niedziela, 11 września 2011

Sound of the Anfield Ground: List otwarty

Drogi Jamie,

Do napisania tego listu zmotywował mnie wczorajszy mecz naszej ukochanej drużyny ze Stoke. Piszę „naszej ukochanej”, bo przecież tak jest, prawda? Ja kibicuję temu klubowi od lat, a Ty grasz w nim już od kilkunastu sezonów zawsze zostawiając serce na boisku. I obaj kochamy Liverpool wielką i odwzajemnioną miłością, czy tak nie jest? Odpowiedź na to pytanie jest oczywista.

Jamie, jesteś w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo nie mogłem się doczekać tego meczu. Mimo, że to tylko tydzień przerwy, byłem wygłodniały. Znasz to uczucie, kiedy nie możesz się czegoś doczekać. Wypłaty, odwiedzin dawnego znajomego, długo oczekiwanego wieczoru z żoną czy, tak jak w naszym przypadku, meczu naszej drużyny. Przeczuwałem, że przeciwnik może postawić nam trudne warunki, bo Stoke to drużyna, która gra typowy jeszcze, brytyjski futbol z lat 90: siłowy, bardzo fizyczny. Ale w końcu jesteśmy Liverpoolem, przebudowaliśmy znacznie nasz skład, a mecze z Arsenalem i Boltonem dały nam, kibicom, prawo myśleć, że z Britannia Stadium powinniśmy wywieźć trzy punkty mimo ciężkiego terenu.

Jakże boleśnie się zaskoczyłem. Nie tylko samym wynikiem, lecz sytuacją w której sprokurowałeś rzut karny. Tak Jamie, wiem o tym, że nie powinienem wytykać Ci błędów, bo nie jestem profesjonalnym obrońcą i nie gram w Premier League, tak samo, jak wiem o tym, że to może się zdarzyć i nie tylko Ty zawiodłeś w tym meczu. Wszak nasi zawodnicy powinni byli wykorzystać sytuacje, które mieli, prawda? Jednak to Twój błąd zaważył na ostatecznym wyniku meczu.

Rozumiem to, że zostawiasz serce na boisku, ale Jamie, spójrzmy prawdzie w oczy, czy aktualny poziom piłki, a może przede wszystkim szybkość gry pozwala Tobie grać na najwyższym poziomie? Trzeba przyznać, że środkowy obrońca (pomijając wielkie wyjątki jak chociażby Paolo Maldini) im starszy, tym wolniejszy. Niestety, zasada „im starszy, tym lepszy” działa w piłce tylko w przypadku bramkarzy, zgodzisz się tu ze mną, prawda? Niestety, Jamie, ale chyba czas powiedzieć sobie, że w niektórych momentach nie jesteś już tym zawodnikiem, co pięć-sześć lat temu.

Wspomniałem już, że Stoke postawiło nam twarde warunki. Po zdobyciu bramki zaparkowali autobus przed swoim polem karnym i niekiedy bronili się aż 8 zawodnikami w swoim polu karnym. Do tego decyzje sędziego działającego zdecydowanie na naszą niekorzyść (brak kartek po ostrych wejściach, niepodyktowane rzuty karne) i nieporadność strzelecka naszych piłkarzy. Czy też miałeś wrażenie, że spokojnie wykorzystałbyś tę sytuację, którą miał Jordan lub Luis pod koniec meczu? Wiem, że teraz możemy sobie gdybać, wyniku nic już nie zmieni. Jednak ten jeden błąd… Twój błąd.

Jamie, doskonale wiem o Twoim statusie w klubie. Jesteś żywą legendą i obok Steviego i Króla Kenny’ego jesteś ikoną Liverpoolu. Jednak nie sądzisz, że czas już powoli zacząć myśleć o zawieszeniu butów na kołek lub chociażby o przyznaniu się managerowi: ‘Tak trenerze, nie dam rady zagrać we wszystkich meczach’? Jesteś ambitny, oddajesz serce dla tego klubu na boisku, byłbyś nawet gotowy podpisać pakt z diabłem i zaprzedać swoją duszę, żeby osiągnąć sukces z the Reds w postaci upragnionego mistrzostwa, ale może czas dać szansę innym, właśnie dla dobra klubu?

Nie bierz tego listu do siebie. W żaden sposób nie miałem zamiaru Cię w nim atakować. Uwielbiam Cię, Jamie i uważam Cię za wspaniałego zawodnika, ale w karierze każdego zawodnika nadchodzi taki czas, kiedy należy powiedzieć sobie dość i zejść ze sceny niepokonanym. Być może dla Ciebie właśnie wybiła ta godzina? Przeanalizuj swoją grę i wyciągnij wnioski.

Proszę.

Dla dobra Liverpoolu.

Z poważaniem,
Kibic.

*Autor zastrzega sobie, że forma tego felietonu jest taka, a nie inna. List w żaden sposób nie został wysłany do zawodnika, który jest jego głównym tematem ani też nie miał na celu obarczenia go winą lub w jakikolwiek sposób go zaatakować bądź obrazić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz