niedziela, 21 listopada 2010

Sound of the Anfield Ground: witaj na pokładzie, Glen

Miło było wczoraj zobaczyć na boisku Glena Johnsona w meczu z Młotami. I chyba nawet on sam nie mógł sobie wyobrazić lepszego powrotu. Anglik strzelił bramkę, cały mecz był aktywny, zagrał dobrze zarówno w obronie, jak i w akcjach ofensywnych.

Tego nam właśnie brakowało - świeżości, kreatywności, szczególnie jeśli porówna się wczorajszą grę Johnsona z występami Jamiego Carraghera na prawej flance w ostatnich spotkaniach. Glen na tej pozycji to zupełnie inna bajka. I mimo wielkiego szacunku, jakim darzę Carrę, zdecydowanie pod nieobecność Glena lepiej sprawdzał się tam młody Martin Kelly.

Johnson swoim wczorajszym występem zamknął usta wszystkim swoim krytykom, z Royem Hodgsonem na czele, rozwiewając wątpliwości co do swojej słabszej dyspozycji i ewentualnego transferu. I mimo że sam zainteresowany stwierdził, że jeszcze nie jest w pełni swojej formy, to chyba każdy kibic Liverpoolu zgodzi się ze mną, że dobrze jest widzieć go z powrotem na boisku. Swoimi rajdami stworzył wczoraj wielkie zagrożenie pod bramką WHU, pokazując, że na pozycji prawego obrońcy jest w tej chwili bezdyskusyjnym numerem jeden w klubie.

Zastanówmy się jeszcze nad jedną kwestią. Wokół Anfield słychać, jak ptaszki ćwierkają o opcji Martin Kelly na prawej obronie i Johnson na prawej stroniepomocy. Moim zdaniem ta opcja zwiększyłaby niesamowicie siłę ofensywną the Reds. Kelly pokazał w meczach z Chelsea i Wigan, że wie, na czym polega gra na prawej flance bloku defensywnego, więc byłby w stanie odciążyć Glena z zadań defensywnych, a tym samym Johnson wykorzystałby w pełni swoje ofensywne walory. To z kolei stworzyłoby dodatkową opcję w ataku, gdyż można by przesunąć tam Dirka Kuyta, którzy przychodził do Liverpoolu jako nominalny napastnik. Jeżeli Roy nie zamierza w styczniowym okienku transferowym sprowadzić partnera w ataku dla Torresa, to warto zastanowić się nad tą opcją.

Po zainkasowaniu trzech punktów Liverpool awansował na dziewiątą pozycję w tabeli, tracąc zaledwie trzy punkty do miejsca premiowanego awansem do kwalifikacji Ligi Mistrzów. Po początkowych zawirowaniach i chyba najbardziej wyrównanej walce w EPL w ciągu ostatnich lat, wczorajszy występ napawa optymizmem. W podobnych tonach wypowiadaliśmy się po jakże ekscytującym zwycięstwie nad Chelsea i z optymizmem patrzyliśmy na kolejne mecze. Wigan i Stoke wylały kibicom i samym piłkarzom dwa kubły zimnej wody, co ostudziło nieco zapały. Miejmy jednak nadzieję, że wraz z kolejnymi kolejkami i powracającymi po kontuzjach piłkarzami oraz zwyżką formy u zdrowych graczy, będziemy mieli coraz więcej powodów do uśmiechu i radości, czego Wam, piłkarzom i sobie samemu życzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz