Ostatnia kolejka ligi angielskiej praktycznie wyłoniła mistrza Barclays Premier League. Manchesterowi United brakuje zaledwie jednego punktu do zdobycia 19 tytułu mistrzowskiego i tylko katastrofa może przeszkodzić im w wykonaniu tego zadania na dwie kolejki przed końcem ligi. Ciężka to sprawa dla kibiców Liverpoolu, ale cóż poradzić? Byli zdecydowanie lepsi, takie życie, jednak to nie to od wczoraj zajmuje moją głowę.
Okazuje się, że wciąż mamy szansę na zajęcie czwartego miejsca, które daje kwalifikacje do przyszłorocznej Ligi Mistrzów. Matematyczne, bo matematyczne są to szanse, ale jednak są. Everton wyświadczył swojemu rywalowi zza miedzy przysługę pozbawiając w sobotę na Goodison punktów Manchester City. Przypomnę, że the Toffies pokonali the Citizens 2-1 po bramkach Distina i Osmana.
Wiem, dziwnie to brzmi, bo kto by pomyślał na początkowych etapach sezonu, kiedy zajmowaliśmy miejsce w strefie spadkowej, że będziemy bić się o pozycję premiowaną grą w europejskich pucharach? Założę się, że tylko najwięksi optymiści, choć i oni mogliby mieć wątpliwości. A jednak w tej chwili Liverpool zajmuje piąte miejsce na trzy mecze przed końcem ligi. I tak, ma szansę na występ w przyszłorocznej Lidze Mistrzów.
Tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że mogę wyjść na hipokrytę, gdyż kilka tygodni temu w jednym z „Soundów” pisałem, dlaczego nie chcę występu Liverpoolu w przyszłorocznej Lidze Europejskiej. Jednak Liga Mistrzów to zupełnie inna sprawa. To prestiż, marka i pojedynki z najlepszymi drużynami w Europie. To coś, czego brakuje Liverpoolowi od dwóch sezonów, zarówno z punktu sportowego, jak i marketingowego. I jeśli ciągle jest szansa, choćby wątpliwa, ale szansa, to należy się o to postarać.
Przede wszystkim jednak the Reds muszą wygrać wszystkie pozostałe mecze. Dziewięć punktów, które jest do zdobycia, jest absolutnym minimum i musi zostać spełnione. Po drodze jednak musimy liczyć na szczęście i potknięcia Manchesteru City. The Citizens we wtorek podejmują Tottenham, który ciągle ma aspiracje przegonić naszą drużynę i zagrać w przyszłorocznej Lidze Europejskiej. Następnie MC gra zaległe spotkanie ze Stoke, kilka dni po spotkaniu tych drużyn w finale FA Cup, a w ostatniej kolejce piłkarze z Manchesteru jadą na zawsze trudny teren w Boltonie. Jest jeden warunek: w tych trzech meczach nie mogą zdobyć więcej niż jeden punkt.
Niewykonalne zadanie? Marzenie ściętej głowy? Możliwe, ale czy wielu wierzyło w sukces w Istambule, gdy przegrywaliśmy do przerwy 3-0? Z pewnością tylko garstka. I podobnie tym razem niewielu będzie podzielać mój pogląd, że te trzy mecze Manchesteru City to nasze swoiste 3-0 do przerwy w walce o Ligę Mistrzów. Jednak kibice Liverpoolu są nauczeni iść z nadzieją w sercu i dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe.
Jedno jest pewne: liga angielska do ostatniego gwizdka będzie bardzo emocjonująca.
Okazuje się, że wciąż mamy szansę na zajęcie czwartego miejsca, które daje kwalifikacje do przyszłorocznej Ligi Mistrzów. Matematyczne, bo matematyczne są to szanse, ale jednak są. Everton wyświadczył swojemu rywalowi zza miedzy przysługę pozbawiając w sobotę na Goodison punktów Manchester City. Przypomnę, że the Toffies pokonali the Citizens 2-1 po bramkach Distina i Osmana.
Wiem, dziwnie to brzmi, bo kto by pomyślał na początkowych etapach sezonu, kiedy zajmowaliśmy miejsce w strefie spadkowej, że będziemy bić się o pozycję premiowaną grą w europejskich pucharach? Założę się, że tylko najwięksi optymiści, choć i oni mogliby mieć wątpliwości. A jednak w tej chwili Liverpool zajmuje piąte miejsce na trzy mecze przed końcem ligi. I tak, ma szansę na występ w przyszłorocznej Lidze Mistrzów.
Tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że mogę wyjść na hipokrytę, gdyż kilka tygodni temu w jednym z „Soundów” pisałem, dlaczego nie chcę występu Liverpoolu w przyszłorocznej Lidze Europejskiej. Jednak Liga Mistrzów to zupełnie inna sprawa. To prestiż, marka i pojedynki z najlepszymi drużynami w Europie. To coś, czego brakuje Liverpoolowi od dwóch sezonów, zarówno z punktu sportowego, jak i marketingowego. I jeśli ciągle jest szansa, choćby wątpliwa, ale szansa, to należy się o to postarać.
Przede wszystkim jednak the Reds muszą wygrać wszystkie pozostałe mecze. Dziewięć punktów, które jest do zdobycia, jest absolutnym minimum i musi zostać spełnione. Po drodze jednak musimy liczyć na szczęście i potknięcia Manchesteru City. The Citizens we wtorek podejmują Tottenham, który ciągle ma aspiracje przegonić naszą drużynę i zagrać w przyszłorocznej Lidze Europejskiej. Następnie MC gra zaległe spotkanie ze Stoke, kilka dni po spotkaniu tych drużyn w finale FA Cup, a w ostatniej kolejce piłkarze z Manchesteru jadą na zawsze trudny teren w Boltonie. Jest jeden warunek: w tych trzech meczach nie mogą zdobyć więcej niż jeden punkt.
Niewykonalne zadanie? Marzenie ściętej głowy? Możliwe, ale czy wielu wierzyło w sukces w Istambule, gdy przegrywaliśmy do przerwy 3-0? Z pewnością tylko garstka. I podobnie tym razem niewielu będzie podzielać mój pogląd, że te trzy mecze Manchesteru City to nasze swoiste 3-0 do przerwy w walce o Ligę Mistrzów. Jednak kibice Liverpoolu są nauczeni iść z nadzieją w sercu i dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe.
Jedno jest pewne: liga angielska do ostatniego gwizdka będzie bardzo emocjonująca.
Więcej na LFCPoland.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz