piątek, 5 listopada 2010

Sound of the Anfield Ground: we won't dream of a team of Carraghers

James Lee Duncan Carragher, bardziej znany jako Jamie Carragher zdecydowanie i niezaprzeczalnie jest legendą klubu z Anfield Road. Nikt mu tego statusu nie odbierze, to fakt. Niestety każdy, nawet największy fan naszego numeru 23 musi przyznać, że czas Jamiego w naszej defensywie już mija. Dlaczego tak sądzę? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w tym felietonie.

Wszyscy doskonale wiemy, że Carra to chodząca legenda Liverpoolu. Na dzień dzisiejszy, według danych z liverpoolfc.tv, Carragher rozegrał 646 spotkań w czerwonej koszulce, strzelając 5 bramek. Był kluczowym zawodnikiem ekipy Gerarda Houlliera, która zdobyła podwójną koronę w 2001 roku. Również trudno wyobrazić sobie drużynę the Reds bez Carry podczas wygranej kampanii w Lidze Mistrzów w 2005 roku. Dlaczego więc, mimo statusu legendy i tylu zasług, już nie marzymy o drużynie złożonej z samych Carragherów? Odpowiedź jest bardzo prosta. Jamie w tym momencie jest jednym z najsłabszych ogniw układanki Roya Hodgsona, zarówno na prawej stronie, jak i w środku defensywy.

Popatrzmy na ostatni występ Anglika w czwartkowym spotkaniu przeciwko Napoli rozegranym na Anfield. Bramka, którą straciliśmy, padła po tym, jak Carra nie nadążył wrócić za mijającym go Lavezzim. Usprawiedliwieniem dla Jamiego może być to, że praktycznie cały blok defensywny zaspał, ale to jednak Carra był ostatnim obrońcą, którego Lavezzi ominął, jak pachołek.

Tak więc pierwszy argument przeciwko Carragherowi w pierwszym składzie, to jego dynamika, a właściwie jej brak. Niestety, jest on zbyt wolny, zarówno na skrzydle, jak i w środku obrony - wiek robi swoje. „Zaraz zaraz! A Hyypia, Henchoz, Kyrgiakos, a nawet legenda Milanu, Maldini? Oni przecież odgrywali kluczowe role w środku obrony, kiedy byli w wieku Carraghera, a Maldini sukcesywnie grał
do 40 roku życia. Więc co takiego posiadają oni, a czego nie ma Carra?” – ktoś spyta. Śpieszę z odpowiedzią.

Maldini, Henchoz, Hyypia czy Kyrgiakos, to obrońcy, którzy braki szybkościowe nadrabiali, bądź ciągle nadrabiają (w przypadku Samiego i Sotiriosa) odpowiednim odczytywaniem gry, ustawieniem się na boisku tak, że są w stanie przeciąć akcję przeciwnika. Dodatkowo Hyypia i teraz Kyrgiakos są bardzo niebezpieczni w polu karnym przeciwnika. Dla przypomnienia, Sami w swoich 317 występach w barwach the Reds strzelił 22 bramki, Soto w 32 występach ma na swoim koncie 3 gole.

Wróćmy do Carry. Cóż, nie ukrywajmy faktu, że Jamie też lubi strzelać, lecz niestety bardziej preferuje swoją siatkę. Ma na swoim koncie siedem 'swojaków', co daje 32-latkowi niechlubne, drugie miejsce w klasyfikacji strzelców bramek samobójczych w Premiership. „Lepszy” od niego jest tylko Richard Dunne z Aston Villi, który wyprzedza naszego obrońcę o jedno trafienie. Ostatnimi czasy ulubionym zajęciem Carry stało się także chaotyczne, nieprzemyślane wybijanie piłki byle gdzie, byle dalej, machanie rękami i dyskusje z arbitrami, które z reguły nic nie wnoszą do gry. Carragherowi brakuje tej boiskowej mądrości w ustawieniu, którą podałem na przykładzie Hyypii, przez co w każdym meczu oglądamy bardzo groźne akcje przeciwników, które sprawiają, że każdy fan the Reds drży, a jego serce wchodzi w stan przedzawałowy. Mimo tych braków, nie można Carragherowi zarzucić, że gra nieambitnie. Wręcz przeciwnie, wszystkie swoje minusy nadrabia zaangażowaniem, wkłada w swoją grę całe serce, lecz przy dzisiejszej szybkiej i technicznej piłce to już nie wystarcza.

Obecnie do środka obrony w Liverpoolu kandydują tacy zawodnicy, jak Kyrgiakos, Agger, Skrtel czy Danny Wilson. Szczególnie ostatnia trójka to przyszłość defensywy the Reds i to oni powinni rozgrywać w jak największą ilość spotkań. A Mr Consistence?

Cóż, nawet pomimo statusu legendy, czas spojrzeć obiektywnie na swoją grę i pomyśleć o intensywniejszych kursach trenerskich, aby przekazywać swoją wiedzę młodym adeptom aspirującym do gry w środku obrony. Im szybciej, tym lepiej. Z całym szacunkiem, ale z pewnością wyjdzie to korzystnie dla samego Carry, młodzieży, jak i pierwszej drużyny. A może za kilka lat, Jamie Carragher Junior pójdzie w ślady ojca i zostanie ostoją defensywy Liverpoolu, a The Kop znów z dumą będzie mogło zaśpiewać o drużynie Carragherów? Z całego serca życzę tego Jamiemu, a odpowiedź na to pytanie zostawiam Wam, drodzy czytelnicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz