piątek, 4 lutego 2011

Sound of the Anfield Ground: musisz walczyć, Joey!

“Too much of everything can make you sick” – śpiewała Cheryl Cole w swoim pierwszym singlu z debiutanckiej płyty. Singiel ma tytuł „Fight for This Love” i zadebiutował na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów, utrzymując się na szczycie przez trzy tygodnie. Cała płyta nosi tytuł „3 Words” – trzy słowa, jak chociażby Liverpool Football Club.

Ale zaraz, nie miałem pisać o Cheryl Cole. Skup się, panie Master! A, fakt! Było blisko, przecież w Merseyside jest taka jedna osoba o tym nazwisku. A imiję jego Joe. Co się zatem z nim dzieje? Dobre pytanie…

Aktualna sytuacja Anglika w Liverpoolu nie jest za wesoła. Pod wodzą Dalglisha Joe nie zagrał jeszcze ani razu, a ostatni jego występ to przegrane spotkanie wyjazdowe z Blackburn Rovers. Według najnowszych doniesień z Anfield zawodnik narzeka na lekki uraz kolana i nie jest pewne, czy znajdzie się w składzie na mecz ze swoim byłym klubem, Chelsea Londyn.

Pamiętam dokładnie dzień, kiedy Liverpool ogłosił, że Joe Cole stał się piłkarzem the Reds. Ucieszyłem się niezmiernie, ponieważ zawsze ceniłem tego piłkarza. Jego dryblingi, strzały zza pola karnego – skrzydłowy kompletny, którego brakowało w Liverpoolu przez kilka sezonów. Miałem do niego sentyment i marzyłem, że może pewnego dnia zagra na Anfield. I pewnego letniego dnia 20010 roku moje (i nie tylko moje) marzenia spełniły się. Joe Cole oficjalnie zawodnikiem Liverpoolu.

Kariera na Anfield nie zaczęła się jednak pomyślnie dla naszego numeru 10. Zaledwie po 45 minutach inauguracyjnego spotkania z Arsenalem, Cole wyleciał z boiska za faul na Laurencie Koscielnym, a na swoją pierwszą bramkę w lidze musiał czekać aż do Nowego Roku, kiedy w meczu przeciwko Boltonowi, wchodząc z ławki, dał Liverpoolowi trzy punkty na Reebok Stadium.

Jednak to za mało, jak na status skrzydłowego, z jakim przychodził Cole. Co jest tego przyczyną, że Cole nie może odnaleźć formy i jest cieniem zawodnika, który zachwycał grając w West Hamie i Chelsea? Na pewno ciężkie kontuzje zawodnika, które wykluczyły go z gry na dłuższy okres. Jeśli chodzi o sam Liverpool, to z całą pewnością nie pomogła mu owa czerwona kartka w debiucie, jak i słaba forma całego zespołu. Dodajmy te wszystkie składniki do siebie i mamy rezultat w postaci słabej formy Joe Cole’a.

Kenny Dalglish jeszcze ani razu nie sprawdził formy Joe na boisku. Czy w niego nie wierzy? A może szykuje go, jako swojego jokera w meczu z Chelsea, który czeka nas już w niedzielę? Zbyt dużo pytań, a za mało odpowiedzi mamy, moi drodzy. Bo poza wypowiedziami Króla oraz jedną połową meczu w drużynie rezerw nie wiemy nic. Co będzie z Cole’m? Zobaczymy, czas pokaże.

Cheryl Cole walczy o miłość, a Joe musi ponownie zawalczyć o miłość fanów i aprobatę managera. Bo jeśli chce zostać w klubie i pokazać swoją wartość i to, że nie jest piłkarzem straconym, będzie musiał tę walkę podjąć. Wierzę w to, że Ci się to uda, Joe! Bo zasługujesz na uwielbienie, które miałeś. Tylko musisz walczyć, Joey, musisz walczyć…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz