Raul Meireles twierdzi, że kocha życie w Liverpoolu i nie żałuje przenosin z Porto tego lata.
Kiedy portugalski pomocnik podpisał kontrakt z the Reds i przeniósł się z Porto na Anfield za 11.5 miliona funtów, był yo pierwszy raz, kiedy podpisał umowę z klubem spoza swojej ojczyzny.
Meireles zaaklimatyzował się szybko i jego serce równie szybko zabiło dla the Reds. Raul wierzy, że bycie szczęśliwym poza boiskiem pomoże mu lepiej spisywać się na murawie.
Jedynym problemem 27-latka jest tylko rozumienie miejscowej mowy Stevena Gerrarda i Jamiego Carraghera.
Poza tym, naprawdę cieszę się życiem w mieście – powiedział Portugalczyk.
Razem z rodziną znaleźliśmy miły apartament w niezłej dzielnicy. Lubimy spacerować i poznawać miasto.
Ludzie są bardzo przyjaźni i chętni do pomocy dla mnie i mojej rodziny.
Byliśmy w kilku świetnych restauracjach i muszę przyznać, że Liverpool to dobre miejsce do życia.
Zrozumieć Steviego i Carrę – to ciężkie zadanie, ale kiedy rozmawiają ze mną, mówią powoli, więc wtedy nie mam zbyt dużych problemów.
Lucas i Fabio Aurelio mówią po portugalsku, tak jak ja, i obydwaj dużo mi pomogli.
Meireles przegrał podczas jego pierwszej wizyty na Anfield, kiedy to w barwach Porto przyjechał na pojedynek w Lidze Mistrzów w 2007 roku, ale elektryzująca atmosfera na stadionie zrobiła na nim wrażenie.
Grając teraz dla the Reds, Meireles nie zawiódł się na kibicach.
The Kop jest wyjątkowe, uwielbiam grać naprzeciwko ich wszystkich (kibiców – przyp. tłum.) i dla Liverpoolu.
Kiedy wychodzę na boisko na Anfield, pierwszą osobą, której szukam, jest moja żona.
W meczu przeciwko Blackburn widziałem ją, kiedy nagrywała telefonem komórkowym „You’ll Never Walk Alone” śpiewane przez Gerry’ego Marsdena i kibiców. To było niesamowite.
Kiedy jesteś na boisku przed meczem, to Cię inspiruje. Fantastycznie słyszeć, jak kibice śpiewają YNWA.
Meireles wyróżnia się z tłumu z powodu licznych tatuaży na rękach i szyi.
Koledzy z drużyny, Daniel Agger i Martin Skrtel również mają ich wiele.
Rozmawialiśmy na temat tatuaży i zawsze pytam ich, gdzie je robili – dodał Raul.
Myślę, że mam więcej tatuaży, niż Martin, ale pierwsze miejsce zdecydowanie należy do Daniela. Ale spokojnie, dogonię go!
więcej na liverpoolfc.pl
-----
Ciężko mi się tego newsa tłumaczyło. Nie ze względu na język, bo z tym problemu nie było, ale ze względu na więzi emocjonalne. Rok temu też tego próbowałem. I też z moją przyszłą, jak mi się wydawało, żoną, z którą chciałem założyć rodzinę... Płakałem, tłumacząc to. Dalej płaczę.
Bo tęsknię za tym cholernym Liverpoolem, za tym cholernym morskim powietrzem, które tak cudownie łechce po nozdrzach i rozprzestrzenia się w płucach.
Tęsknię za uśmiechem i życzliwością ludzi, którzy tam żyją. Szkoda, że nie zostałem zawodowym piłkarzem, że nie przykładałem się lepiej do treningów, może teraz też mógłbym mówić tak, jak Raul. Może udałoby mi się być tak dobrym, jak Jerzy Dudek za swojej świetności i przejść do Liverpoolu? Pieprzone gdybanie...
Dzisiaj czeka mnie piłka i postaram się zagrać, jak jeszcze nigdy do tej pory. Dla siebie, dla Liverpoolu.
-----
Niektórzy gadają takie żałosne rzeczy. Gratuluję wywiadu dla jednej lokalnej gazety, ale pierdolenie od rzeczy już Ci tak zostało. Nic dodać, nic ująć, draniu...
-----
Chciałbym, żeby mnie ktoś teraz przytulił, żebym mógł się wypłakać rzewnymi łzami...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz