Wróciłem dwukrotnie. Najpierw w środę na boisko i dzisiaj (dokładnie w tym momencie) na zajęcia. Szok? Tak, dobrze czytacie, na zajęcia. Postanowiłem w końcu wybrać się na wykład z ekonomii. I wiedziałem, że coś będzie nie tak.
Człowiek się zamierzał dowiedzieć, co będzie na egzaminie, a tutaj zastępstwo! No jak to możliwe?! Wstaję rano, jadę do Kielnarowej, a tu taka niespodzianka. Co ja tu robię? Nieważne, jakoś to zdam, mam nadzieję, że tak będzie. Byle zaliczyć, ocena najmniej mnie obchodzi... A może nie?
Cóż, zdarza się. Bardziej mnie cieszy środowy powrót na boisko. Dwa tygodnie przerwy od gry w piłkę mnie prawie zabiły. Wiem, przesadzam, ale naprawdę chciałem pograć coś więcej przed Turniejem. No ale zdrowie ważniejsze, choć mógłbym grać z tym naciągniętym przywodzicielem w jakiś sposób. Painkiller i stajesz na bramce. No ale czujne oko mojej fizjoterapeutki nie pozwoliło na to i dzięki temu mam wyleczoną kontuzję. Teraz tylko nabrać w ostatnich dniach ogrania meczowego.
Środowa gierka była całkiem w porządku. Znów poszedłem zagrać z tymi amatorami i miałem psychiczną barierę tuż przed samym wyjściem na murawę. Jednak po kilku chwytach już było lepiej, jeśli chodzi o mentalność. Wiadomo, szału nie było, dwa tygodnie byłem poza obiegiem, ale mogę być z siebie zadowolony. Wyłapałem kilka fajnych piłek, miałem jedną fajną paradę, przy której czterokrotnie udało mi się wyjść obronną ręką (tudzież twarzą, ale nie czepiajmy się szczegółów), więc nie było źle. Oczywiście zdarzyła się jedna głupia sytuacja i nie czułem dobrze piłki zarówno na rękach, jak i przy nodze, ale tak jak mówię, jest jeszcze, od dzisiaj licząc, siedem dni do trenowania. Zobaczymy, jak będzie jutro na ostatnim sparingu z Realem.
Czas wracać do wykładu, choć zaczynam się zastanawiać, po co ja tu siedzę... Ostatnie zajęcia przed egzaminem, a tu zastępstwo. Co za ironia!
Sobota, 25. 06. 2011 godz. 8.35
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz