Stało się to, co miało się stać. Kenny Dalglish w piątek złożył podpis na trzyletniej umowie i oficjalnie został ogłoszony pełnoprawnym managerem Liverpoolu. Spełniło się zatem marzenie wszystkich kibiców Liverpoolu, a przede wszystkim samego Króla.
Przyszłość maluje się w jasnych barwach, nawet pomimo wczorajszej porażki z Tottenhamem i ponownych obaw o grę w przyszłorocznej Lidze Europejskiej. Zawodnicy wielokrotnie wypowiadali się o tym, jak Dalglish zmienił atmosferę w drużynie oraz styl gry zespołu. Duża w tym też zasługa Steve’a Clarke’a, który również przedłużył kontrakt z klubem. Treningi ze schmatycznych i mało atrakcyjnych stały się zróżnicowane, ciekawe i przede wszystkim zaczęły dawać efekty. Do tego odpowiednia taktyka i zespół potrafi osiągać wyniki i grać stylem, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni jeszcze kilka lat temu: Liverpool grający piłką, tworzący ładne i składne akcje, grający z duchem ‘The Liverpool Way”.
Trzy lata dla Dalglisha to bardzo dobry okres na tworzenie drużyny walczącej o tytuł mistrzowski. Szkot na spokojne w tym czasie zbuduje zespół według własnej myśli Ma ku temu odpowiednie umiejętności, a dodatkowym atutem jest starannie dobrany sztab szkoleniowy oraz pełne poparcie zarządu i kibiców, czego brakowało Benitezowi oraz Hodgsonowi.
Lato, jak pisałem w poprzednim felietonie, będzie pracowitym okresem dla naszego ukochanego klubu. Ptaszki ćwierkają, że Kenny ma dostać 100 milionów funtów, co zapowiada ofensywę transferową. Do tego dojdą jeszcze środki ze sprzedaży niepotrzebnych zawodników jak Konchesky, Poulsen czy Jovanovic i myślę, że możemy powalczyć o usługi czołowych graczy w Europie, a później o upragnione trofea. Zimowe okienko potwierdziło, że Liverpool jest nadal atrakcyjnym piłkarsko kierunkiem, a doskonała praca Comolliego przy negocjacjach przynosi efekty. Miejmy nadzieję, że zaowocuje to również w lecie, a the Reds podpiszą kontrakty z gwiazdami które odmienią jeszcze bardziej na plus oblicze drużyny.
Nowa era na Anfield rozpoczęła się na dobre. Stare przysłowie mówi, że po siedmiu latach chudych przychodzi siedem tłustych. Oby to porzekadło sprawdziło się w przypadku Liverpoolu, a Kenny stanie się wybawcą, który przywróci panowanie Liverpoolu oraz sprawi, że tytuł mistrzowski wróci na Anfield. Z całego serca życzę temu Królowi i wszystkim kibicom. Pokażmy razem, na co stać Liverpool. Wrócimy na tron!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz