Wracałem ostatnio do domu i, obserwując okolicę, zauważyłem bawiące się dzieci. Trójka szkrabów w wieku wczesnopodstawówkowym: dwoje rzucało sobie piłke, a jedna dziewczynka rysowała kredą pola z nazwami państw: USA, Anglia, Francja. Cudowny, beztroski widok, wręcz idylla. Zasłuchany w mp3, oderwałem się z zadumy i miałem ochotę siąść na ławce i upajać się widokiem tego niewinnego, dziecęcego szczęścia.
Bo świat dzieci jest piękny. Zero problemów, czysta radość z życia i zabawy. Dzieciaki nieskażone jeszcze żadną durną propagandą typu "JP na 100%", czy innego "modnego" teraz ścierwa wśród gimnazjalisto-licealnych bezmózgów, które nawet nie mają pojęcia, o to w ogóle oznacza. Ale liczy się bycie na szczycie i szpan, prawda?
Patrząc na te bawiące się dzieciaki, zastanawiałem się, jaki byłem ja w ich wieku. Te 15 lat temu. Szmat czasu dla jednych, dla drugich pstryknięcie palcami. Świat jednak sporo się zmienił przez ten czas. Wtedy, w wieku 8 lat, nie przejmowałem się niczym. Liczyła się tylko zabawa i uśmiech na twarzy. Jak u tych dzieciaków. Jednak one mają teraz komputery, komórki i masę innych gadżetów, o których ja w ich wieku mogłem jedynie pomarzyć. Mimo że technika poszła do przodu, mimo że ludzie schodza na psy i traktują się wzajemnie, jak śmiecie, to zazdroszczę dzieciakom w wieku wczesnopodstawówkowym. Nie zazdroszczę dostępu do gadżetów, nie zazdroszczę wypasionych zabawek, ale tej szczerej radości, promiennego uśmiechu na buzi i beztroski. Oby trwało to jak najdłużej w ich życiu.
Bo świat dorosłych niej est taki ładny, jak to sobie marzyliśmy w dzieciństwie. Problemy, kłotnie, zawiść i zazdrość na porządku dziennym. Perfidne spojrzenia, wszechogarniająca głupota i ciemnota ludzi. I brak szacunku dla najblizszych. Nie chcę być posądzony o hipokryzję, bo sam często nie jestem fair wobec swoich rodziców (niestety, akcja często powoduje reakcję), ale szlag mnie trafia,m jak widzę takie obrazki, jak ostatnio podczas powrotu do domu. Klasyczne polskie małżeństwo: młode i bezdzietne. Wypakowują zakupy, chodnik wręcz zasypany reklamówkami z produktami z hiper-super-mega-marketu. On łaskawie bierze papier toaletowy pod pachę, otwiera drzwi od klatki i "zapraszającym" stwierdzeniem "może byś się pośpieszyła?" ponagla ją. A ona bez słowa tacha ze sobą te ogromne torby. Nóz mi się w kieszeni otwiera, gdy widzę takie coś. Gdzie się podział szacunek dla żony, dla osoby, którą się kocha? Nie mam pojęcia... Dlaczego ten świat kroczy ku samozniszczeniu? Odpowiedz sobie, drogi Czytelniku, sam. Ja wolę poozostać w dziecinnej Utopii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz