środa, 4 sierpnia 2010

japońskie retrospekcje

Wylądowałem w Sefton Parku. Dosłownie. Wszystko było tak podobne, tak idealnie odwzorowane, jakbym cofnął się w czasie. Nawet pogoda dopisała i była taka, jak wtedy, gdy poszliśmy tam razem, pamiętasz?

Byłaś przy mnie we wrocławskim ogrodzie japońskim, szeptałaś czułe słowa. Te mostki, jeziorka, pływające kaczki, widzieliśmy to razem. Patrzyłem się na Ciebie, a Ty tak ładnie się uśmiechałaś promienistym uśmiechem. Ślicznie wyglądałaś. Rozpuszczone włosy, cudowna gotycka suknia, taka, jaka podobała Ci się w naszym sklepie na Renshaw Street. Piękna Królowa Mroku. Patrzyłem na Ciebie z uśmiechem, wielką radością i szczęściem, że jesteś. Wyciągnąłem ramiona, chcąc Cię objąć, powiedzieć, jak bardzo mi Cię brakuje, jak wiele dla mnie znaczysz. Podszedłem do Ciebie na mostku, dokładnie tym samym, co w naszym Seftonie, otwierałem usta, aby powiedzieć, że Cię kocham...

Zniknęłaś... Wyparowałaś niczym duch, a ja wpatrywałem się w wodę, w kaczki. Z oczu popłynęły łzy. Łzy tęsknoty i cierpienia. Ale Ty wróciłaś. Późno w nocy, kiedy już spałem, wkradłaś się w mój sen i zostałaś ze mną do rana. Jechaliśmy autobusem, chyba do pracy. Ty siedziałaś i patrzyłaś się na mnie, a ja ze łzami mówiłem, prosiłem o jeszcze jedną szansę na naprawienie tego wszystkiego. Szansę odnowy. Dałaś mi ją, a ja zwariowałem ze szczęścia, które znów nas oplotło. Chciałbym pozostać w tym śnie, w tej mojej Nie-rzeczywistości.

Moje serce krzyczy cierpieniem i pluje krwią. Krzyczy do Ciebie: kocham Cię, krzyczy: WRÓĆ. PROSZĘ! Czy wiesz, jak je uciszyć?

Potrzebuję mocniejszej dawki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz