czwartek, 17 grudnia 2009

z pamietnika Scousera vol. 14: powrot Luisa Garcii i natchnienia

I to jaki powrot. Po ponad dwoch tygodniach nareszcie wyslali mnie do pracy. Dobrze znane mi miejsce: Prinovis. I znow dobrze znana mi sytuacja: oczekiwanie na to, czy bede pracowal, czy nie. Moje szczescie tym razem mnie nie zawiodlo. To dobrze, bo juz powoli zaczynalem w nie watpic. Ale jednak czuwa. Po 40 minutach oczekiwania kazali mi jednak zostac. Zagralem na nosie dwom Murzynom i Estonce. Coz, wyscig szczurow, to wyscig szczurow. Po trupach do celu, ktorym jest utrzymanie naszego mieszkania i nas samych. Jak ja sie ciesze, ze M. sobie radzi. Szkoda mi jej, ze musi tyle dojezdzac, ale dobrze, ze pracuje caly tydzien. Jestem z Ciebie dumny, kochanie, bardzo dumny i szczesliwy z Toba.

Ja, poki co, mam 12 godzin na koncie i jestem pelen nadziei, ze to nie koniec w tym tygodniu. Swieta sie zblizaja, potrzebujemy pieniedzy. I to nie na Swieta, bo je bojkotujemy. Ewentualnie skorzystamy z 12 potraw wigilijnych, to znaczy 12 win wigilijnych. ;) W kazdym razie nadzieja przyszla razem z niesamowitym poczuciem optymizmu, ze teraz nareszcie wszystko bedzie dobrze. Ladne mieszkanie, M. z w miare bezpieczna i stala praca oraz perspektywy pracy w Communisis, badz w cukierkach od 2010. Musi byc juz teraz dobrze. Odbijemy sie i zaczniemy szczesliwie zyc, tak, jak na to zaslugujemy.

-----

Natchnienie, powrociles. Dziekuje. Myslalem, ze opusciles mnie na zawsze, ale nie zapomniales o starym przyjacielu. Dzieki Tobie moze spisze wszystko, co siedzi mi w glowie. Jeszcze raz dziekuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz