środa, 10 marca 2010

miłe powitanie...

Witamy w szarej, polskiej rzeczywistości jednego z najbezpieczniejszych miast w Polsce. O, ironio! Rządzący chełpią się tym, jak nie wiadomo czym. Przecież jest tak, spokojnie, sielanka, policja jest wszędzie tam, gdzie jest potrzebna i jest przyjazna dla obywateli, ludzie są dla siebie przyjaźni. Tiaa, szczególnie po ostatnich newsach. "W Rzeszowie pobito 82-letnią staruszkę", "Bestialskie pobicie w centrum Rzeszowa", czy historia znajomego M. którego skatowali pod oknami Ratusza, czyli witrynami Rządzącego Tadzia.

Albo moja przygoda z poniedziałku. Idzie sobie człowiek spokojnie w tym kurewskim zimnie (marzec, a tu - 10 stopni [sic!], co się dzieje z tym klimatem?!) obok uczelni dla ludzi z pasją. Idzie sobie, myślami jest przy swojej ukochanej oraz tym, że zaraz sobie obejrzy mecz ukochanej drużyny i w pełni naiwności nie spodziewa się niczego. I nagle przede mną wyłania się sześciu wyrostków w dresach i kapturach. Pokolenie JP, jego mać. OK, zimno, to trzeba łyse pały ocieplić i kapturem. Cóż, próbuje człowiek ich wyminąć, bo jeśli się zatroszczą i spytają, czy mam jakiś problem, to może się to skończyć jego rozwiązaniem.

Jednak, jak się okazało, rozwiązywać problemy potrafią i bez pytania. Jedna chwila i wylądowałem na zmarzniętej glebie. Coś chyba nade mną czuwa, bo szybko się ogarnąłem i, zamroczony, poszedłem dalej, coby się mną bardziej nie zatroszczyli. Gdybym jeszcze znał powód, dla którego moja szczęka została brutalnie przedstawiona pięsci dresa. A tu nic, Bez słowa dostałem w ryj za nic. Hej! Może za kurtkę, bo za bardzo granatowa, czarna, czy jakkolwiek ciemna? Może za buty, bo dresy nie lubią glanów i metalowców (a na typowego metalowca, to raczej nie wyglądam)? Może za szalik Liverpoolu (wszak ma czerwone barwy, ale przecież to było na terenie Resovii. To co, swój swojego pierze?!), którego nawet na wierzchu nie miałem? A tu nic! Ani słowa, A krew się polała. Niestety, tylko moja, niewinna. Przywitanie godne stolicy innowacji i jednego z najbezpieczniejszych "metropolii" RP. Aż mnie kusi napisać list do Rządzącego Tadzia.

-----

Chory kraj. I ja też. Gardło mnie zaczyna drapać, katar mam kilometrowy. I do tego ciągły, pulsujący ból głowy, który mnie trzyma od poniedziałku. A w prognozach pogody rozpływają się, że ocieplenie idzie, że w Krakowie, Warszawie, Gdańsku, Opolu (wstaw swoje miasto) coraz cieplej, bo -6 stopni Celsjusza!
Fuck off! Mamy środek marca! Wiosna już powinna być, temperatury powyżej zera. A tu mróz, śnieg i wiatr. Cóż, pogodynki twierdzą inaczej. Ehh...

-----

Brakuje mi M.Wczorajszy dzień był cudną bajką. Spędziliśmy go razem, tacy szczęśliwi, zakochani. Tylko to cholerne uczucie, jakbyśmy cofnęli się w czasie o rok. Bo znów spotykanie się na kilka, kilkanaście godzin. Tylko. Nijak się to ma do naszego wspólnego życia przez cztery miesiące. To, co teraz, jest niewystarczające dla nas. Łzy smutku, tęsknoty za Liverpoolem i naszym mieszkankiem, beznadziejność sytuacji, w której tkwimy. I jednocześnie szczęście, radość z każdego słoa, gestu, dotyku.

Zrobię, co mogę, abyśmy znów mieszkali razem. Tylko co ja tu mogę?

Nadzieja walczy z bezsilnością...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz