wtorek, 23 sierpnia 2011

Sound of the Anfield Ground: Wiedz, że coś się dzieje

Gotowałem wczoraj obiad, kiedy dostałem wiadomość, że Soto Kyrgiakos opuszcza Liverpool. Odbyło się to nagle, szybko i bez rozgłosu, niczym stworzenie mojej zapiekanki szpinakowej, którą chwilę później ze smakiem zjadłem, podobnie jak przełknąłem news o Greku. W przeciwieństwie do zapiekanki, coś mi tu nie spasowało.

Zawsze lubiłem Kyrgiakosa, od pierwszych minut, kiedy pojawił się na Anfield, zaskarbił sobie moją sympatię. Miał kilka dobrych występów, jednak ostatnio jego forma zaczęła podupadać. Każdy ma w pamięci sprokurowane przez niego rzuty karne, ‘dzięki’ chociażby odpadliśmy z Ligi Europejskiej. Mimo błędów i potknięć, był jednym z naszych czterech podstawowych obrońców. W tej chwili to przeszłość, koszulka z numerem 16 jest wolna, a my zostaliśmy z Carragherem, Aggerem, wracającym po kontuzji Skrtelem i młodziutkim Wilsonem. Co to oznacza?

Ni mniej, ni więcej, strata Soto to realna szansa, że coś jest na rzeczy, jeśli chodzi o nowego obrońcę. Ptaszki ćwierkają, że coraz bliżej klubu jest Gary Cahill z Boltonu, a kartą przetargową w tym transferze jest David Ngog. Jednak jeśli ta transakcja dojdzie do skutku, to zapełnimy lukę w obronie, lecz osłabimy się w ataku.

Jeżeli Ngog opuści Liverpool, a Dani Pacheco, według kolejnych ćwierknięć, przejdzie do Rayo Vallecano, wtedy atak Liverpoolu będzie ograniczał się jedynie do Luisa Suareza, Andy’ego Carrolla i Dirka Kuyta. Na ponad 50 meczów w sezonie i widmo kontuzji (co przecież jest nieuniknione w grze w piłkę), to mały wybór. Ratunkiem może być szokujący powrót na Anfield Craiga Bellamy’ego. Dzisiejsze wydania Guardiana i Telegrapha informują, że Liverpool zamierza sprowadzić Walijczyka na Anfield. Przeszkodą nie powinny być nawet wysokie zarobki Craiga, ale tylko w przypadku, gdy transfer będzie darmowy, a tutaj wielką niewiadomą jest decyzja Roberto Manciniego.

Uważam, że byłby to dobry ruch, pomimo zaprzeczenia tym transferem polityki Fenway Sports Group. Jednak wyjątki potwierdzają regułę, a Bellamy to doświadczony napastnik, idealne wsparcie dla młodych Carrolla i Suareza. Alternatywą może być wielokrotnie przywoływany przeze mnie Adam Morgan, który mógłby dostać szansę w jutrzejszym meczu z Exeter.

Ptaszki ćwierkają dalej i znów wracają do obrony Liverpoolu, w której pojawić się ma do końca tygodnia dwudziestoletni Sebastian Coates. O tego młodego zawodnika stara się wiele klubów, lecz najprawdopodobniej najbardziej wartościowy młody zawodnik ostatnich rozgrywek Copa America wyląduje w Liverpoolu. Nasz klub ma przewagę w postaci Luisa Suareza, który występuje z Coatesem w reprezentacji Urugwaju, przez co Sebastian nie miałby zbytnich problemów z zaaklimatyzowaniem i byłby idealnym i przede wszystkim bardziej wartościowym zawodnikiem do wypełnienia luki po Kyrgiakosie. Doliczmy do tego fakt, że mierzący 1,98m wzrostu obrońca ma dopiero 20 lat, co (poza plotkami o sprowadzeniu Craiga) doskonale pasuje do polityki transferowej FSG. A cena? 12 milionów funtów, co, jak dla mnie, nie jest wygórowaną ceną za tego bardzo perspektywicznego zawodnika.

Wydaje mi się, że nasz zarząd zaskoczy nas jeszcze przez zakończeniem letniego okienka transferowego. Liverpool działa po cichu, za zamkniętymi drzwiami (vide transfery Suareza, Carrolla, Adama czy Downinga, co do których nie mieliśmy pewności do samego końca), co pomaga w negocjacjach. A może tak i Cahill i Coates oraz Bellamy w pakiecie? Czemu nie, smakowity kąsek. Niczym moja wczorajsza zapiekanka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz