godz. 8.00
I pracuje w Sylwestra. Prime zaskoczyl i mnie i M. Paul zadzwonil wczoraj wieczorem i oznajmil mi, ze potrzebuja mnie do Dairy Crest. Z jednej strony sie ucieszylem, z drugiej rozwalilo mi to cale plany na sylwestrowy dzien. Nic to, liczy sie zarobiony pieniadz,a te nam sa potrzebne. Szczegolnie w tym cholernym swiateczno-noworocznym okresie.
Zmieniam sie kazdego dnia. I na lepsze i na gorsze. Na lepsze, bo jestem ostatnio spokojniejszy, milszy dla kochanej M., dla ktorej nie bylem ostatnimi czasy najlepszy. Po czesci spowodowane jest to tym, ze M. wrocila taka, jaka Ja kocham, po czesci tym, ze kilka powaznych rozmow i wnioski ze wczesniejszych daly sporo do myslenia i pewnie tez tym, ze bardzo powoli, ale jednak, oddalamy sie od problemow i mam nadzieje, ze wyjdziemy na prosta. Jestem tez bardziej odpowiedzialny, przynajmniej takie mam wrazenie. Troszcze sie, jak moge najlepiej, o M. i nasze mieszkanie. Slucham sie Jej, to co mi mowi, jakie rzeczy mam w sobie poprawic. Dziekuje Ci, Kochanie. Dziekuje Ci za to, ze mi o tym mowisz, ze rozmawiamy o takich sprawach. To powoduje, ze zmieniam cos na lepsze w sobie, a Ty jestews w tym bardzo pomocna. Widzisz wiele rzeczy, ktorych nie widze ja. Dziekuje raz jeszcze i obiecuje, ze Cie nie zawiode.
Zmieniam sie na gorsze? CZy mozna to tak nazwac, nie wiem. Wiem, ze na pewno musze postarac sie bardziej szanowac pieniadze, nie szastac tak pieprzona kasa. Ona nic nie znaczy, ale bez niej jest jednak ciezko. Usmiechem nie nakarmie rodziny, ani nie oplace mieszkania.
Jestem tez ostatnio totalnie aspoleczny. Podchodze do ludzi z wielkim dystansem. Pomogla mi to dojrzec M. i pomaga mi tez moja wyostrzona ostantio intuicja. Prawie w ogole nie daze do kontaktu ze znajomymi w Liverpoolu, czy jak chociazby dzisiaj, prawie w ogole sie nie odzywam w pracy. W szczegolnosci do Polakow. Mam jakis rodzaj obrzydzenia, urazu. Poznaje od razu czlowieka, widze go przez zaledwie kilkanascie sekund, uslysze jego ton glosy i juz wiem, jaki jest. Tak, jak dzisiaj w mleczarni z jednym takim typem ze Szczecina.
Wiem, ze pracuje tu jakies dwa dni, a zachowuje sie, jakby pozdjadal wszystkie rozumy. Totalny pozer, ma cos w sobie z Wojtka Wojdy, rodzaj ludzia z typu: "co to ja nie jestem". Rzygac mi sie chce takimi ludzmi. A jeszcze te jego stwierdzenia na temat mnie, moich zainteresowan, muzyki, jakiej slucham. Przyklad rozmowy:
typ: skad jestes, Polaczku?
ja: Rzeszow.
t: to w chuj daleko ode mnie. Ja jestem z zajebistego Szczecina. Dlugo w Anglii?
ja: Dwa miesiace, ale...
t: eee, to swiezaczek.
ja: ... przyjezdzam tu od 2006 z przerwami na nauke.
t: co studiowales?
ja: Dziennikarstwo.
t: To chcesz byc pierdolonym paparazzim? Sram na takich, jak ty.
ja: Twoja opinia.
No i oczywiscie bylo standardowe pytanie na temat zaiteresowan. Jak typ sie dopwiedzial ,ze slucham metalu, to stwierdzil:
- Metal? Jedno wielkie gowno, takie samo jak punk i rock. Sie nie dziwie, dlaczego masz takie wlosy, brudasie.
Coz, moglbym mu wyjebac i tak bym zrobil, gdyby nie:
- grozilo mi za to wywalenie z pracy;
-stuprocentowa sprawa o pobicie na policji;
- to, ze dzieki M. jestem spokojniejszy, bardziej opanowany i zlewam takie gowniarskie zaczepki.
Poza tym, szkoda sobie brudzic piesci glupim Polakiem...
godz. 10.10
Zmiana na gorsze jest chyba tez to, ze coraz czesciej w moich oczach stoja lzy, szczegolnie, jak jestem sam, bez M. Tak, jestem od Niej uzalezniony i gdy Jej nie ma blisko, to jestem jakby pozbawiony ochoty do robienia czegokolwiek. Lzy stoja w oczach, ale panuje nad nimi, potrafie to zrobic mysla o tym, ze ukochana jest w domu i czeka na mnie.
Czasem jestem tak cholernie zly na siebie. Jestem zly o to, ze nie potrafie uszanowac dobroci, jaka daje mi M. Nie bylo ostatnio zbyt szczesliwie, ale przetrwalismy to. Codziennie staram sie poprawiac, byc lepszym czlowiekiem. Wiem, ze mnie na to stac, a Ksiezniczka na to zdecydowanie zasluguje. Za duzo sie wycierpiala juz przeze mnie. Wystarczy Jej bolu. To moje postanowienie i zamierzam sie go trzymac.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz