To koniec. Koniec pamietnikow Scousera. Koniec Luisa Garcii. Koniec Scousera Steve'a. To koniec wspolnego zycia.
Ostatnie godziny sa dewastujace. Destrukcja wbija swoje szpony wszedzie, w stan fizyczny, w stan psychiczny, doslownie we wszystko. Dolek robi sie coraz wiekszy. Coraz bardziej dociera do mnie brutalna, szara rzeczywistosc.
To koniec zycia w Liverpoolu, Rad. Przynajmniej na teraz...
Nie chce tego. Nie chce znow wracac do Polski, nie chce znow wracac do mieszkania z rodzicami. Nie chce wracac do uzerania sie z nimi i wiecznych klotni. Czy to tak wiele, ze chce zyc na swoim z ukochana kobieta przy boku, z godna i dobrze platna praca? Czy to tak wiele, ze chce zyc w przeczuciu, ze nie musze sie niczym zamartwiac, ze mam za co zjesc, za co sie ubrac, za co zaplacic rachunki? Ojczyzna raczej mi tego nie da. Anglia, niestety, tez nie.
Przegralem. Po raz kolejny zostalem pokonany i wracam z podkulonym ogonem. Nie wiem, jak to bedzie dalej. Nie mam pomyslu na zycie. Nie mam pomyslu na siebie. Staram siej akos trzymac, ale wiem, ze latwo nie bedzie. Boje sie depresji, boje sie zalamania. Dopoki jestem z M., jest w miare spokojnie, choc i tak ten tydzien dal Jej w kosc, a ja sie dolozylem swoja ignorancja i brakiem pohamowania. Przepraszam Cie, kochanie. Wiesz, ze nie chcialem. Naprawde, ciezko mi to wszystko zniesc.
To byl moj pomysl. Moj pomysl, zebysmy tu przyjechali. Moj pomysl, zebysmy zyli tu razem. Zrobilem, co moglem przed przyjazdem, nie wiem, czy zrobilem wszystko, bedac tutaj... Znow zawiodlem. Zaufalas mi, ja zawiodlem. Jest mi z tym okropnie, zle, fatalnie. Boje sie, ze Twoj zawod bedzie zbyt duzy. Boje sie, ze Cie strace przez to, ze nam nie wyszlo. Boje sie reakcji Twoich rodzicow. Boje sie tego, jak wroci moja matka. Boje sie wszystkiego. Strach od dawna jest moim bliskim kompanem. Teraz bedzie towarzyszyl mi non-stop, jesli nie bedzie mnie blisko przy Tobie...
Przegralem. Przepraszam. Tylko tyle moge powiedziec...
Samolot juz czeka...
What-we-miss-list (kolejnosc przypadkowa):
- M.
- zasypiania przy M.
- porannych pobudek
- gotowania Królewnie
- slicznego mieszkania
- parku za oknem
- czystego, swiezego powietrza
- ukochanego Anfield
- dokow i spacerow wzdluz zatoki
- ECHO Wheel
- muzeow
- Primarka, funciakow, TJ Hughes'a, Asdy, Home Bargainsa
- spacerow po centrum
- biblioteki
- ksiegarni z tanimi ksiazkami
- tej reklamy L'Oreal z Cheryl, ktora wywoluje smiech u mnie ze wzgledu na reacje M.
- Cheryl, bo M. reaguje zazdroscnie, co powoduje moj usmiech
- "Hell's Kitchen" i poniedzialkowych wieczorow przed telewizorem
- Katie Price, "Secret Diary of a Call Girl" i czwartkowych wieczorow przed TV
- Simona Cowella i amerykanskiego Idola
- Liverpool ECHO
- Metro
- lidlowych chrupkow
- ryby z frytkami od chinoli
- cidera
- wina z Ksiezniczka
- tych cholernych pianek, do ktorych mam wstret
- Liverpool ONE
- Wirral, na ktore sie jeszcze nie wybralismy
- Blackpool, do ktorego chcielismy pojechac i sie nie udalo
- tanich ciuchow, kosmetykow, butow
- Melwood i spotkania z pilkarzami LFC
- pilki noznej traktowanej, jak religia
- zczyliwosci i usmiechu liverpoolczykow
- psychicznej wolnosci od rodzicow
- Cornerow w lodowce
- pysznych ciastek i innych slodyczy
- wygodnej sofy
- skrzeczacych mew
- gotyckiego sklepu na Renshaw Street
- gotyckiego sklepu na Bold Street
- sklepu z przebierankami na Bold Street
- lotniska
- braku alergii
- prostego zalatwiania wiekszosci spraw
- naszego wygodnego lozka
- plakatow na scianie
- ususzonych roz w szklankach po Guinessie
- Guinessa
- Sandona
- usmiechu M., kiedy szlismy na Anfield
- meerkata i jego zajebistego akcentu
- jajek wielkanocnych w styczniu
- "Friends"
- grzalki w lazience
- South Parka
- windy w bibliotece i tego "dup", kiedy zatrzymuje sie na pietrach
- madziusiowego "telewizor bys wlaczyl", "podglos", "wsun te pantofle pod lozko", "otworzysz mi okno?", "nie spij!", "bo spisz",
- madziusiowych rzeczy wokol siebie
- radusiowego jedzenia
- tanich wspomagaczy
- Hobgoblina (Gobelina wedlug M.)
- wodki i rumu z cola w puszkach
- Top Geara
- hustawki w parku
- lampki z lawa na szafce
- odkurzania i sprzatania dla M.
- mikorfalowki
- dojadania
- niedopitych kubkow
- garow do mycia
- pizzy z Lidla i Icelanda
- Jeremy'ego Kyle'a
- Mars Planets: sponsor of Friends
- prania recznego z M.
- naszego niebieskiego UFO za oknem
- Match of The Day.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz