czwartek, 28 maja 2009

z fińskich zapisków...

M.

Płynę właśnie w kierunku Finlandii. Jest gdzieś po dziesiątej rano, a ja, odkąd wyjechałem i zostawiłem Cię na tym padołku łez i tęsknoty, nie mogę przestać o Tobie myśleć.

Morze jest takie piękne, spokojne i błękitne. Słońce promieniście oświetla każdą kroplę wody. Patrzę się za burtę i mam przed sobą Twoją twarz. Tak pięknie uśmiechniętą, jak lubię najbardziej. Twoje dwukolorowe oczy są niebiańsko szczęśliwe i patrzą z ogromną miłością, taką prawdziwą, z głębi serca. Miłością, jakiej nigdy nie spotkaliśmy i już nie spotkamy.

Wiesz, kiedy w niedzielę kładłem się do łóżka gdzieś w Łotwie, utwierdziłem się, że mimo tego, że jesteśmy jeszcze młodzi i nasze uczucie dopiero rośnie, to i tak jest wyjątkowo dojrzałe. Tego nie czuje się często. Dotyka Cię to tylko raz w życiu. Wielokrotnie mówiłem wcześniej, że kocham, ale tak naprawdę nigdy nie czułem tego ciepła, które czuję za każdym razem, kiedy mówię to właśnie Tobie.

Fale są takie spokojne, jak sen małego dziecka, które czuje się bezpieczne i kochane przez rodziców. I ja chciałbym już niedługo, jak tylko będziemy spokojni o przyszłość, stworzyć z Tobą prawdziwą i kochającą rodzinę. Rodzinę pełną miłości, której nie zaznaliśmy tak naprawdę ze strony własnych rodziców. Rodzinę bez kłótni, rodzinę bez agresji, za to rodzinę pełną ciepła i miłości. Żeby nasze dziecko wracało do domu z uśmiechem na ustach, z poczuciem, że jest kochane i że nie jest traktowane jak nieproszony gość, czy ktoś obcy. Żeby rzucało Ci się na szyję i samo powiedziało, jak bardzo Cię kocha. Żeby przyszło i opowiedziało nam, jak było w szkole, a potem po odrobieniu lekcji wzięło piłkę i poszło pokopać ze mną do parku.

Wyobraziłem to sobie właśnie i płaczę. Płaczę, ale nie ze smutku, lecz ze szczęścia, z kolejnego celu w życiu. Celu, który wspólnie zrealizujemy. Ale moje łzy są też pewnie łzami smutku, bo nigdy nie wracałem do domu z uśmiechem, a ostatnio wcale. Młody dizeciak, zamiast czuć rodzicielską miłość, był tylko szykanowany i karany. Nie chcę i nie dopuszczę, żeby nasze dziecko było smutne. Prędzej zginę, niż zrobię naszemu potomkowi krzywdę.

Beatlesi na słuchawkach. Moje ukochane "In My Life". Co ja bym dał, żeby być już z Tobą w Liverpoolu. Wić nasze wspólne gniazdko i powoli spełniać nasze marzenia. Wiem, że to już niedługo się spełni, że już niedługo będziemy tylko my i nic nas nie powstrzyma przed zdobywaniem wspólnego szczęścia. Szczęścia, które jest tylko nasze, jedyne w swoim rodzaju i wyjątkowo prawdziwe. Razem odkrywamy na nowo znaczenie tego słowa, a ja jestem pewien, że teraz będziemy jeszcze bardziej szczęśliwi. Dojrzeliśmy do tego i trafiliśmy na coś, co spotyka niewielu ludzi na świecie. Na piękną, bajkową i magicznie prawdziwą miłość.

Kochanie, wiem, że nie zawsze jestem taki, jakim powinienem być, że czasem najpierw robię, a potem myślę, ale wiedz, że z każdym dniem uczę się myśleć, a to wszystko dzięki Tobie. Nie skrzywdzę Cię już niczym, moja księżniczko. Kocham Cię całym sercem i tak już zostanie forever and ever.

Finlandia za burtą. Czas zbierać myśli i ruszać w dalszą drogę. Możliwe, że jak to przeczytasz, będzie to dla Ciebie jeden wielki chaos, ale na tyle mnie znasz, że wszystko zrozumiesz, odwrócisz się do mnie i mocno przytulisz. Kocham Cię, M. i chcę iść z Tobą przez życie. Nasze życie.

Na zawsze Twój,
Rad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz