środa, 20 stycznia 2010

z pamietnika Scousera vol. 28: morderczy sen

Dopadlem drania. Stal na skrzyzowaniu, jakby wyczekiwal kogos. Niewazne. Spokoj. Luneta namierzam cel. Oddech spokojny, jak liscie na drzewie w bezwietrzny dzien. Lewa dlon zacisnieta mocno na lufie, prawa umieszczam blisko kolby. Snajper gotowy do strzalu. Jestem wylozony na dachu budynku. Nie widac mnie, jestem zakamuflowany. Pozycja doskonala, tak jak doskonale palec lezy na spuscie. Szukam celu, namierzam: JEST! Mam sukinsyna, jak na dloni. Wystarczy pociagnac za cyngiel. Naboj leci, wbija sie prosto miedzy oczy i przelatuje na wylot, robiac makabryczne spustoszenie w glowie. Ofiara pada na chodnik, a z obu dziur w glowie wyplywa krew wymieszana z mozgiem i pylem ulicy.

Zrob to wreszcie! Pociagnij za ten cholerny spust, nim bedzie za pozno! Jest za pozno. Cel zostal zasloniety. Nie strzele. Nie moge. Znow ci sie udalo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz