…nawet wcześniej niż oficjalny termin przykazywał. Jak co roku 1 lipca europejskie kluby mają przyzwolenie na dokonywanie zakupów. Kolokwialnie mówiąc, rynek nowoczesnego niewolnictwa rusza wtedy pełną parą. W tym roku jednak największe transfery zostały przeprowadzone jeszcze przed rozpoczęciem okienka. Real Madryt wraz z nowym-starym prezesem, Florentyno Perezem na „dzień dobry” wydał najpierw 65 milionów euro na Kakę, potem 93 miliony europejskiej waluty popłynęły na konto Manchesteru United za Cristiano Ronaldo. Kilka dni później „Królewscy” wydali „zaledwie” 15 milionów euro, kupując obrońcę, Raula Albiola. Ostatnie 24 godziny znów należały do Realu. Najpierw we wtorkowy wieczór wypełnione kibicami i dziennikarzami z całego świata Santiago Bernabeu ujrzało, jak Kaka zakłada białą koszulkę z numerem 8 i paraduje po nowym miejscu pracy, a kilkanaście godzin później serwisy internetowe poinformowały o kolejnym galaktycznym zakupie. Kolejne 35 milionów euro wyleciało z kasy madryckiego klubu i wylądowało na koncie Olympique Lyon, a nowym „Galaktycznym” stał się Karim Benzema.
Zastanawia mnie fakt, skąd klub z Madrytu ma tyle pieniędzy. Teoretycznie mamy kryzys gospodarczy, każdy oszczędza, ile może, a tu nagle Real wydaje sobie lekką ręką 208 milionów euro na nowych grajków. Cóż, nie moja w tym głowa, poza tym zamierzałem pisać o czymś innym, a mianowicie o sytuacji na angielskim podwórku. Jak już wspomniałem wcześniej, osłabił się Manchester United. Panna Krysia ulotniła się w tempie ekspresowym do Madrytu, na dokładkę lokalni rywale zza miedzy zatrudnili skłóconego z „Czerwonymi Diabłami” Carlosa Teveza. Jakby tego było mało, to Real utarł czerwony nos Fergusona, zgarniając trenerowi MU jego główny cel transferowy, czyli 21-letniego Benzemę. Szkotowi nie pozostaje więc nic innego, jak wziąć się ostro do roboty i intensywnie szukać następców Ronaldo i Teveza, gdyż bez wartościowych zawodników Manchesterowi będzie trudno o powtórkę sukcesów z minionego sezonu. Mówi się, że Antonio Valencia, sprowadzony niedawno z Wigan do United ma być następcą CR7 (a może już CR9? Dalej nie wiemy z jakim numerem zagra Portugalczyk w Realu). Czy się sprawdzi, zobaczymy już 15 sierpnia, ale przyznam szczerze, że Ekwadorczyk nie jest w stanie nawet w połowie grać tak dobrze jak Krysia. W przeciętnym Wigan radził sobie całkiem dobrze. Czy ta sama sztuka uda mu się na Old Trafford, zweryfikuje sezon. Póki co jedynym plusem dla MU jest fakt, że Nemanja Vidic nie zdecydował się na przeprowadzkę i dalej będzie wraz z Rio Ferdynandem tworzyć jeden z lepszych (ich zdaniem) duetów środkowych obrońców na Wyspach.
W stolicy Zjednoczonego Królestwa, o dziwo, błogi spokój. Wujek Romek w Chelsea zrobił, póki co, jedyny ruch na ławce trenerskiej, zatrudniając Carlo Ancelottiego. Czy Włoch zdoła utrzymać zbieraninę gwiazdorów w tak należytym porządku, jak zrobił to Guus Hiddink? Zobaczymy. Jak na razie o nowych zawodnikach w „The Blues” tylko się plotkuje. Oficjalnie nic nie ogłoszono, a plotkarskie portale sportowe krzyczą, że za 60 milionów euro do swojego byłego trenera ma dołączyć Alexandre Pato. Milan wydał oficjalne oświadczenie, że młody Brazylijczyk nie jest na sprzedaż. Ale Cristiano podobno też nie był na sprzedaż, więc wszystko jest możliwe. Odejść z Chelsea mają podobno też Deco, Ricardo Carvalho i Andriy Shevchenko. Co stanie się w obozie „The Blues”, dowiemy się w kolejnych dniach transferowej zawieruchy.
Po drugiej stronie Londynu, na Emirates Stadium, trwa niespokojna walka o utrzymanie w klubie Andrieja Arszawina, którym zainteresowana jest Barcelona, jak również Czesia Fabregasa, o którego bić się mają wspomniana Barca i, jakżeby inaczej, Real Madryt (kredyty, panie, kredyty, a kto potem je spłaci?). Wenger z pewnością przekona swoich piłkarzy, żeby pozostali w klubie, a według Daily Star, Francuz zainteresowany jest włączeniem się do walki o swojego rodaka, Francka Ribery’ego. Konkurencję ma doborową. Oprócz wspomnianych gigantów z Hiszpanii, o zatrudnienie Francuza walczy rywal z lokalnego podwórka, Man United. Oferta opiewająca na 30 milionów funtów podobno poleciała już do Monachium, ale Bawarczycy nie są zainteresowani tak niską kwotą. Mówi się, że Ribery może opuścić Bayern tylko za kwotę nie mniejszą niż 40 milionów funtów. Sprzeczne informacje docierają także w sprawie Williama Gallasa. 1 lipca zawodnik deklarował zawzięcie, że jest Kanonierem i jest spokojny co do gry na Emirates oraz oczekuje nowego kontraktu. Jednak 24 godziny później brytyjski Mirror oświadczył, że Gallas pragnie odejść i nie podpisał nowej umowy, przez co Wenger zmuszony jest sprzedać rosłego obrońcę, gdyż w przeciwnym wypadku za rok odejdzie za darmo, nie dając okazji Arsenalowi do zarobienia jakichkolwiek pieniędzy.
A co w takim razie słychać u ostatniego z Big Four, Liverpoolu? Na Anfield wszyscy chodzą zadowoleni po tym, jak Rafie Benitezowi udało się wygrać wojnę z Chelsea o pozyskanie reprezentanta Anglii, Glena Johnsona. Co prawda kosztował on 17 milionów funtów, ale według mnie są to dobrze wydane pieniądze. Johnson to, jak stwierdził Mark Lawreson, typowy match-winner nowoczesny obrońca z ofensywnym nastawieniem. Według mnie właśnie takiego kogoś potrzebowała drużyna Liverpoolu, aby zwiększyć swoje szanse na wygranie angielskiej Premiership. Nie ujmując niczego Alvaro Arbeloi, który jest solidnym prawym obrońcą, jednak to Johnson jest pewniakiem do pierwszego składu. Problem zacznie się jednak, kiedy Arbeloa zdecyduje się na transfer do znanego już nam poławiacza zawodników, Realu Madryt. O transferze rozpisuje się lfcglobe.com. Według tego portalu, kwota transferu ma opiewać na około 5 milionów funtów. Jeśli do tego transferu dojdzie, to nominalnie Liverpool zostaje z jednym prawym obrońcą Johnsonem. Można liczyć na cud, który sprawi, że Phillip Degen przestanie się łamać i więcej czasu będzie spędzał na treningach, a nie w szpitalnych łóżkach, lub przemówić Benitezowi do rozsądku, aby ten dawał więcej szans młodemu Stevenowi Darby’iemu. Od biedy zawsze (w przypadku, odpukać, kontuzji Glena) można wystawić na prawą stronę uniwersalnego Carraghera. Ale powiedzmy sobie szczerze, Carra do najmłodszych już nie należy, więc jako prawy full-back spisywałby się średnio. Dlatego też manager The Reds powinien rozglądnąć się za jeszcze jednym prawym obrońcą. Problem może być też na lewej stronie, ponieważ Fabio Aurelio znów uległ kontuzji podczas gry w piłkę ze swoimi dziećmi i jego kolano wymaga co najmniej półrocznego leczenia. Więc zostaje grać młodym Emiliano Insuą i liczyć na to, że jednak Dossena (ku memu wielkiemu niezadowoleniu) nie skusi się na ofertę Juventusu. Jeśli już jesteśmy przy zawodnikach, którzy mają odejść, to sprawa ma się nieciekawie z Xabim Alonso. Real Madryt ostrzy sobie pazurki na Hiszpana już od zakończenia sezonu 08/09, a sam zainteresowany nie neguje tych informacji bawiąc się z Benitezem w kotka i myszkę. Zapewne odgrywa się za zeszłoroczną sagę z Garethem Barrym. Mimo wszystko 40 milionów funtów, jakie oferuje Real za Alonso to kwota zdecydowanie za niska i Benitez byłby głupcem, gdyby się na to zgodził. Podobne zdanie będę miał, jeśli LFC pozbędzie się Javiera Mascherano, na którego chrapkę ma Barcelona. Nie wydaje mi się jednak, żeby Javie pełnił w drużynie z Katalonii tak ważną funkcję, jak w Liverpoolu. A jeśli ulegnie presji żony i zdecyduje się zmienić klimat na bardziej cieplejszy, to piłkarsko będzie skończony.
Okienko transferowe dopiero się rozpoczęło i w okresie posuchy oraz odpoczynku od boiskowych zmagań, da nam wspaniałą okazję, aby plotki transferowe i zawirowania wokół zawodników dały nam podobne odczucia, jakie towarzyszą naszym babciom i mamom oglądającym mydlane opery.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz