wtorek, 15 maja 2012

Sound of the Anfield Ground: Dlaczego Kenny jest właśnie TĄ osobą?

Dużo sobie ostatnio spacerowałem po Liverpoolu i rozmawiałem z kibicami Czerwonej strony na temat tego, czy Liverpool FC powinien zostawić Kenny’ego Dalglisha na stanowisku managera.

Spotkałem się z wieloma opiniami, które postanowiłem złożyć w całość i wyszedł mi z tego wynik, który zaskoczy wielu kibiców, w szczególności polskich fanów żądających głowy Dalglisha za sezon 2011-12. Sezon, w którym poza ligowym spadkiem formy, ponownie mieliśmy okazję pojechać na Wembley, poczuć smak pucharowego zwycięstwa i zobaczyć kilkukrotnie (lecz o wiele za mało, wiem) grę, jakiej oczekujemy od Liverpoolu.

Wielu fanów, z którymi rozmawiałem, nie spodziewało się takiego obrotu spraw, w szczególności po tym, jak klub był prowadzony po zwolnieniu Hodgsona. Krytycy wypominają Dalglishowi wydanie ponad 100 milionów funtów tylko po to, by w lidze zająć haniebne ósme miejsce, co nijak się ma do założonego celu. Celu, jakim była czwarta pozycja i gra w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów.

Dla starszych fanów ważne jest to, by czasem spojrzeć do tyłu i przez ten pryzmat popatrzeć na wykonaną pracę nie tyle piłkarzy, sztabu szkoleniowego, co zarządu. Fakty są takie, że wydatki netto Fenway Sports Group nawet nie zbliżyły się do tego, co wydawali rywale. Kibice starszej daty ciągle piętnują też brak decyzji w sprawie nowego stadionu. Jest to o tyle ważne, że obecnie klub generuje o wiele mniej zysków od Man United czy Arsenalu, a to przekłada się na pieniądze otrzymane na transfery. Polityka kupowania młodych zawodników może być dobra, jednak – jak wytykają mieszkańcy Liverpoolu – przy rywalach kupujących takich zawodników jak Aguero czy Mata, nie ma to najmniejszego sensu.

Zbierając materiały do tego reportażu, postanowiłem wypunktować najważniejsze zarzuty wobec Dalglisha i skonfrontować je z opiniami, jakie usłyszałem podczas moich rozmów w Albert Dock, w Sandonie, na Matthew Street czy podczas serwowania kawy na Lime Street Station.

Zacznijmy od pierwszego zarzutu. Krytycy mówią, że inni managerowie radzą sobie lepiej w kupowaniu zawodników, wydając przy tym mniej pieniędzy. Nie zapominajmy jednak o tym, że Damien Comolli był w klubie przed objęciem sterów przez Dalglisha. Byłoby to niemal idealne połączenie, gdyby nie to, że Kenny nie miał pełnej władzy w podejmowaniu transferowych decyzji. Jak powiedział mi John, 45-letni fan Liverpoolu z Aigburth podczas rozmowy przy kawie, wiele transferów przyniesie jeszcze korzyści.

- Sporo decyzji było podejmowanych za zamkniętymi drzwiami, dlatego nie dowiemy się, co dokładnie oczekiwali właściciele, kto jest odpowiedzialny za transfery pewnych zawodników i dlaczego nikogo nie kupiliśmy w styczniu.

- Bez pieniędzy na transfery, żaden z czołowych managerów nie zdecydowałby się na pracę w Liverpoolu. To oznacza, że jeśli FSG zwolni Kenny’ego, to klub znajdzie się w tej samej pozycji, w jakiej znalazł się po zwolnieniu Rafy – kontynuuje John.  – Jednocześnie będziemy chcieli desperacko zatrudnić kogoś ‘polecanego’ przez media: Martineza czy Brendana Rodgersa – szkoleniowców bez doświadczenia w pracy w wielkim klubie. Nie ma sensu zastępowanie osoby, która ma bogate CV i wiele zdobytych trofeów kimś, kto pomógł swojemu zespołowi uniknąć degradacji. To nie spowoduje progresu.

Jednak krytycy potrafią na to odpowiedzieć. Wszak ci managerowie i ich kluby grają fajną piłkę i tanio kupują młodych zawodników. Ale nasz obecny skład też potrafi pokazać swoje umiejętności na boisku mimo wielu wad. Wielu z ostatnich transferów może okazać się niewypałami. Ale znów popatrzmy w przeszłość – rzadko zdarzało się, że wszystko zaskakiwało od razu. Wielokrotnie piłkarze i managerowie potrzebowali więcej, niż jednego sezonu, by „zaskoczyć”. Jeśli Kenny zostałby zwolniony, to nigdy się nie dowiemy, czy miniony sezon, to wypadek przy pracy.

Oczywiście to zrozumiałe, że kibice Liverpoolu pragną szybkiego sukcesu. Klub chylił się ku upadkowi dwa lata temu, Rafa został zwolniony, a po przejęciu władzy przez Hodgsona, który był na ustach wszystkich w tym czasie po sukcesie z Fulham, the Reds zaczęli walkę o życie. Zaraz po tym, jak Kenny powrócił na stanowisko managera, wykonał fantastyczną pracę w niesamowicie trudnych warunkach. Szkot przywrócił wiarę w zawodników i kibiców, drużyna zaczęła grać dobrze i było bardzo blisko, by mimo początkowych problemów, ukończyć sezon w pierwszej czwórce. Dla wielu kibiców trzeba być głupcem, by to pomijać, patrząc na obecną sytuację.

Obawy, co do tego, że pod rządami Dalglisha klub może coraz bardziej upadać, istnieją. Ludzie wykorzystują statystyki do wsparcia każdego argumentu do zwolnienia Szkota, a nikt nie zgodzi się z tym, że w lidze graliśmy dobrze. – Ale Kenny tego nie zaprzeczył. Graliśmy fatalnie w lidze – powiedział mi Andrew, 37-letni pracownik Museum of Liverpool, z którym uciąłem sobie krótką pogawędkę w sobotę.

- Mamy jednak powody do radości. Zagraliśmy kilka wspaniałych meczów, pokonaliśmy pięć z sześciu najlepszych drużyn oraz doszliśmy do dwóch finałów krajowych pucharów. Zgodzę się z tym, że nie to było celem, jednak wiele klubów zamieniłoby swoje piąte, szóste czy siódme miejsce w lidze na Puchar. Poza tym managerowie są po to, by wygrywać trofea, nieprawdaż?

- Wiem, że Puchar Ligi może wygrać nawet i drużyna z Championship, jednak uważam, że wygranie jakiegokolwiek trofeum w nowoczesnym futbolu jest wielkim sukcesem – kontynuuje Andrew. – On zasługuje na zaufanie, jest jedynym brytyjskim managerem, który wygrał trofeum ze swoim klubem. Popatrzcie, po raz kolejny wyprzedził Fergusona! Zgodzę się, w lidze nam nie szło, nie spełniliśmy oczekiwań związanych z czwartym miejscem, a na Anfield przegrywaliśmy z niezbyt mocnymi drużynami, jednak nie można mieć wszystkiego.

Ale czy zwalnianie managerów daje pożądany sukces? W przypadku obecnej infrastruktury Liverpoolu może to mieć dokładnie odwrotny skutek. Znów oddaję głos Andrew: -  Dlaczego krytycy zamilkli w lutym po wygranej w Pucharze Ligi? Dlaczego nie nazywali go trenerem żyjącym w przeszłości po wygranej nad City, United, Chelsea i Arsenalem? Pewnie dla wielu nowych fanów, którzy mają problemy z pamięcią lub nie dbają o to, co było wcześniej i do czego Kenny jest zdolny, nie byłoby to katastrofą. Nie zamierzam wybielać Kenny’ego, bo nie jest bez winy, patrząc przez pryzmat ligi, ale chociażby kontuzja Lucasa, zawieszenie Suareza czy durny brak szczęścia w wielu meczach skutecznie utrudniły mu sukces.

- Tabela nie kłamie, Liverpool nie był wystarczająco dobrą drużyną ligową. To bolesna prawda. Jednak mówimy tu o sezonie, w którym każdy wygrywał z każdym – wtóruje mojemu poprzedniemu rozmówcy Jenny, 34-letnia nauczycielka, która wraz z klasą 10-latków odwiedzała muzeum miasta Liverpool.

- Newcastle zajęło piąte miejsce, a Chelsea, która wydała fortunę i zdobyła mistrzostwo dwa lata temu, wylądowała na szóstej pozycji. Manchester City przegrał z Sunderlandem i Swansea. United przegrało u siebie z Blackburn. Nasze wyniki były frustrujące, ale liga angielska stałą się jeszcze silniejsza i bardziej nieprzewidywalna niż kiedykolwiek.

- Słyszałam, że rozmawialiście o sprawie z Suarezem. Uważam, na przekór krytykom, że Kenny nigdy nie chełpił się chwałą w tej sytuacji. Po wszystkim przyznał się do błędu, posypał głowę popiołem. Właściciele się tu nie popisali, co nie pozostawiło Dalglishowi wyboru. Bronił swojego zawodnika, podczas gdy właściciele oraz Ian Ayre nie przedstawili swojego zdania w tej sprawie. Kenny musiał sam rozwiązać problem. To nie było odpowiednie zachowanie ze strony FSG. Dodam do tego, że gdyby odpuścił, straciłby swojego najlepszego gracza. Kenny oczywiście bronił Luisa i wziął na siebie całą krytykę. Na szczęście Suarez docenił to, co zrobił jego manager. Trzeba niesamowitej odwagi, by zrobić coś takiego, a Liverpool potrzebuje właśnie takiej osoby.

- Czytałeś biografię Króla? Mówił w niej, że zawsze był podejrzliwy, jeśli chodzi o gazety i nic się nie zmieniło. Popatrzcie na Mourinho, który wobec prasy zachowuje się niewdzięcznie. Wielu managerów to kreuje i często jest to skuteczne. Tacy trenerzy wspierają swoich graczy, odwracają od nich uwagę i kreują mentalność „my przeciwko wszystkim”. To naprawdę skutkuje.

No dobrze, ale co w takim wypadku obchodzą nas inni managerowie – padnie pytanie ze strony krytyków.  Moim zdaniem warto o nich mówić, ponieważ kontrastujemy wtedy zachowanie mediów, które stawiają Szkotowi przykłady profesjonalizmu, zapominając o tym, co do tej pory osiągnął i jakie ma doświadczenie w piłce. Inni managerowie rzucą swoich zawodników w wir medialny, podczas gdy Dalglish będzie bronił swoich chłopaków, narażając własną głowę. On wyraźnie nie cierpi głupoty, co dał kilkakrotnie do zrozumienia. Na szczęście zwolnienie managera, to nie jest zadanie prasy.

Postawa Kenny’ego wobec mediów nie ma jednak znaczenia. Dalglish nie otrzyma kredytu zaufania za swoje osiągnięcia, a o tym zapominają nawet niektórzy fani Liverpoolu. Niech za przykład posłuży ostatnie mistrzostwo, jakie Dalglish zdobył z Blackburn. Wielu krytyków określa to jednym zdaniem: każdy by to zrobił z takim budżetem. Wydaje mi się to niezwykle dziwne, bo jeśli spojrzymy w historię, to trudno doszukać się kogoś, kto przejął klub grający w Championship, awansował z nimi do Premier League i wygrał tytuł w przeciągu zaledwie 4 lat. Może to pieniądze, może nie, ale to i tak jest niesamowite osiągnięcie.

- Kenny dostał mały kredyt zaufania za pierwszy krajowy dublet w historii klubu w 1986 roku. Mówiono tutaj, że to rzekomo nie był jego zespół, a on sam miał po prostu szczęście. Niewielu pamięta to, że w 1987 roku Liverpool nie zdobył żadnego trofeum – powiedział mi Martin, sześćdziesięciolatek, którego zagadnąłem dzisiaj w pracy.

- Po sezonie w 1987 roku nie zwolniono Kenny’ego, tylko dano mu czas, by poukładał wszystko, sprzedał starszych zawodników i tych, którym nie szło. Kenny sprowadził takich graczy jak Barnes, Beardsley, Houghton i Aldridge. Popatrzcie w karty historii, co nam to dało. Kolejne trofea!

- Dla jednych to przeszłość, jednak ona może nas wiele nauczyć. Kiedy Kenny opuszczał Liverpool w 1991 roku, to Patrick Barclay napisał w The Times, że Kenny stracił głowę, ściągając takich „asów” jak David Speedie i Jimmy Carter. Dlaczego nie pisano tak o Fergusonie, który kupił takie „perełki” jak Djemba Djemba, Kleberson czy Bebe?

- Kenny nie jest bezwstydnym narcyzem. Nigdy nie zwracał uwagi na swoje osiągnięcia jako gracz czy manager. Dla niego najważniejszy zawsze był i jest Liverpool. Nie jest taką osobą, jak na przykład Graeme Souness, który twierdził, że zespół odziedziczony po Kenny’m był blednącą gwiazdą i musiał sam przebudować drużynę. Obwiniał Dalglisha o swoje własne porażki. Kenny opuścił klub, kiedy ten był mistrzem i na szczycie tabeli.

- Jestem już stary, z doświadczenia wiem, że piłka nożna jest bardzo zmienna. Popatrz na Manciniego – od zera do bohatera. Przeznaczenie czasem wisi na włosku, a Kenny niejednokrotnie tego doświadczył podczas swojej kariery jako piłkarz i manager. Jeśli ktokolwiek zasługuje na więcej czasu, jest to Kenny Dalglish. W przeszłości, kiedy miał więcej czasu na działanie, wygrał zdecydowanie więcej batalii, a przegrał ich niewiele. Może to brzmi zbyt romantycznie, ale Kenny przemawia tym samym językiem, co my, kibice. Jeśli chcecie zwolnić legendę w złych czasach, które nie są nie do naprawienia, to co, do cholery uczyni ten klub wyjątkowym? Będziemy kolejnym klubem szukającym złotego środka? Mówię Wam, nie ma nikogo innego, kto mógłby przywrócić nam chwałę.

- Kenny przyszedł do nas w trudnych chwilach dla klubu i został postawiony w trudnej sytuacji, by przywrócić chwałę. On nigdy nie pozwoli na to, by klub upadł. I nawet jeśli nie układało się tak, jak chcielibyśmy tego w 2012 roku, a piłka jest bardziej bezwzględnym biznesem, niż przyjemnością, to na pewno nie jest to czas, by pozwolić Kenny’emu odejść. On potrzebuje naszego wsparcia oraz wsparcia właścicieli bardziej, niż kiedykolwiek. Z odrobiną szczęścia uda mu się wszystko odkręcić, uwierzcie w to – kończy swoją wypowiedź Martin.

Jak widzicie, zdania kibiców w Liverpoolu są zupełnie odwrotne do tego, co można przeczytać na wszelakich forach internetowych. Kibice chcą Dalglisha, wspierają go i chyba czas najwyższy, by przyzwyczajać się do tego, że w obecnych czasach bycie kibicem Liverpoolu jest być może trudne, męczące, lecz nikt nie może odmówić tym ludziom wiary oraz nadziei, którą obdarzają managera. Managera, który dla nich jest właśnie TĄ OSOBĄ, która odmieni nasz klub.

Decyzja, co do przyszłości Kenny’ego leży jednak w rękach właścicieli. Czy posłuchają fanów i pozwolą Kenny’emu pracować, czy bezwzględnie zwolnią go ze stanowiska? Dowiemy się tego w przeciągu kilku dni, jednak warto pamiętać, że czasem warto spojrzeć za siebie, zanim zacznie się patrzeć w przód.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz