To prawda, tylko trzy tygodnie pozostały w ojczyźnie. Ale co to za ojczyzna? Ojczyzna, za którą umrzeć można… z głodu? Fuck that shite, jakby to powiedział Robert Carlyle. Prawda jest taka, choćby najbardziej bolesna dla najzagorzalszych patriotów ( z pozdrowieniami dla jednej szczecinianki ;)), że ten kraj nie ma perspektyw dla młodych ludzi takich jak my.
Szlag mnie trafia, kiedy wysyłam masę aplikacji do jakiejkolwiek pracy, a nawet nie dostaję odpowiedzi, że moje CV nie zostało wybrane. Albo idę do urzędu pracy, a paniusia za biurkiem stwierdza, że posiadam zbyt wysokie umiejętności, jak na swój wiek, aby podjąć pracę. Hmm, to przepraszam bardzo, do cholery, ale co mam zrobić? Mam być po zawodówce, żeby podjąć się roboty? To, że byłem w Anglii, tam pracowałem, zrobiłem wcześniej jakieś pieprzone certyfikaty oznacza tylko tyle, że się staram, aby było łatwiej o pracę. Ale, jak widać, nie w Polsce.
A jeśli już zacznie się pracę, to cały czas pod górkę. Jak nie okres próbny, w trakcie którego dostaje się wypowiedzenie bez powodu na dwa tygodnie przed podpisaniem stałej umowy, to znowuż nie ta branża, długi, albo protekcja goniona przez protekcję, która kończy się zwolnieniem przez sms-a. Tak się ludzi, którzy poważnie myślą o sobie i najbliższych, nie traktuje. No ale to Polska właśnie.
Mógłbym tak pisać i pisać, narzekać i narzekać, ale najnormalniej już nie mam siły. Nie twierdzę, że nienawidzę tego kraju. Nienawidzę aktualnej sytuacji i rządu, który tylko patrzy, żeby nałapać jak najwięcej do swojej kieszeni, maskując się pustymi obietnicami. Nie przekonują mnie tłumaczenia, że mamy kryzys. Bo kryzys w Polsce trwa od zakończenia drugiej wojny światowej. Jestem dumny z bycia Polakiem, dumny z historii swojej ojczyzny, ale mam żal do niej, że nie potrafi zapewnić mi godnej przyszłości.
Emigruję. Emigruję wraz z moją ukochaną kobietą, aby zapewnić nam dogodne życie i świetlaną przyszłość. Jestem cholernie zmotywowany, aby to zrealizować i to zrobię. Wiem, że będziemy tam szczęśliwi. A Polska? Cóż, pozostaje tylko na odwiedziny rodzinek kilka razy w roku…
Summer has come and passed
The innocent can never last
Wake me up when september ends
Like my father's come to pass
Seven years has gone so fast
Wake me up when september ends
Here comes the rain again
Falling from the stars
Drenched in my pain again
Becoming who we are
As my memory rests
But never forgets what I lost
Wake me up when september ends
Summer has come and passed
The innocent can never last
Wake me up when september ends
Ring out the bells again
Like we did when spring began
Wake me up when september ends
Here comes the rain again
Falling from the stars
Drenched in my pain again
Becoming who we are
As my memory rests
But never forgets what I lost
Wake me up when september ends
Summer has come and passed
The innocent can never last
Wake me up when september ends
Like my father's come to pass
Twenty years has gone so fast
Wake me up when september ends
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz