Będę mentorem. Mentorem i trenerem, ale na początek zdecydowanie tym pierwszym. Czasami w życiu człowieka przychodzi taki okres, może bardziej stan umysłu, w którym chcesz się kimś opiekować. Jedni zostają rodzicami, inni skupiają się na młodszym rodzeństwie, a jeśli można w to wpleść piłkę nożną, to niektórzy wybierają właśnie tę opcję. I do tej grupy należę ja razem z Kaiserem.
Do takich właśnie przemyśleń doszedłem niedawno z przyjacielem przy okazji kolejnego spotkania organizacyjnego przed lipcowym III Ogólnopolskim Turniejem Drużyn Zagranicznych w Rzeszowie. Ostatnio do naszych ekip kibiców zarówno Realu, jak i Liverpoolu, dołączyli dwaj młodzi zawodnicy: niespełna 16-letni bramkarz w drużynie Realu i jego rówieśnik, grający w ataku kibic Liverpoolu. Chłopaki w kilku meczach pokazali, że mają pojęcie o piłce, ich zagrania, panowanie nad piłką, powodują, że ręce same składają się do oklasków. Właśni e te umiejętności i młody wiek tych chłopaków skłoniły nas do przemyślenia pewnych naszych zachowań, jako liderów swoich drużyn.
Wiadome jest, że chłopcy są w wieku rozwojowym i będzie ich kształtować każde środowisko, począwszy od rodziny przez szkołę oraz towarzystwo, w jakim będą się obrcać. Chłopcy są podatni na sugestie i trzeba im pomóc rozwijać przede wszystkim elementy piłkarskie. Ze swojej strony powinniśmy im dać możliwość gry i udzielania się w drużynie. Dla nich samych już wielką nobilitacją jest to, że zostali zaakceptowani przez niekiedy sporo starszych od siebie ludzi (powiedzmy sobie szczerze, osiem lat różnicy robi swoje, prawda?). Któżz nas w dzieciństwie nie chciał zyskać podziwu wśród starszych? No właśnie... To spora motywacja i z psychologicznego punktu widzenia sprawia to, że chłopak stara się jeszcze bardziej. Pochwal go za udane zagranie, dobrą paradę czy strzał, to w następnym spotkaniu będzie chciał Ci udowodnić, że te pochwały nie poszły na marne. Nie można oczywiście przesadzać z chwaleniem, czasem też trzeba zwyczajnie opieprzyć, ale spokojnie, bez nerwów. Podejdź, porozmawiaj i spróbuj doradzić na tyle, na ile umiesz. Broń Boże, żadnych krzyków! Konstruktywna krytyka owszem, ale bez podnoszenia głosu. Stanowczo, ale opiekuńczym tonem, to wystarcza w zupełności.
Tak właśnie w tym momencie działa Liverpool. Młodzi zawodnicy są obecni na treningach, uczestniczą w zajęciach ze swoimi idolami i są wprowadzani w pierwszą drużyne. Możliwość treningów dla dzieciaków pokroju Flanagana, Robinsona, Coady’ego czy Suso przy takich tuzach światowego futbolu, jak Gerrard, Carragher, Suarez czy Kuyt dodatkowo ich motywuje i wychowuje. Nabierają nawyków od starszych kolegów, starają się być również przykładami dla swoich jeszcze młodszych kolegów. Właśnie tacy zawodnicy, jak wymienieni przeze mnie wyżej John Flanagan, Jack Robinson czy etatowy już nasz prawy obrońca Martin Kelly to tylko kilka przykładów dobrej wspólpracy Akademii, drużyny rezerw i sztabu szkoleniowego pierwszego zespołu. Nad wszystkim góruje postać ojca-mentora Kenny’ego Dalglisha. To właśnie Szkot wychował tych chłopaków, czuwając nad ich rozwojem, jako Ambasador Akademii. Teraz jego praca procentuje z korzyścią dla Liverpoolu.
Również i my powinniśmy być dla naszych młodszych kolegów przykładami i to nie tylko na boisku. Powinniśmy im pokazać dobrą stronę kibicowania i wychowywać, dawać rady, aby nie pogubili się w życiu i osiągnęli coś w piłce. Niektórzy już są na to za starzy, więc wychować następców będzie poniekąd spełnieniem i swoich marzeń. Przede wszystkim powinniśmy pozwolić chłopakom wybrać to, czego oni chcą najbardziej. Jeśli kiedyś w przyszłości jeden z nich podejdzie do mnie czy do Kaisera i podziękuje za pomoc, mówiąc, że pomogliśmy mu, to będzie dla mnie najlepszą zapłatą. Niczego więcej nie potrzebuję, tylko uśmiechu tego dzieciaka. Dlatego mam nadzieję, że zbliżający się Turniej będzie okazją do przyciągnięcia kolejnych chłopaków do drużyny, jak również pokazanie, że kibice mają dobre serce. Bo piłka potrafi wychowywać, trzeba to tylko zauważyć i wykorzystać w odpowiedni sposób.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz