Jakieś dziwne sny miałem dzisiaj. Tyle to mi się jeszcze nigdy nie śniło. Najpierw byłem na hali, gdzie trenowały siatkarki. Mariola Zenik, Kasia Skowrońska, Iza Bełcik, Ola Jagieło i cała reszta, wszystkie tak dokładnie widziałem. Stałem obok trenera, jakby jego asystent. Po treningu podszedłem do Kasi i Izy porozmawiać. Gadałem z nimi, jakbyśmy się znali od dawna. Próbowałem je wyciągnąć na piwo, to usłyszałem, że dzisiaj nie mogą, bo się umówiły z moją M. i mają jakąś cholernie ważną sprawę ogadać i dzisiaj nie mogą. Poza tym ja miałem już iść, bo Iza zobaczyła, że kumpel na mnie czeka i że mamy już iść grać w piłkę. Buziaki na „do widzenia” i się obudziłem. Hmm, znaczące?
Zasnąłem ponownie i wylądowałem w autobusie MPK. Na zewnątrz było ciemno, jakby wieczór. Obok mnie Misiek, z którym wracałem z piłki. Siedzieliśmy na końcu pojazdu rozmawiając o futbolu i o tym, co też znowu budują na Rejtana. Paranoja jakaś. W rzeczywistości nic mnie nie obchodzi, co gdzie budują. A tu nagle wielce zaaferowani, czy to będzie kolejna galeria, czy jakiś super-hiper-mega-market. No i sobie przypomniałem, że pasowałoby kupić bilety. Podszedłem do kierowcy i poprosiłem o bilety. Zapłaciłem i wszystko ok., dopóki nie dostałem biletów. Wydrukowane na zwykłej kartce papieru, trzy bilety. Do tej pory nie wiem, dlaczego trzy, skoro jechałem tylko z Michałem. No ale mniejsza z tym, najważniejsze było to, że dostałem dokładne instrukcje, jak wyciąć te bilety, coby się kanarzy nie dopieprzyli. Paranoja numer dwa. I znowu przebudzenie.
Trzeci sen. Wielki statek. Prom jakiś czy Titanic, nie wiem. W każdym razie duże to było. Nie byłem sam. Była ze mną M. Romantyczne chwile na pokładzie i nagle jesteśmy w kajucie. W kajucie, która bardziej przypomina wielki hotelowy apartament. No i nic nie bujało. Zachwycony wpadam w ramiona M., która wręcz krzyczała na mnie, żebym się do niej przytulił i nagle słyszę, że nie, bo zimno i okrywa się cała kołdrą. Zrozum kobiety ;)
I nagle rzeszowski Rynek. Ja i Bartek spacerujemy po centrum w oczekiwaniu na spotkanie z agentem od ubezpieczeń. Przychodzi, ale jakiś nie Polak. Okazuje się, że Angol. I że nie będzie gadał o ubezpieczeniach, bo to jest bezsensowne. On woli nam powiedzieć o Liverpoolu. Że to super miasto, że jest świetna atmosfera i każdy powinien tam mieszkać. Pokazuje nam prezentację na laptopie i nagle musi iść. Wszystko byłoby fajnie, tylko zapomniał wziąć torbę z laptopem i portfel. Poczciwy obywatel Radosław bierze te rzeczy i idzie z tym do domu. Siadam przy kompie i gram sobie w piłkę, kiedy nagle rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Ojciec woła, że to do mnie. Domyślam się, że to Anglik. Biorę torbę i portfel i oddaję mu. Ten jednak bierze tylko torbę i mówi, że portfel jest dla mnie. A w środku 1200 funtów. Aż mnie to obudziło. Czyżbym miał tyle zarabiać?
Zasypiam po raz kolejny i ląduję na Anfield. Pełny stadion kibiców, środowy wieczór, finał Ligi Mistrzów. I ja też tam jestem. Na ławce obok Babela, Benayouna i Spearinga. Jest i nasz manager. Ale to nie Rafa, to M. 90 minuta meczu, 1:1 i Reina łamie nadgarstek. Cholernie ciężka kontuzja, pasuje się rozgrzewać i poradzić sobie z presją. Ale nie, M. jednak mi nie pozwala. Mam siedzieć na ławce i patrzeć się na nią ;) no i gdzie sprawiedliwość na tym świecie? Kolega z drużyny kontuzjowany, gramy o Puchar Europy, a i tak on ma bronić. Skandal, ale i tak Cię kocham, M.
Nie wiem, co się dzieje w mojej głowie, że takie różne sny mam, zupełnie ze sobą nie powiązane. A do tego cholernie realistyczne. Budzisz się i nagle zonk, jednak jesteś w swoim łóżku, w swoim pokoju. Ehh, życie. Ale życie też potrafi być snem…
mam nadzieję , taki sen
na realność pełną scen
takich aby nam się serca miały
gdy odkrywa kto swój los
drugi czyta pilnie bo widzi siebie w księdze jego zdarzeń
mmm...
mam nadzieję taki sen
na kochanie a nie bieg
na światowe miłości władanie
na widzenie słabych stron
swoich a nie innych wciąż
na zwyczajne ludzkie pojednanie
mmm...
i wierzę kiedyś będzie lżej
słońcem będzie nowy dzień
ciągle nam za krótki
a wieczór po nim słodki
i wierzę kiedyś spełni się
cudowny będzie dzień
lepszy niźli sen
i wstawać będę lekko
by dreptać swoją ścieżką
...rozstąpi się ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz