wtorek, 13 września 2011

Sound of the Anfield Ground: Kończ waść, wstydu oszczędź!

Mam dziwne wrażenie, że przeżywam po raz kolejny deja vu i to uczucie towarzyszy mi od dobrych dwóch tygodni. Tak, ponownie chodzi o transfer Raula Meirelesa. Przypomina mi się historia z Fernando Torresem. Dlaczego? Już odpowiadam.

Deja vu po raz pierwszy uderzyło mnie w ostatni dzień okienka transferowego, kiedy to Raul poprosił o transfer na godzinę przed zamknięciem okienka. OK - pomyślałem sobie - chcesz grać, w środku pola the Reds panuje niesamowity ścisk i mimo dobrego sezonu jesteś tylko opcją rezerwową dla Kenny'ego. Dobrze więc, odejdź, choć na początku byłem kosmicznie zdenerwowany, gdyż lubiłem tego zawodnika (podobnie jak Torresa) i znów Chelsea podkupuje nam gracza. Jednak po spokojnie przespanej nocy, na następny dzień już na chłodno stwierdziłem, że sprzedaż Meirelesa wyjdzie na dobre obu stronom i nie żałowałem tego, że wujek Romek zapłacił klubowi z Anfield 12 milionów funtów za Portugalczyka. Krzyżyk na drogę, powodzenia i dziękuję za poprzedni sezon.

Wydawałoby się, że Raul odszedł z klasą. Tydzień po transferze zapytany przez BBC o powody swojego transferu Meireles powiedział, że nie miał zamiaru odejść z Liverpoolu i zdecydował się na ten ruch tylko i wyłącznie, że zainteresowanie jego osobą wyraził Andre Villas - Boas, z którym to Raul pracował w FC Porto. Jednak nie wszystko złoto...

No właśnie, złoto, a konkretnie pieniądze. Okazało się, że w tym transferze chodziło tylko i wyłącznie o kasę. Raul wybrał opcję, która oferowała mu większą  tygodniówkę. Dlaczego? Ano dlatego, że Liverpool ponoć nie dotrzymał obietnicy, w której poniekąd Raul miałzagwarantowaną podwyżkę po pierwszym sezonie. Zastanawia mnie zatem fakt, że skoro sezon się skończył, więc dlaczego Portugalczyk od razu nie poprosił o wystawienie na listę transferową, tylko spokojnie brał udział w przygotowaniach przedsezonowych Liverpoolu? Tak, wiem, próbował walczyć o miejsce w składzie i jestem to w stanie zrozumieć, ale teraz wypadałoby się chyba już nie odzywać na ten temat.

Przeszłość jest przeszłością i nie powinno wyciągać się starych brudów. Bo jeżeli podwyżkę obiecał mu Roy Hodgson z poprzednimi właścicielami, to Raul musiał żyć w głębokiej nieświadomości lub zapomniał o tym, że Hodgsona i G&H już w Liverpoolu nie ma, zatem o podwyżce z ich strony nie mogło być mowy. Z drugiej strony jednak Kenny i FSG mogli usiąść z Raulem do rozmów. Znając Szkota i działania naszych nowych właścicieli zapewne tak było, lecz pełnej prawdy nie poznamy, możemy się tylko domyślać.

Tak czy inaczej obecne wypowiedzi Raula powodują, że traci on w oczach kibiców Liverpoolu mówiąc, że chodziło tu o pieniądze. Nie wydaje Wam się, że poza Yossim Benayounem, pozostali piłkarze, którzy przeprowadzili się do Londynu, nagle wielce narzekają na to, jak to im było źle? Przysłowie mówi, żeby nie robić do własnego gniazda, ale z drugiej strony człowiek wypowiadający się w ten sposób traci wiele z resztek szacunku, które posiada u kibiców swojego byłego już klubu.

Mam jedną radę dla Raula Meirelesa: kończ waść, wstydu sobie oszczędź. Skup się na jak najlepszej grze w niebieskiej koszulce i sprawdzaniu wysokości cotygodniowego przelewu od wujka Romana. Tak będzie najlepiej, nie sądzisz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz