czwartek, 22 lipca 2010

first interview


Po pozytywnym przejściu testów medycznych i załatwieniu wszystkich formalności związanych z przeprowadzką na Anfield, Joe Cole zatrzymał się by udzielić wywiadu dla liverpoolfc.tv już jako zawodnik Liverpoolu.

Na początek Joe, w imieniu naszych wszystkich fanów na całym świecie witamy Cię w Liverpool Football Club…

Bardzo dziękuję. Cieszę się, że tu jestem.

Jakie były ostatnie 48 godzin?

Zakręcone. Wyznaczyłem sobie termin na podjęcie ostatecznej decyzji i kiedy to zrobiłem wysłałem wiadomość do Christiana

Purslowa, oraz Stevena Gerrarda, a później wyłączyłem telefon. Wiem, że podjąłem dobrą decyzję i czekam z niecierpliwością na podjęcie wyzwania. Jest to dla mnie wyzwanie. Grałem w Londynie całe moje życie. Mógłbym zostać w Chelsea, ponieważ fani mnie kochali i odnosiłem tam zwycięstwa, jednak chciałem podjąć rękawice i kiedy dowiedziałem się, że Liverpool jest mną zainteresowany nie zastanawiałem się, gdyż jest to największy klub w kraju.

To wielki klub. Próbowałem brać wszystko pod uwagę - stronę finansową i lokację odstawiłem na bok, a wziąłem na tapetę piłkarskie warunki. Pomyślałem o półfinale Ligi Mistrzów w 2005 roku, kiedy wybiegłem na murawę, a włosy stanęły mi dęba. Myślałem o graniu w takiej atmosferze każdego tygodnia i to mnie zachęciło.

Jak będziesz się czuł mając fanów po swojej stronie

robiących tak wielki hałas jak w półfinale?
To rzecz, której nie mogę się doczekać. Rozmawiasz z zawodnikami Liverpoolu i o europejskich nocach. Doświadczyłem tego jako przeciwnik i był to szok. Wyjść tam i grać w takiej atmosferze każdego tygodnia będzie fenomenalnym przeżyciem.

Roy Hodgson musiał namawiać Cię do transferu, czy taki klub nie wymagał większej zachęty?

Rozmawiałem z bossem o piłce i byłem pod wrażeniem. Przez lata klub miał hiszpańskich, a także francuskich trenerów i myślę, że jest to powiew świeżości – mieć angielskiego menadżera. Klub zakończył poprzedni sezon na siódmym miejscu, co nie jest wystarczająco dobre, dlatego Roy wytłumaczył mi kierunek zespołu, gdzie pod jego rządami chce, aby zmierzał. Wskoczyłem na pokład, ponieważ zawodnicy, jakich tu mamy i gracze, jakich chcemy pozyskać zmierza zdecydowanie w dobrą stronę.

Biorąc pod uwagę doświadczenie Roya jako menadżera, myślisz, że pomoże Ci on wspiąć się na kolejny poziom umiejętności?

Rozmawialiśmy o pozycji w drużynie, o formacjach na boisku i wskazał gdzie chciałby mnie widzieć, a ja po prostu chcę być częścią drużyny. Chcę wyjść na murawę, biegać i walczyć dla chłopaków i fanów. To jest to, co zawsze robię, a Roy jest człowiekiem, który może być pewien, że jako zespół będziemy stanowić kolektyw. To wszystko zależy od nas - bycie jedną drużyną, czuć ducha zespołu, a to wszystko pozwoli nam pójść do przodu. Jeżeli dodasz do tego jakość zawodników jakich mamy obecnie w składzie, możemy zajść naprawdę daleko.
Czy czujesz się podekscytowany patrząc na nazwiska składu Liverpoolu?

Tak, zdecydowanie. Jestem przyzwyczajony do grania z zawodnikami światowej klasy. Jestem podekscytowany świadomością grania z Fernando i oczywiście znam Steviego, Carre, oraz Jonno ze składu kadry narodowej. Pepe Reina, Aquilani – jest tu dużo wielkich nazwisk, jednak będę potrzebować czasu by osiąść i zaaklimatyzować się w klubie. Mogę zagwarantować kibicom, że dam z siebie 100% w każdym meczu. Jestem dumny mogąc grać dla tego klubu i włożę wszystko w każdy trening i w każdą grę

, by pomóc klubowi odnosić sukcesy i dołożyć parę trofeów do gabloty.

Dzień po tym jak podpisałeś kontrakt, Steven Gerrard związał swą przyszłość z Liverpoolem – jak wiele to dla Ciebie znaczy?

Była to najlepsza wiadomość, jaką mogłem usłyszeć. Wiem, że Stevie jest z Liverpoolem na dobre i na złe, znam go z gry z nim i przeciwko niemu w przeciągu 10 lat, więc zdaje sobie sprawę, jak wartościowym jest graczem. Jestem przekonany, jak wiele ten klub dla niego znaczy. Myślę, że zawodnicy grając dla innych klubów wkładają w to serce, jednak z Liverpoolem musisz żyć, musisz to czuć. Jest to tego rodzaju miejsce. Jestem podekscytowany wyzwaniem. Przeprowadzam się wraz z całą rodziną, każdy jest pod wrażaniem i rezerwuje tu swoje weekendy

. Zamierzam sprawić, by to działało.

Jak wielką przeprowadzką jest przeniesienie się na północ?

Jest to wielka sprawa. Mamy małą córkę, lecz mam już 28 lat, a dokoła siebie jestem otoczany całą rodziną. Wiem, że ludzie sprawią, iż zostanę mile przywitany, a odpowiedź, jaką dostałem była niesamowita. Chcę po prostu być zaangażowany. Kiedy przenosisz się do innego klubu, to ważne by być pochłoniętym we wszystkim, co z nim związane i to mam zamiar robić. Wiem, że fani są wspaniali, a także gracze, więc będę walczyć, próbować i wygrywać trofea dla klubu.


Byłeś w Szwajcarii przez parę dni – pod jakim wrażaniem byłeś będąc z nowym menadżerem w tak krótki odstępie czasu?

Oczywiście nie będę grać dziś wieczorem, ale przyjdę na spotkanie z pierwszym składem, gdyż Roy jest bardzo skrupulatny. Wkłada duży nacisk w starania zespołu, mówił o chłopięcych staraniach i pragnieniach. Musimy przełożyć to na rezultaty gry i musimy stanowić jedność jako drużyna. Myślę, że Roy to człowiek, który złoży nas taktycznie razem. Zdaje się, że to będzie bardzo długi sezon i będą momenty, kiedy rzeczy pójdą źle, jednak najważniejsze jest to jak szybko

się z nich wydostaniesz. Jeśli zaczniesz się zbyt ograniczać lub polegać za bardzo na Steviem bądź Fernando, wtedy możemy mieć kłopoty, dlatego musimy trzymać się razem - walczyć każdy za każdego, a będzie to dobry sezon.

Na koszulce dostałeś numer 10 – jakie to ma dla Ciebie znaczenie?

Jestem dumny mogąc nosić numer 10. Byłbym dumny nosząc jakąkolwiek koszulkę Liverpoolu, będąc szczerym. Kiedy dorastałem wychodziliśmy z ery, kiedy Liverpool regularnie zdobywał tytuły, dlatego wiem o tym wszystko i będę dumny mogąc nosić tą koszulkę. To będzie dziwne uczucie, włożyć czerwony trykot na zmianę, jednak czekam na to z niecierpliwością i czekam na to, żeby się przyzwyczaić. Po prostu chcę pomóc drużynie.

Jak myślisz, co możesz wnieść do drużyny i jak bardzo możesz tu ulepszyć swoje umiejętności?

Chciałbym stwarzać wiele sytuacji dla Fernando i innych napastników. Nie chcę mówić tego czy tamtego, chcę tylko powiedzieć fanom, że mają gracza, który da z siebie wszystko. Z tego co słyszę, to wszyscy ludzie tego chcą. Chcę tu odnosić sukcesy i zrobię wszystko co mogę,  aby tak się stało.

Myślisz, że dostałeś się już na szczyt swojej kariery?

Tak, zdecydowanie. Miałem dwa ciężkie sezony z kontuzją i jednym z czynników mojej decyzji było przyjście do klubu, w którym będę mógł grać pełne 90 minut. Twoje ciało potrzebuje być w ciągłym ruchu tydzień w tydzień. Przeżyłem parę ciężkich lat, jednak przychodzę tu jako doświadczony gracz, który ciągle jest świeży i chętny do gry.

Czy wyznaczyłeś sobie jakieś cele?


Tak, jednak zatrzymam to dla siebie. W piłce nożnej możesz zagrać zły mecz bądź dobry, ale ja chcę być częścią drużyny, która pragnie wygrywać. To ważne, że zespół przyjął rękawice i dlatego będziemy tu do końca. To mój cel – by zagrać tak wiele meczów, ile będę mógł w tej drużynie i osiągnąć coś wspaniałego.

Jamie Carragher powiedział wczoraj, że jesteś rodowitym Cockney*…

Zawsze mogło być trochę gorzej, nie sądzisz? Zawsze miałem dobre stosunki z Scouserami. Obecnie mieszkałem ze Scouserem przez rok w Lilleshall – Ian Armstrong, który zdecydował się przeprowadzić do Liverpoolu. Wiem, że zajmie mi to parę tygodni by zrozumieć akcent. Nie mam pojęcia jak Hiszpanie sobie z tym poradzili. Zawsze lubiłem dobre żarty z nimi. Pamiętam wycieczkę po Anglii, kiedy wszedłem do baru dla piłkarzy zaraz po meczu, a rodzina Carry śpiewała ‘Minder song’, ponieważ mój tato nazywa się George Cole. Lubię dowcip Scouserów.

Lubiłeś poprzekomarzać się z kibicami Liverpoolu podczas meczów na Anfield?

Zdarzały się pewne docinki. Przez ostatnie kilka lat często rozgrzewałem się przy linii bocznej i niektóre złośliwości były zabawne. Uwielbiam to i mam nadzieje że teraz będą mówić o mnie już tylko dobrze.

Czy jesteś przygotowany, aby stać się teraz honorowym Scouserem?

O tak. Spróbuje trochę bycia Scouserem. Lubię również the Beatles, więc właściwie nie może być tak źle.

Jak bardzo jesteś podekscytowany przygotowując się do zaczęcia kariery w Liverpoolu?

To jest jak spełnienie marzeń. Byłem tu zaledwie 48 godzin, a moja głowa jest ciągle w chmurach. To wszystko stało się tak szybko. Zawsze wiedziałem, że to był wielki klub, jednak dopóki nie podpisałem kontraktu nie byłem tego świadomy. Mam w telefonie ludzi, o których nie wiedziałem, że są kibicami Liverpoolu. Wydaje się, że wszystkich, których napotykam są fanami Liverpoolu – to naprawdę wielki klub.

Jaka jest Twoja wiadomość dla kibiców Liverpoolu?


Wiem, czego pragną i wiem, że chcą drużyny, z której będą dumni. Będę tu każdego dnia, żył i oddychał klubem dając z siebie wszystko. Chcę tylko przekonać się, iż będę tutaj pasował. Jestem trochę do tyłu w treningach, jednak chcę być sprawny i pomóc osiągnąć drużynie wspaniałe trofea. Chcę być częścią drużyny, która jest zdolna robić świetne rzeczy.

Dzięki Joe – życzymy Ci wszystkiego, co najlepsze w Twojej karierze Liverpoolu…

Bardzo dziękuję.


-----

Welcome to Anfield, Joe Cole. Good luck, mate.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz