czwartek, 24 maja 2012

Jerzy Dudek: Do sukcesu w LM jeszcze daleko

W przeddzień siódmej rocznicy „Cudu w Istambule”, jak potocznie nazywa się finałowy mecz z 25 maja 2005 roku pomiędzy Liverpoolem a AC Milan, przygotowaliśmy dla Was nie lada niespodziankę. Jest nią wywiad z bohaterem tego spotkania, czyli Jerzym Dudkiem.

Były bramkarz Liverpoolu znalazł chwilę czasu, by porozmawiać z nami na temat Stambułu, golfa oraz powrotu do Liverpoolu. Nie mogliśmy zacząć zatem rozmowy od niczego innego, a od pola zieleni, małej piłeczki oraz worka kijów golfowych.

- Ten sport, to moja nowa pasja. Jej apogeum nastało w Hiszpanii. Tam, podobnie jak w Anglii, wszyscy grają w golfa, więc ten bakcyl dopadł i mnie – powiedział Dudek.

- Pytasz mnie, czy osiągnę sukces na miarę piłkarskiej Ligi Mistrzów? Do tego jeszcze daleko, ale na wszystko trzeba czasu. Pojedyncze sukcesy już odnoszę, więc kto wie, kto wie – z uśmiechem dodał bohater ze Stambułu, który w doliczonym czasie gry najpierw dwukrotnie uchronił the Reds od straty bramki po strzałach Andriya Szewczenki, by w rzutach karnych ponownie okazać się lepszym od Ukraińca.

- Takich meczów, jak ten w Stambule, się nie zapomina. Do tego zwycięstwa popchnęli nas kibice – wspomina Dudek. – To oni w przerwie meczu zaczęli śpiewać hymn Liverpoolu i to pomogło nam uwierzyć w sukces. Skoro oni wierzą, to i my musimy to zrobić. Nie mieliśmy nic do stracenia. Dopisało nam szczęście i wszystko skończyło się spektakularnie.

Jerzy zdziwił się, kiedy powiedziałem mu – opierając się na lekturze książki „The Didi Man: My love affair with Liverpool” – że Niemiec nie miał ochoty wchodzić na murawę. Mimo to Kaiser odegrał znaczącą rolę w tym sukcesie.

- Naprawdę Didi tak napisał? Mnie to nawet przez głowę nie przeszło. Nie miałem ochoty ani się poddać, ani poprosić o zmianę. Zawsze, trzeba próbować szukać motywacji, nawet gdy jest ciężko.

- Po wejściu Didiego nasz zespół zaczął grać lepiej. Kontrolowaliśmy sytuację, a Didi uspokoił naszą grę. To on był kluczem do naszego sukcesu. Didi, jeśli to czytasz: I love you!

Niewiele osób wie, że Jerzy Dudek wraz z Andriyem Szewczenką zostali ambasadorami zbliżającego się Euro 2012, które będzie rozgrywane na boiskach w Polsce i na Ukrainie. Nie mogło zatem zabraknąć pytania o szanse naszej kadry narodowej.

- Jak najbardziej wierzę, że nasza  kadra ma szansę na awans – powiedział Dudek. – Najważniejsze, to stworzyć chłopakom dobrą atmosferę i przygotować ich dobrze pod względem motorycznym. Łatwo nie będzie, jednak myślę, że awans jest jak najbardziej w zasięgu naszych reprezentantów.

Rozmawiając o kadrze, nie mogłem pominąć przykrego epizodu z brakiem powołania Jerzego na Mistrzostwa Świata w 2006 roku. Polski bramkarz przyznał, że gra dla kadry narodowej, to największy zaszczyt, jaki może spotkać piłkarza. Nie da się tego porównać z grą w klubie, choćby był to najlepszy zespół na świecie.

- Zawsze chciałem grać z orłem na piersi i każdy mecz był dla mnie wielkim wydarzeniem. Oczywiście byłem niesamowicie wściekły, kiedy dowiedziałem się z paska w telewizji, ze nie jadę na Mistrzostwa Świata. Wcześniej rozmawialiśmy z asystentem trenera Janasa i wszystko było pięknie. Asystent mówił, że mamy super drużynę, a chłopaki chcą umierać za siebie na boisku i tak dalej. Aż tu nagle taka niespodzianka! Znam Janasa bardzo dobrze i wiedziałem, że Mundial skończy się klapą, jeśli chłopaki sobie nie pomogą. Na trenera na pewno nie mogli liczyć.

- Szkoda, że tak wiele pracy zostało zmarnowane dla kilku groszy. Janas miał inną koncepcję na MŚ, tego się już nie da zmienić. To dobra lekcja dla mnie i nie tylko. Szkoda tylko, że nie potrafimy z takich lekcji wyciągnąć wniosków, bo one zawsze pomagają w przyszłości.

- Straciłem dwa lata mojego zdrowia z powodu tego, że nie pojechałem na Mistrzostwa Świata do Niemiec, ale biorąc pod uwagę atmosferę, jaka tam była, to uratowało to 5 kolejnych lat mojego życia – dodał z uśmiechem Jerzy.

Wiele osób twierdziło, że Dudek miał też konflikt z Rafą Benitezem. Postanowiliśmy rozwiać i te wątpliwości.

- Nigdy nie miałem żadnych pretensji do Rafy za to, że sprowadził na Anfield swojego rodaka. To było jego prawo, on był szefem i odpowiadał za drużynę. Nie mogę zrozumieć tylko jednego: dlaczego nie chciał zezwolić na mój transfer do innego klubu. Być może byłem dla niego ważny w szatni – retorycznie pyta Dudek.

Polak potwierdził też plotki łączące go z powrotem do Liverpoolu, które pojawiły się w mediach na początku minionego sezonu.

- Tak, Liverpool namawiał mnie do powrotu, jednak brakowało w tym szczegółów, jaką rolę będę spędzać w klubie. Nie chciało mi się już pracować dla kogoś tylko dlatego, że miałbym być aż lub tylko super-rezerwowym, jak to miało miejsce w Realu.

- Piłce nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Jednak po tylu latach pobytu za granicą i możliwości gry dla tak wielkich klubów, muszę na spokojnie podjąć decyzję o mojej przyszłości.

- Póki co wydałem drugą książkę „Wytrzymaj presję”, która jest konfrontacją moich przeżyć piłkarskich i tych prywatnych z sytuacjami stresowymi. Książka skupia się głównie na opisie tych sytuacji z punktu widzenia psychologa sportowego. Uważam, że jest to bardzo ciekawa koncepcja, kilku sportowców wyraziło się już pochlebnie o tej książce, więc mam nadzieję, że będzie mniejszym hitem niż „Uwierzyć w siebie…”, do której mam zamiar dopisać kilka rozdziałów.

- Marzę też o swojej akademii piłkarskiej, w której mógłbym wykorzystać wiedzę nabytą od wielu świetnych trenerów, z którymi miałem okazję pracować. Być może sam zostanę szkoleniowcem, kto wie? Na pewno chcę jeszcze gdzieś pograć jako czynny zawodnik. Po zakończeniu Euro podejmę decyzję, co robić dalej – zakończył Jerzy Dudek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz