poniedziałek, 10 sierpnia 2009

paranormalne paranoje we dwoje

Jakieś dziwne sny miałem dzisiaj. Tyle to mi się jeszcze nigdy nie śniło. Najpierw byłem na hali, gdzie trenowały siatkarki. Mariola Zenik, Kasia Skowrońska, Iza Bełcik, Ola Jagieło i cała reszta, wszystkie tak dokładnie widziałem. Stałem obok trenera, jakby jego asystent. Po treningu podszedłem do Kasi i Izy porozmawiać. Gadałem z nimi, jakbyśmy się znali od dawna. Próbowałem je wyciągnąć na piwo, to usłyszałem, że dzisiaj nie mogą, bo się umówiły z moją M. i mają jakąś cholernie ważną sprawę ogadać i dzisiaj nie mogą. Poza tym ja miałem już iść, bo Iza zobaczyła, że kumpel na mnie czeka i że mamy już iść grać w piłkę. Buziaki na „do widzenia” i się obudziłem. Hmm, znaczące?

Zasnąłem ponownie i wylądowałem w autobusie MPK. Na zewnątrz było ciemno, jakby wieczór. Obok mnie Misiek, z którym wracałem z piłki. Siedzieliśmy na końcu pojazdu rozmawiając o futbolu i o tym, co też znowu budują na Rejtana. Paranoja jakaś. W rzeczywistości nic mnie nie obchodzi, co gdzie budują. A tu nagle wielce zaaferowani, czy to będzie kolejna galeria, czy jakiś super-hiper-mega-market. No i sobie przypomniałem, że pasowałoby kupić bilety. Podszedłem do kierowcy i poprosiłem o bilety. Zapłaciłem i wszystko ok., dopóki nie dostałem biletów. Wydrukowane na zwykłej kartce papieru, trzy bilety. Do tej pory nie wiem, dlaczego trzy, skoro jechałem tylko z Michałem. No ale mniejsza z tym, najważniejsze było to, że dostałem dokładne instrukcje, jak wyciąć te bilety, coby się kanarzy nie dopieprzyli. Paranoja numer dwa. I znowu przebudzenie.

Trzeci sen. Wielki statek. Prom jakiś czy Titanic, nie wiem. W każdym razie duże to było. Nie byłem sam. Była ze mną M. Romantyczne chwile na pokładzie i nagle jesteśmy w kajucie. W kajucie, która bardziej przypomina wielki hotelowy apartament. No i nic nie bujało. Zachwycony wpadam w ramiona M., która wręcz krzyczała na mnie, żebym się do niej przytulił i nagle słyszę, że nie, bo zimno i okrywa się cała kołdrą. Zrozum kobiety ;)

I nagle rzeszowski Rynek. Ja i Bartek spacerujemy po centrum w oczekiwaniu na spotkanie z agentem od ubezpieczeń. Przychodzi, ale jakiś nie Polak. Okazuje się, że Angol. I że nie będzie gadał o ubezpieczeniach, bo to jest bezsensowne. On woli nam powiedzieć o Liverpoolu. Że to super miasto, że jest świetna atmosfera i każdy powinien tam mieszkać. Pokazuje nam prezentację na laptopie i nagle musi iść. Wszystko byłoby fajnie, tylko zapomniał wziąć torbę z laptopem i portfel. Poczciwy obywatel Radosław bierze te rzeczy i idzie z tym do domu. Siadam przy kompie i gram sobie w piłkę, kiedy nagle rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Ojciec woła, że to do mnie. Domyślam się, że to Anglik. Biorę torbę i portfel i oddaję mu. Ten jednak bierze tylko torbę i mówi, że portfel jest dla mnie. A w środku 1200 funtów. Aż mnie to obudziło. Czyżbym miał tyle zarabiać?

Zasypiam po raz kolejny i ląduję na Anfield. Pełny stadion kibiców, środowy wieczór, finał Ligi Mistrzów. I ja też tam jestem. Na ławce obok Babela, Benayouna i Spearinga. Jest i nasz manager. Ale to nie Rafa, to M. 90 minuta meczu, 1:1 i Reina łamie nadgarstek. Cholernie ciężka kontuzja, pasuje się rozgrzewać i poradzić sobie z presją. Ale nie, M. jednak mi nie pozwala. Mam siedzieć na ławce i patrzeć się na nią ;) no i gdzie sprawiedliwość na tym świecie? Kolega z drużyny kontuzjowany, gramy o Puchar Europy, a i tak on ma bronić. Skandal, ale i tak Cię kocham, M.

Nie wiem, co się dzieje w mojej głowie, że takie różne sny mam, zupełnie ze sobą nie powiązane. A do tego cholernie realistyczne. Budzisz się i nagle zonk, jednak jesteś w swoim łóżku, w swoim pokoju. Ehh, życie. Ale życie też potrafi być snem…

mam nadzieję , taki sen

na realność pełną scen

takich aby nam się serca miały

gdy odkrywa kto swój los

drugi czyta pilnie bo widzi siebie w księdze jego zdarzeń

mmm...

mam nadzieję taki sen

na kochanie a nie bieg

na światowe miłości władanie

na widzenie słabych stron

swoich a nie innych wciąż

na zwyczajne ludzkie pojednanie

mmm...



i wierzę kiedyś będzie lżej

słońcem będzie nowy dzień

ciągle nam za krótki

a wieczór po nim słodki



i wierzę kiedyś spełni się

cudowny będzie dzień

lepszy niźli sen

i wstawać będę lekko

by dreptać swoją ścieżką

...rozstąpi się ciemność.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz