Czytam i oglądam sobie ostatnio wypowiedzi naszego managera i z każdym słowem wypowiedzianym w tym jakże pięknym, szkockim akcentem kocham go coraz bardziej. Kocham go jak ojca, przyjaciela rodziny, który ma na wszystko radę. Co w Dalglishu tak mi się podoba, że traktuję go właśnie w ten sposób?
Kenny od początku mojej przygody z Liverpoolem i w miarę, jak poznawałem historię klubu, był postacią szczególną. We wszystkich publikacjach na temat klubu często pojawiało się nazwisko Króla. Najlepszy piłkarz, jeden z najlepszych managerów w historii, człowiek-instytucja. Pamięć o nim była i jest ciągle żywa i pielęgnowana w pieśniach słyszanych na Anfield Road. Kenny przez długi czas był ambasadorem klubu, a kiedy w niełaskę popadł Roy Hodgson, to właśnie Szkot był faworytem kibiców do objęcia stanowiska managera klubu.
Marzenia Kopites zostały spełnione w styczniu i za sterami klubu mogliśmy ujrzeć naszą legendarną siódemkę. I nagle jakby wszystko się zmieniło. Liverpool z meczu na mecz zaczął grać przyjemną dla oka piłkę, na twarzach piłkarzy podczas sesji treningowych znów zagościł uśmiech i radość. Wszystko zaczęło się zmieniać, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dla wielu kibiców powrót Króla to wejście w nowe, lepsze czasy i świetlaną przyszłość.
Dziennikarze Liverpoolfc.tv z okazji 60 urodzin Dalglisha stworzyli listę powodów, dla których Kenny jest tak uwielbiany. Zgadzam się z każdym podpunktem bez dwóch zdań. Kenny urzeka mnie przede wszystkim swoją osobowością i błyskotliwością oraz poczuciem humoru. Konferencje prasowe Dalglisha ogląda się z zaciekawieniem, niczym dobry serial. Ma również wspaniały kontakt z zawodnikami, widaż, że każdy z nich czuje respekt do Dalglisha, ale jednocześnie każdy z piłkarzy wie, że może zwrócić się do Króla w każdej sprawie, a on postara się im pomóc. Podoba mi się to, że Kenny buduje ducha drużyny, spędza z zawodnikami czas także po treningach, jak chociażby sławne wyjście z Andy'm Carrollem na koncert w ECHO Arena.
Król traktuje zawodników jak rodzinę. Każdy z graczy przy nim czuje się ważnym ogniwem drużyny i dotyczy to zarówno piłkarzy pierwszego składu, jak i młodzieży, którą Kenny chętnie wprowadza do zespołu, pozwala im trenować z seniorami. Martin Kelly czy Jonjo Shelvey już są ważnymi ogniwami zespołu, a do bram pierwszej drużyny pukają tacy gracze jak Sterling czy Coady, których Kenny zna od dawna, gdyż przyglądał się ich grze jeszcze za czasów bycia ambasadorem klubu.
Podsumowując, Kenny Dalglish to nie tylko manager. To również człowiek o głębokiej wiedzy na temat Liverpoolu, rozumiejący potrzeby zarówno graczy, jak i kibiców. Właśnie kogoś takiego potrzebował Liverpool, Króla, który potrafi skrytykować ale równocześnie pocieszyć i objąć przyjacielskim ramieniem. Króla, który swoją ambicją i uśmiechem zmotywuje do dania z siebie wszystkiego. Kenny, kocham Cię za całokształt i proszę, zostań z nami na stałe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz