wtorek, 29 maja 2012

Sound of the Anfield Ground: Euro 2012 wśród barbarzyńców i rasistów?

Pozwólcie, że kolejny felieton niemalże w ogóle nie będzie dotyczył Liverpoolu. Odpuszczam sobie wszelkie plotki na temat ewentualnego managera, kolejnych 17 nowych piłkarzy łączonych z klubem, praktycznie wszystko. Zbulwersowało mnie zupełnie co innego.

Jak wszyscy dobrze wiemy, za nieco ponad tydzień w Polsce i na Ukrainie zaczyna się wielkie europejskie święto futbolu pod nazwą Euro 2012. Wszelkie sprawy organizacyjne są już (prawie) dopięte, reprezentacje zaliczają ostatnie sprawdziany przed przyjazdem do swoich baz wypadowych w pięknym kraju nad Wisłą oraz u naszych sąsiadów. Ale tutaj rodzi się pytanie: czy rzeczywiście to dobry pomysł?

Na powyższe zagadnienie próbował dać odpowiedź niejaki Chris Rogers. Mieniący się dziennikarzem człowiek pracujący dla brytyjskiej publicznej telewizji BBC postanowił spędzić miesiąc w Polsce oraz na Ukrainie, by sprawdzić, czy podczas Euro będzie bezpiecznie.  Materiał, który został wyemitowany w poniedziałek w czasie najwyższej oglądalności w Wielkiej Brytanii, rozpętał medialną burzę nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Polski MSZ wysłał do BBC oficjalne sprostowanie, a żurnaliści z Francji i Holandii wprost napisali, że angielska stacja pokazała tanie dziennikarstwo.

Nie od dzisiaj wiadomo, że z polskimi kibicami nie jest najlepiej. Mecze ligowe nie stoją na najwyższym, europejskim szczeblu, więc i doping wśród niektórych dostosowuje się do poziomu prezentowanego przez kopaczy. Tak musiał myśleć Rogers i jego pracodawcy, którzy kazali stworzyć mu film pokazujący chorą nienawiść, antysemityzm oraz rasizm panujący na trybunach w zacofanym kraju, któremu jakimś cudem UEFA przyznała organizację Mistrzostw Europy. Szkoda tylko, że nie pokwapili się, by pokazać obie strony medalu, a skupili się tylko na wybrykach bandy idiotów, którzy mienią się kibicami swoich drużyn…

W materiale oberwało się Krakowowi za ‘świętą wojnę’; dostało się Łodzi i Warszawie za derby i Białe Legiony. Rogers nie pozostawił suchej nitki nawet na moim rodzinnym Rzeszowie, wyciągając sprawę ‘garbatych nosów’ podczas derbów między Stalą i Resovią sprzed roku oraz nazywając Stolicę Innowacji ‘małym miastem na południu Polski’.  Brytyjskie kamery zarejestrowały wszelkie antysemickie hasła skandowane na stadionach oraz bójki z policją. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że w ten sposób BBC skompromitowała swój wizerunek rzetelnej i wiarygodnej stacji.

Przede wszystkim producenci tego ‘dokumentu’ zapomnieli skorzystać z danych, o jakie poprosili polską policję na temat ekscesów na stadionach. W zamian za to pokazali, jak to ukraińscy kibice biją azjatyckich kibiców, a bojówki klubowe uczą się walki taktycznej organizowanej przez skrajną prawicę. Zamiast wypowiedzi izraelskiego piłkarza Polonii Warszawa o tym, jak nie spotkał się z antysemityzmem, BBC wolała spytać o zdanie Sola Cambpella, który w Polsce nie doświadczył żadnego spotkania ligowego, jako piłkarz. Były kapitan reprezentacji Anglii stwierdził, że Euro bezpieczniej będzie oglądnąć w domu przed telewizorem, bo wizyta w Polsce i na Ukrainie może skończyć się w trumnie. Te słowa były wabikiem promującym materiał i przyciągającym ludzi do obejrzenia tego godnego pożałowania dokumentu.

Skoro już jesteśmy przy byłych kapitanach reprezentacji Synów Albionu, to może – zamiast po raz kolejny straszyć Brytyjczyków przed barbarzyńskimi Polakami i Ukraińcami – warto spojrzeć na własne podwórko i  posprzątać swoje brudy? Jak to możliwe, że człowiek, który ma uchodzić za wzór dla młodzieży, jako kapitan, ubliża innemu zawodnikowi, wyzywając go od czarnuchów? Do tego ma na tyle silną pozycję, że mimo tego, iż incydent miał miejsce w grudniu 2011 roku, to sprawa wyjaśniająca to, czy John Terry zwyzywał Antona Ferdinanda, rozpocznie się dopiero po Euro 2012.

Nie twierdzę, że Polacy są święci, bo nie jesteśmy. Zdarzenia pokazane w dokumencie mają istotnie miejsce, a każdy nie raz poużywał sobie na takim czy innym człowieku. Jednak wybiórcza polityka zastosowana przez BBC jest poniżej pasa. Angielska stacja nawet nie próbowała skonfrontować obrazków z meczów ligowych do tego, co dzieje się na poziomie reprezentacyjnym. A tu, jak dobrze wiadomo, doping jest zupełnie inny, bardziej pozytywny i sporo różni się od pokazanego w propagandowym dokumencie wykreowanym przez Rogersa .

Podstawową zasadą dobrego dziennikarza informacyjnego jest obiektywizm. Tego uczą na studiach, tego uczono mnie i wielu kolegów po fachu. Subiektywną opinię można przedstawić w felietonach lub autorskich programach typu talk-show, lecz nie w materiałach informacyjnych. Ale czego też można wymagać od ludzi, którzy potrafią na mapie Europy pomylić Austrię z Czechami? Wszak obiektywizm w angielskich mediach nigdy nie miał się dobrze, a na czymś trzeba zarobić. Wielka szkoda, że cierpi na tym później każdy statystyczny Polak. Jeśli  ktoś nie nazywa się John Terry, a zostanie nazwany rasistą, to ciągnie się to za nim, jak smród po gaciach. Spytajcie Luisa Suareza i kibiców Liverpoolu, dadzą Wam wyczerpującą odpowiedź.

Mimo wszystko wśród Brytyjczyków komentujących ten materiał widać oznaki zdrowego rozsądku. Będę zatem trzymał kciuki, by żaden z kolorowych mieszkańców Zjednoczonego Królestwa nie wrócił z Euro w trumnie, a z Polski i Ukrainy przywiózł same pozytywne emocje, by dzielić się nimi z najbliższymi. Bo przecież o to w tej piłce chodzi, prawda?

A jeśli chcielibyście obejrzeć to, co przygotował Chris Rogers, zapraszam do poniższego filmu udostępnionego na serwisie YouTube.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz