac managera, ktory chce isc wczesniej do domu, wypalil mi z tekstem, ze manager jednak chce isc wczesniej i nagle sie go slucha. Ale kiedy ja chcialem porozmawiac z manago o tej sytuacji to uslyszalem tylko: fuck the manager. Nie dalem rady, zrobilem ile moglem i wyszedlem.

Plakalem po skonczeniu zmiany. Ucieszylem sie, ze M. byla blisko i moglem sie w Nia wtulic, porozmawiac, byc razem. Kwiatuszku, bardzo jestem szczesliwy, ze ze mna tu jestes, ze mnie wspierasz. Nie zapominaj o tym, kotku.

Na nastepny dzien rozmowa z managerem, ktora jednak nic nie wskorala. Mucho dostal kare 500£ za mobbing, a ja stracilem jednak prace, bo wiadomo, malo doswiadczenia i wydarcie sie na szefa kuchni, ktory w kuchni jest poza wszelkim prawem. Ehh, czas napisac list do Carry. I tak wlasnie zrobie...

-------------

Wczoraj zostalem paczkiem. Kochana M. tak stwierdzila, kiedy Jej oznajmilem u Chinoli, ze jestem zazenowany, ze sie przejadlem i ze duzo jem. M. uznala, ze nastapil przelom w mojej glowie i ze sie cuda dzieja ;) nie martw sie, Kotku, ja nie zrezygnuje z jedzenia, aczkolwiek troche je ogranicze :P moze troszeczke, troszenienke. Ale na pewno nie jestem gruby i nie wygladam jak paczek ani jak Carra. Bo on tez nie jest gruby! :P

-------------

Derbowy nastroj przez caly tydzien i co? I znow Liverpool jest Czerwony i tak juz zostanie do nastepnych derbow. Oby tak dalej Reds, zeby ta wygrana nastawila Was na wlasciwe tory. Walczymy, walczymy dalej panowie. Wy walczycie o dobry wynik na koniec sezonu, a ja walcze o dobra prace znow i o to, zeby nam sie wszystko w koncu dobrze ulozylo. Bo nadzieja w sercu jest zawsze, a wola walki we mnie sklania mnie do duzego dzialania, aby M. byla ze mnie dumna i szczesliwa. Kocham Cie i nigdy nie opuszcze. Walcze dla Ciebie, aby wszystko bylo dobrze i zeby bylo nam najcudowniej na swiecie. Wiem, ze to wszystko sie uda, innej opcji nie ma i koniec, kropka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz