Czy wytrwałość się opłaciła?
Zobaczymy.
Wieczór, mimo porażki Liverpoolu, był cudowny. Spotkałem się z Z. i przyjaciółmi. Dużo rozmawialiśmy między sobą. Dużo emocji wylało się z nas obydwojga.
Moje, Jej.
Wróciło coś, czego nie czułem już dawno. Ale nie jestem tego pewny. Cierpliwość się opłaciła, ale ciągle potrzebuję sił do walki. Z pomocą Z. się to uda. Oby dała mi te siły. Nie czuła urazy, z uśmiechem przyjęła moją walkę, wykazała podziw dla mojej cierpliwości i wytrwałości. Dostałem szansę. Będę kontynuował tę walkę, bo cholernie wiem, że warto.
Po prostu dziękuję.
-----
Jedno zdanie do pana Atkinsona: go to hell, motherfucker! Okradłeś dzisiaj mój klub z trzech punktów, rzucałeś debilnymi kartkami. Jedyna dobra rzecz, to, na przekór wszystkiemu (i nie żebym życzył mu źle), kontuzja Carry, co prawdopodobnie uniemożliwi mu grę na chwilę. Z jednej strony szkoda mi chłopaka, bo nie życzę nikomu kontuzji, ale to, co pokazywał w meczach, w których grał, sprawia, że ta kontuzja raczej będzie zbawienna dla klubu.
Życzę Jamiemu jednak szybkiego powrotu do zdrowia i przemyślenia swojej gry. Oby z pożytkiem dla the Reds.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz