Miło, oj miło było w Liverpoolu tego weekendu. Naładowałem baterie, ekipa jak zwykle udana, mecz przepiękny, czy trzeba coś więcej?
I nawet ona nie spierdoliła mi tego wyjazdu. Najważniejsze, że nic a nic nie czułem. Ani krzty tego, co jeszcze niedawno miało miejsce. Chyba wyzdrowiałem na dobre. Cieszy mnie to.
Liverpool, jazda autobusami po mieście, piękna pogoda. Mistrzowska eskapada zaliczona pięknym sukcesem Czerwonych na Anfield. Byłem w futbolowym niebie.
Teraz tylko utrzymać kontakt z Marcinem i może nastąpi czas na zmianę pracy. Tak, jako dziennikarz. Nic nie mówię więcej, coby nie zapeszać. Zobaczymy, jak się to potoczy. W każdym razie podoba mi się to.
W ogóle wszystko mi się ostatnio podoba. Te zmiany są ciekawe i bardzo optymistyczne.
A wszystko dzięki J.
Dziękuję Ci, moja Julio.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz