Redakcja LFCPoland.com z wielkim honorem i dumą pragnie przedstawić wywiad z Margaret Aspinall, przewodniczącą Hillsborough Family Support Group i matką 18-letniego Jamesa Aspinalla, który stracił życie w wyniku zdarzeń na Hillsboorugh.
Wywiad, który przeprowadziłem wspólnie z Liverpolishem oraz Jowitą w Anfield Community Sports Centre w Liverpoolu w połowie stycznia tego roku, jest jednym z najbardziej poruszających i wywołujących wielkie emocje oraz łzy. Zarazem uważam go za jeden z najlepszych w mojej całej karierze.
Jaka jest historia HFSG, jak organizacja wspierana jest przez klub i ludzi z nim związanych – na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi poniżej. Życzymy miłej lektury.
LFCPoland.com: Margaret, to dla mnie wielki zaszczyt poznać Panią osobiście i przeprowadzić wywiad dla polskiej strony poświęconej Liverpoolowi. Czy może Pani przybliżyć nieco bliżej historię Hillsborough Family Support Group?
Margaret Aspinall: HFSG zostało założone 4-6 tygodni po tragedii w Sheffield. Było to dla nas ważne, aby być w tym czasie razem. Grupa została założona wspólnie z Johnem Traynorem, który na Hillsborough stracił dwóch synów, oraz Billem Pembertonem. Zdecydowaliśmy, że założymy tę grupę po to, by wspierać się wzajemnie. Niewiele osób o tym wie, ale na początku było przeprowadzone mini-śledztwo, staraliśmy się dowiedzieć dlaczego, co tak naprawdę stało się z naszymi dziećmi tego okropnego dnia. Nasze małe śledztwo przerodziło się w ogólne, by dowiedzieć się prawdy o 96 osobach i jest to najdłuższe śledztwo w brytyjskiej historii. Musieliśmy jeździć do Sheffield każdego dnia, to było dramatyczne i okropne i nie mogliśmy zrozumieć, jak to możliwe, że określono 96 zgonów tylko wypadkiem śmiertelnym, skoro zmarli ludzie byli w różnych miejscach trybuny, było tak wiele różnych scenariuszy. Na początku śledztwa było w nas wiele złości, ponieważ nie mogliśmy tego wyrazić. To koroner sprawy dobierał sobie świadków i to, co mogło być powiedziane. Po jedenastu tygodniach codziennego podróżowania tam i z powrotem oraz krzywdzącego wyroku o 96 przypadkowych śmierciach, mieliśmy dość. Wszystko zostało ustalone za naszymi plecami, przy zamkniętych drzwiach. Jedyne, o co nas wtedy proszono, to dostarczanie ciągle nowych dowodów, co było niepotrzebne. Wszystko było na miejscu, widzieliśmy tę tragedię w telewizji, wiedzieliśmy, czyja to wina, ale oni ciągle mówili nam: - Chcemy więcej dowodów. Cała papierkowa robota, która teraz wychodzi na światło dzienne, była przed nami ukryta. Możesz zrozumieć naszą złość, chęć usłyszenia prawdy. Najbardziej jednak zabolało nas to, co wypisywały gazety. Oczywiście wiesz o nagłówkach, jakie pokazywały się w gazetach, prawda? To była hańba i to nie tylko ze strony tej jednej gazety. Pozostałe tytuły też pisały o Hillsborough, jednak nie umieszczały tego na pierwszych stronach. To spowodowało całą niesprawiedliwość, ponieważ tytuły poszły w świat. Dziennikarze pisali o fanach oddających mocz na policjantów, okradających zmarłych, a dla mnie to byli bohaterowie, którzy pomagali przy rannych, nosili ich z dala od ogromu tego wszystkiego. Oni myśleli, że ktoś im tam pomoże, jednak cała opieka medyczna była odcięta od boiska, na stadionie była tylko jedna karetka. Mój syn był jednym z pierwszych, których położono na boisku, jednak nie był ułożony w pozycji ratunkowej. Pomógł mu jego przyjaciel, który zmarł razem z nim. Nikt nie znał Jamesa, ktoś po prostu mu bezinteresownie starał się pomóc. Właśnie dlatego fani są dla mnie bohaterami. To jeden z wielu powodów do założenia grupy, by dowiedzieć się prawdy o Hillsborough. Musieliśmy płacić z własnych kieszeni za każdą poradę prawną, jaka była nam potrzebna i, jak dla mnie, to hańba dla brytyjskiego systemu. Mogłabym skupić się tylko na swoim synu, który zmarł podczas meczu piłkarskiego, pierwszego w swoim życiu meczu wyjazdowego. Nie zrobił nic złego, a powrócił do mnie pięć dni później w trumnie. Ja, jako matka, nie otrzymałam odpowiedzi, na które zasługiwałam. Pozostałe rodziny mają swoje historie. Byliśmy wszyscy ignorowani w tym procesie, każde drzwi, jakie otwieraliśmy, zatrzaskiwano nam przed nosami. To było absolutnie niedorzeczne. Jednak ciągle czekamy naprawdę, na werdykt z raportu. Jeśli wynikną z tego pozytywne wieści, będzie to z korzyścią nie tylko dla kraju i ludzi związanych z tragedią, to pokaże, że system się mylił i traktował nas jak powietrze. Ta historia się jeszcze nie skończyła. Zawsze mówiłam, że ta wydarzenia są trzema oddzielnymi: przed tragedią, podczas i po Hillsborough, a ludzie ciągle nie znają całej prawdy, przez co przeszliśmy, jak byliśmy traktowani, co nam mówiono i wierzę, że nadejdzie taki dzień, że będziemy mogli opowiedzieć nasze historie światu. Jesteśmy coraz bliżej. Niezależny panel przegląda raport, nie mówią nam wszystkiego, ale spotykamy się na bieżąco. Wiemy nad czym pracują, ale nie możemy tego teraz wyjawiać. Sama nie wiem, co zostanie ujawnione w czerwcu, jednak na pewno rodziny dowiedzą się o tym przed ukazaniem się tego dla ogółu. Ciągle walczymy o prawdę i nie wiemy, kiedy to się zakończy.
- Nasza strona kilka miesięcy temu, jako jedna z pierwszych na świecie, napisała o pomyśle biegu charytatywnego Dominica Williamsa. Jaka była Pani pierwsza reakcja na pomysł Doma?
- To była fantastyczna wiadomość. Dostajemy masę informacji z całego świata, jednak Dominic podchodził do sprawy wyjątkowo serio. Dominic chce przekazać fundusze zebrane podczas biegu nie tylko dla nas, ale też dla Hillsborough Justice Campaign, która jest oddzielną organizacją.
- No właśnie, jaka jest różnica między HFSG, a HJC?
- Różnica pomiędzy naszymi grupami jest taka, że my jesteśmy grupą najbliższych osób, które straciły swoich krewnych. Nasi członkowie, to krewni ofiar i dlatego klub wspiera nas, ponieważ oni wiedzą, że jesteśmy oficjalną grupą. HJC zrzesza nie tylko ludzi, którzy stracili kogoś w tragedii, tam są również fani, ci, którzy przeżyli oraz osoby, które nie zgadzają się z niektórymi naszymi postulatami. Nasza grupa skupia tylko członków rodziny, nie należą do nich ci, którzy ocaleli. To nas różni. Do HJC może dołączyć każdy. Jednak każda grupa działa dla właściwej sprawy.
- Czy zatem współpracujecie ze sobą nawzajem?
- Nie, oni mają inny program działania, niż HFSG. My staramy się wszystko załatwiać głosowaniem i jeśli nawet, jako prezes, nie zgadzam się z niektórymi rzeczami, muszę słuchać głosu większości. Tak jak już wspomniałam, Liverpool Football Club wspiera nas, ponieważ nasza grupa składa się z rodzin, którzy są bezpośrednimi krewnymi ofiar. Klub opłaca coroczne obchody, płaci nam czynsz za to biuro, w którym teraz siedzimy.
Wywiad, który przeprowadziłem wspólnie z Liverpolishem oraz Jowitą w Anfield Community Sports Centre w Liverpoolu w połowie stycznia tego roku, jest jednym z najbardziej poruszających i wywołujących wielkie emocje oraz łzy. Zarazem uważam go za jeden z najlepszych w mojej całej karierze.
Jaka jest historia HFSG, jak organizacja wspierana jest przez klub i ludzi z nim związanych – na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi poniżej. Życzymy miłej lektury.
LFCPoland.com: Margaret, to dla mnie wielki zaszczyt poznać Panią osobiście i przeprowadzić wywiad dla polskiej strony poświęconej Liverpoolowi. Czy może Pani przybliżyć nieco bliżej historię Hillsborough Family Support Group?
Margaret Aspinall: HFSG zostało założone 4-6 tygodni po tragedii w Sheffield. Było to dla nas ważne, aby być w tym czasie razem. Grupa została założona wspólnie z Johnem Traynorem, który na Hillsborough stracił dwóch synów, oraz Billem Pembertonem. Zdecydowaliśmy, że założymy tę grupę po to, by wspierać się wzajemnie. Niewiele osób o tym wie, ale na początku było przeprowadzone mini-śledztwo, staraliśmy się dowiedzieć dlaczego, co tak naprawdę stało się z naszymi dziećmi tego okropnego dnia. Nasze małe śledztwo przerodziło się w ogólne, by dowiedzieć się prawdy o 96 osobach i jest to najdłuższe śledztwo w brytyjskiej historii. Musieliśmy jeździć do Sheffield każdego dnia, to było dramatyczne i okropne i nie mogliśmy zrozumieć, jak to możliwe, że określono 96 zgonów tylko wypadkiem śmiertelnym, skoro zmarli ludzie byli w różnych miejscach trybuny, było tak wiele różnych scenariuszy. Na początku śledztwa było w nas wiele złości, ponieważ nie mogliśmy tego wyrazić. To koroner sprawy dobierał sobie świadków i to, co mogło być powiedziane. Po jedenastu tygodniach codziennego podróżowania tam i z powrotem oraz krzywdzącego wyroku o 96 przypadkowych śmierciach, mieliśmy dość. Wszystko zostało ustalone za naszymi plecami, przy zamkniętych drzwiach. Jedyne, o co nas wtedy proszono, to dostarczanie ciągle nowych dowodów, co było niepotrzebne. Wszystko było na miejscu, widzieliśmy tę tragedię w telewizji, wiedzieliśmy, czyja to wina, ale oni ciągle mówili nam: - Chcemy więcej dowodów. Cała papierkowa robota, która teraz wychodzi na światło dzienne, była przed nami ukryta. Możesz zrozumieć naszą złość, chęć usłyszenia prawdy. Najbardziej jednak zabolało nas to, co wypisywały gazety. Oczywiście wiesz o nagłówkach, jakie pokazywały się w gazetach, prawda? To była hańba i to nie tylko ze strony tej jednej gazety. Pozostałe tytuły też pisały o Hillsborough, jednak nie umieszczały tego na pierwszych stronach. To spowodowało całą niesprawiedliwość, ponieważ tytuły poszły w świat. Dziennikarze pisali o fanach oddających mocz na policjantów, okradających zmarłych, a dla mnie to byli bohaterowie, którzy pomagali przy rannych, nosili ich z dala od ogromu tego wszystkiego. Oni myśleli, że ktoś im tam pomoże, jednak cała opieka medyczna była odcięta od boiska, na stadionie była tylko jedna karetka. Mój syn był jednym z pierwszych, których położono na boisku, jednak nie był ułożony w pozycji ratunkowej. Pomógł mu jego przyjaciel, który zmarł razem z nim. Nikt nie znał Jamesa, ktoś po prostu mu bezinteresownie starał się pomóc. Właśnie dlatego fani są dla mnie bohaterami. To jeden z wielu powodów do założenia grupy, by dowiedzieć się prawdy o Hillsborough. Musieliśmy płacić z własnych kieszeni za każdą poradę prawną, jaka była nam potrzebna i, jak dla mnie, to hańba dla brytyjskiego systemu. Mogłabym skupić się tylko na swoim synu, który zmarł podczas meczu piłkarskiego, pierwszego w swoim życiu meczu wyjazdowego. Nie zrobił nic złego, a powrócił do mnie pięć dni później w trumnie. Ja, jako matka, nie otrzymałam odpowiedzi, na które zasługiwałam. Pozostałe rodziny mają swoje historie. Byliśmy wszyscy ignorowani w tym procesie, każde drzwi, jakie otwieraliśmy, zatrzaskiwano nam przed nosami. To było absolutnie niedorzeczne. Jednak ciągle czekamy naprawdę, na werdykt z raportu. Jeśli wynikną z tego pozytywne wieści, będzie to z korzyścią nie tylko dla kraju i ludzi związanych z tragedią, to pokaże, że system się mylił i traktował nas jak powietrze. Ta historia się jeszcze nie skończyła. Zawsze mówiłam, że ta wydarzenia są trzema oddzielnymi: przed tragedią, podczas i po Hillsborough, a ludzie ciągle nie znają całej prawdy, przez co przeszliśmy, jak byliśmy traktowani, co nam mówiono i wierzę, że nadejdzie taki dzień, że będziemy mogli opowiedzieć nasze historie światu. Jesteśmy coraz bliżej. Niezależny panel przegląda raport, nie mówią nam wszystkiego, ale spotykamy się na bieżąco. Wiemy nad czym pracują, ale nie możemy tego teraz wyjawiać. Sama nie wiem, co zostanie ujawnione w czerwcu, jednak na pewno rodziny dowiedzą się o tym przed ukazaniem się tego dla ogółu. Ciągle walczymy o prawdę i nie wiemy, kiedy to się zakończy.
- Nasza strona kilka miesięcy temu, jako jedna z pierwszych na świecie, napisała o pomyśle biegu charytatywnego Dominica Williamsa. Jaka była Pani pierwsza reakcja na pomysł Doma?
- To była fantastyczna wiadomość. Dostajemy masę informacji z całego świata, jednak Dominic podchodził do sprawy wyjątkowo serio. Dominic chce przekazać fundusze zebrane podczas biegu nie tylko dla nas, ale też dla Hillsborough Justice Campaign, która jest oddzielną organizacją.
- No właśnie, jaka jest różnica między HFSG, a HJC?
- Różnica pomiędzy naszymi grupami jest taka, że my jesteśmy grupą najbliższych osób, które straciły swoich krewnych. Nasi członkowie, to krewni ofiar i dlatego klub wspiera nas, ponieważ oni wiedzą, że jesteśmy oficjalną grupą. HJC zrzesza nie tylko ludzi, którzy stracili kogoś w tragedii, tam są również fani, ci, którzy przeżyli oraz osoby, które nie zgadzają się z niektórymi naszymi postulatami. Nasza grupa skupia tylko członków rodziny, nie należą do nich ci, którzy ocaleli. To nas różni. Do HJC może dołączyć każdy. Jednak każda grupa działa dla właściwej sprawy.
- Czy zatem współpracujecie ze sobą nawzajem?
- Nie, oni mają inny program działania, niż HFSG. My staramy się wszystko załatwiać głosowaniem i jeśli nawet, jako prezes, nie zgadzam się z niektórymi rzeczami, muszę słuchać głosu większości. Tak jak już wspomniałam, Liverpool Football Club wspiera nas, ponieważ nasza grupa składa się z rodzin, którzy są bezpośrednimi krewnymi ofiar. Klub opłaca coroczne obchody, płaci nam czynsz za to biuro, w którym teraz siedzimy.

Od lewej: Sue Roberts, sekretarz HFSG; Margaret Aspinall - pani prezes HFSG oraz redaktor naczelny LFCPoland.com, Master
- To pokazuje, że klub bardzo dba o pamięć o Hillsborough.
- Oczywiście. Zawsze dzwonią do nas wcześniej i o wszystko pytają, czy jest to tak, jak byśmy chcieli. Sami nie podejmują żadnej decyzji w tej sprawie. Każda zbiórka, jaka jest przeprowadzana przez Klub, idzie w 100% na nasze konto, na walkę o prawdę. Bardzo o nas dbają. Wspierają nas od samego początku. Sam Kenny Dalglish spotyka się z nami regularnie, zaraz po tragedii spotykał się z rodzinami, by przekazać im swoje wsparcie. Klub działa wspaniale i chwała im za to. Nie zrozum mnie źle, że to, że klub z reguły kontaktuje się ze mną, nie oznacza to, że nie dba o pozostałe rodziny. Wcale tak nie jest. Obowiązki lidera tej grupy to powodują, muszę wiele pracować, ale Klub wspiera wszystkich.
- Wielu polskich fanów rozpoznaje właśnie Panią, jako liderkę walki o sprawiedliwość. Polscy fani byli poruszeni Pani przemówieniem podczas obchodów 20 rocznicy tragedii. Jednak wróćmy do pomysłu Dominica. Jego akcja pojawia się w wielu mediach i jest próbą zmiany świadomości brytyjskiego społeczeństwa na temat Hillsborough. Czy uważa Pani to za dobry pomysł?
- To bardzo trudne. Prasa zrobiła swoje, wciągając w wymyślone bagno wiele osób i to ciągnie się od lat. Nigdy nie myśleliśmy, że będziemy w stanie zmienić myślenie społeczeństwa na temat tragedii. Zauważyłeś pewnie, że prasa w końcu zaczyna pisać to, co mówiliśmy 23 lata temu, co jest prawdą. Mam teraz wielu przyjaciół w mediach, którzy zdają sobie z tego sprawę. I tak, uważam to za dobry pomysł, bo uczymy młodzież o tym, co stało się na Hillsborough. Co mnie denerwuje, to że jest za późno już dla naszych 96 aniołów. Teraz martwię się o bezpieczeństwo dla ludzi, którzy teraz chodzą na mecze. Nieważne, skąd pochodzą, jakiego są koloru, wyznania – nie obchodzi mnie to. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Zawsze się kłóciłam ze wszystkimi, że należy uczyć dzieci, dlaczego nie ma już trybun stojących i jakim kosztem to się stało. Nie chodzi o pieniądze, chodzi mi o ludzkie życie. To kosztowało 96 ludzkich istnień, by teraz wszystkie stadiony w Anglii miały miejsca siedzące. Nikt nie chce umierać, by było bezpieczniej. Ja nie chciałam stracić syna w imieniu miejsc siedzących, jednak niestety tak się stało. To dla Waszego bezpieczeństwa, które teraz jest najważniejsze. Mówi się o przywróceni sektorów z miejscami stojącymi, jednak dla mnie jest to obraza dla 96 kibiców, którzy zginęli na Hillsborough i nie tylko ich. Wcześniej była tragedia na Ibrox, gdzie zginęło 66 fanów ; Heysel – powiem coś, za co mogę zostać skrytykowana: Hillsborough to nasza tragedia, a Heysel powinniśmy się wstydzić. Jednak to nie tylko hańba dla Liverpoolu, ale dla władz, które zadecydowały o finale na tym stadionie. Nie możemy zapomnieć o 39 fanach, którzy tam zginęli. Ich rodziny przechodzą to samo, co nasze. Nie zapominajmy też o pożarze na Bradford, gdzie 85 fanów nigdy nie wróciło do domu. Wszystkie te tragedie były niepotrzebne i nie powinny się zdarzyć. Od Hillsborough w Anglii nie zdarzył się taki przypadek, ale nigdy nie dowiemy się, czy to wina trybun stojących. Jednak Hillsborough zmieniło cały koncept futbolu. Teraz możesz pójść na mecz z rodziną i na 99,9 % wrócisz po meczu cały i zdrowy. O to w tym chodzi. Ludzie mówią, że zatraciła się trochę atmosfera spotkań piłkarskich, jednak ja wybieram bezpieczeństwo, niż atmosferę. To jest ponad wszystkim. Nieważne komu kibicujesz, chodzi o twoje życie. Każdy powinien wiedzieć o Hillsborough, co stało się tego dnia i jakie były następstwa. 96 niewinnych ofiar pojechało na mecz i wróciło w trumnach.
- W 2011 roku odbyła się debata w Izbie Gmin na temat Hillsborough. Steve Rotheram poruszył całe społeczeństwo swoim przemówieniem. Czy to w końcu przyniesie długo oczekiwaną sprawiedliwość?
- Nie znam odpowiedzi na to pytanie, podobnie jak Steve. Rozmawiałeś z nim i powiedział Ci to samo, co ja teraz powtarzam. Nie wiem, ale znam prawdę na temat Hillsborough. Nie potrzebuję tych wszystkich akt, które zostaną ujawnione. Ani ja, ani pozostałe rodziny, ponieważ my znamy prawdę i to, co się działo. To wszystko jest jednak ważne dla tych, którzy ocaleli i dla tych, którzy wiele wycierpieli tego dnia, ponieważ każdy zapłacił, by obejrzeć mecz, a zapłacił za bilet śmierci – tak uważam, jeśli chodzi o mojego syna. Zapłacił za własną śmierć. Fani zapłacili za bilety, by obejrzeć masakrę na murawie. Nie tego chcieli. Chcieli obejrzeć mecz. Jednak dla ocalałych trzeba zakończyć tę sprawę w jakiś sposób. Fani sobie z tym poradzą, ale dla rodzin ta sprawa nigdy nie będzie miała końca. Zawsze będziemy przegranymi, ponieważ każdego dnia żyjemy bez osoby, która pojechała na mecz i już z niego nie wróciła.
- To był dla mnie wielki honor i zaszczyt poznać Panią osobiście. Na koniec, czy chciałaby Pani przekazać kilka słów polskim fanom, którzy mocno wspierają rodziny Hillsborough?
- Chciałam Wam wszystkim serdecznie podziękować, nie tylko Polakom, ale każdemu na świecie. Dziękuję za Wasze wsparcie, zaangażowanie, lojalność, które pokazujecie nie tylko rodzinom Hillsborough i fanom, tylko za to, że jesteście głosem 96. To nie ja, to właśnie Wy i dziękuję Wam za to w ich imieniu. Oni już nie przemówią, jednak dziękuję Wam za Wasze wsparcie, zaangażowanie i nawet miłość do nas, rodzin ofiar i naszych 96 zmarłych. To Wy jesteście ich głosem. Dziękuję. Jest nam niezmiernie miło i to niewiarygodne, że zdecydowaliście się przyjechać i porozmawiać. Jest mi naprawdę miło poznać Was tu obecnych. Chciałabym, byś poznał kiedyś wszystkie rodziny, z pewnością powiedzieliby Ci to samo, co ja. Jednak ja nie jestem w stanie podziękować ludziom tak, jakbym chciała za ich wsparcie. To Wy dajecie nam siłę do walki. Byliśmy na kolanach, załamani, jednak mieliśmy wasze wsparcie. Teraz, kiedy wracam do domu, czytam maile z całego świata, które nas wspierają. Tylko tak możemy im podziękować. Nawet jeśli po raz kolejny upadniemy, wiemy że powstaniemy z waszym wsparciem i będziemy walczyć dalej. Dla Was, dla nas, dla rodzin, a przede wszystkim dla naszych 96 bliskich.
- Oczywiście. Zawsze dzwonią do nas wcześniej i o wszystko pytają, czy jest to tak, jak byśmy chcieli. Sami nie podejmują żadnej decyzji w tej sprawie. Każda zbiórka, jaka jest przeprowadzana przez Klub, idzie w 100% na nasze konto, na walkę o prawdę. Bardzo o nas dbają. Wspierają nas od samego początku. Sam Kenny Dalglish spotyka się z nami regularnie, zaraz po tragedii spotykał się z rodzinami, by przekazać im swoje wsparcie. Klub działa wspaniale i chwała im za to. Nie zrozum mnie źle, że to, że klub z reguły kontaktuje się ze mną, nie oznacza to, że nie dba o pozostałe rodziny. Wcale tak nie jest. Obowiązki lidera tej grupy to powodują, muszę wiele pracować, ale Klub wspiera wszystkich.
- Wielu polskich fanów rozpoznaje właśnie Panią, jako liderkę walki o sprawiedliwość. Polscy fani byli poruszeni Pani przemówieniem podczas obchodów 20 rocznicy tragedii. Jednak wróćmy do pomysłu Dominica. Jego akcja pojawia się w wielu mediach i jest próbą zmiany świadomości brytyjskiego społeczeństwa na temat Hillsborough. Czy uważa Pani to za dobry pomysł?
- To bardzo trudne. Prasa zrobiła swoje, wciągając w wymyślone bagno wiele osób i to ciągnie się od lat. Nigdy nie myśleliśmy, że będziemy w stanie zmienić myślenie społeczeństwa na temat tragedii. Zauważyłeś pewnie, że prasa w końcu zaczyna pisać to, co mówiliśmy 23 lata temu, co jest prawdą. Mam teraz wielu przyjaciół w mediach, którzy zdają sobie z tego sprawę. I tak, uważam to za dobry pomysł, bo uczymy młodzież o tym, co stało się na Hillsborough. Co mnie denerwuje, to że jest za późno już dla naszych 96 aniołów. Teraz martwię się o bezpieczeństwo dla ludzi, którzy teraz chodzą na mecze. Nieważne, skąd pochodzą, jakiego są koloru, wyznania – nie obchodzi mnie to. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Zawsze się kłóciłam ze wszystkimi, że należy uczyć dzieci, dlaczego nie ma już trybun stojących i jakim kosztem to się stało. Nie chodzi o pieniądze, chodzi mi o ludzkie życie. To kosztowało 96 ludzkich istnień, by teraz wszystkie stadiony w Anglii miały miejsca siedzące. Nikt nie chce umierać, by było bezpieczniej. Ja nie chciałam stracić syna w imieniu miejsc siedzących, jednak niestety tak się stało. To dla Waszego bezpieczeństwa, które teraz jest najważniejsze. Mówi się o przywróceni sektorów z miejscami stojącymi, jednak dla mnie jest to obraza dla 96 kibiców, którzy zginęli na Hillsborough i nie tylko ich. Wcześniej była tragedia na Ibrox, gdzie zginęło 66 fanów ; Heysel – powiem coś, za co mogę zostać skrytykowana: Hillsborough to nasza tragedia, a Heysel powinniśmy się wstydzić. Jednak to nie tylko hańba dla Liverpoolu, ale dla władz, które zadecydowały o finale na tym stadionie. Nie możemy zapomnieć o 39 fanach, którzy tam zginęli. Ich rodziny przechodzą to samo, co nasze. Nie zapominajmy też o pożarze na Bradford, gdzie 85 fanów nigdy nie wróciło do domu. Wszystkie te tragedie były niepotrzebne i nie powinny się zdarzyć. Od Hillsborough w Anglii nie zdarzył się taki przypadek, ale nigdy nie dowiemy się, czy to wina trybun stojących. Jednak Hillsborough zmieniło cały koncept futbolu. Teraz możesz pójść na mecz z rodziną i na 99,9 % wrócisz po meczu cały i zdrowy. O to w tym chodzi. Ludzie mówią, że zatraciła się trochę atmosfera spotkań piłkarskich, jednak ja wybieram bezpieczeństwo, niż atmosferę. To jest ponad wszystkim. Nieważne komu kibicujesz, chodzi o twoje życie. Każdy powinien wiedzieć o Hillsborough, co stało się tego dnia i jakie były następstwa. 96 niewinnych ofiar pojechało na mecz i wróciło w trumnach.
- W 2011 roku odbyła się debata w Izbie Gmin na temat Hillsborough. Steve Rotheram poruszył całe społeczeństwo swoim przemówieniem. Czy to w końcu przyniesie długo oczekiwaną sprawiedliwość?
- Nie znam odpowiedzi na to pytanie, podobnie jak Steve. Rozmawiałeś z nim i powiedział Ci to samo, co ja teraz powtarzam. Nie wiem, ale znam prawdę na temat Hillsborough. Nie potrzebuję tych wszystkich akt, które zostaną ujawnione. Ani ja, ani pozostałe rodziny, ponieważ my znamy prawdę i to, co się działo. To wszystko jest jednak ważne dla tych, którzy ocaleli i dla tych, którzy wiele wycierpieli tego dnia, ponieważ każdy zapłacił, by obejrzeć mecz, a zapłacił za bilet śmierci – tak uważam, jeśli chodzi o mojego syna. Zapłacił za własną śmierć. Fani zapłacili za bilety, by obejrzeć masakrę na murawie. Nie tego chcieli. Chcieli obejrzeć mecz. Jednak dla ocalałych trzeba zakończyć tę sprawę w jakiś sposób. Fani sobie z tym poradzą, ale dla rodzin ta sprawa nigdy nie będzie miała końca. Zawsze będziemy przegranymi, ponieważ każdego dnia żyjemy bez osoby, która pojechała na mecz i już z niego nie wróciła.
- To był dla mnie wielki honor i zaszczyt poznać Panią osobiście. Na koniec, czy chciałaby Pani przekazać kilka słów polskim fanom, którzy mocno wspierają rodziny Hillsborough?
- Chciałam Wam wszystkim serdecznie podziękować, nie tylko Polakom, ale każdemu na świecie. Dziękuję za Wasze wsparcie, zaangażowanie, lojalność, które pokazujecie nie tylko rodzinom Hillsborough i fanom, tylko za to, że jesteście głosem 96. To nie ja, to właśnie Wy i dziękuję Wam za to w ich imieniu. Oni już nie przemówią, jednak dziękuję Wam za Wasze wsparcie, zaangażowanie i nawet miłość do nas, rodzin ofiar i naszych 96 zmarłych. To Wy jesteście ich głosem. Dziękuję. Jest nam niezmiernie miło i to niewiarygodne, że zdecydowaliście się przyjechać i porozmawiać. Jest mi naprawdę miło poznać Was tu obecnych. Chciałabym, byś poznał kiedyś wszystkie rodziny, z pewnością powiedzieliby Ci to samo, co ja. Jednak ja nie jestem w stanie podziękować ludziom tak, jakbym chciała za ich wsparcie. To Wy dajecie nam siłę do walki. Byliśmy na kolanach, załamani, jednak mieliśmy wasze wsparcie. Teraz, kiedy wracam do domu, czytam maile z całego świata, które nas wspierają. Tylko tak możemy im podziękować. Nawet jeśli po raz kolejny upadniemy, wiemy że powstaniemy z waszym wsparciem i będziemy walczyć dalej. Dla Was, dla nas, dla rodzin, a przede wszystkim dla naszych 96 bliskich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz