Zostałem redaktorem. Wczoraj. Po 6 latach zacząłem w końcu uczestniczyć na serio w życiu serwisu liverpoolfc.pl jako członek redakcji. Cieszę się bardzo, bo mam czas na tłumaczenie newsów, pisanie swoich przemyśleń i wreszcie, oprócz bloga, będę mógł to publikować szerszej publiczności. Nie zatracę się w pisaniu. Nie pozwolę, żeby to, co posiadam, się zmarnowało. Ludzie mówią, że mam talent, chwalą moje teksty, choć sam do nich podchodzę krytycznie. Przyjaciele mnie motywują, abym wrócił na studia, żebym dokończył dziennikarstwo. Coś, co zacząłem i lubiłem to robić. Sam nie wiem... Jeszcze chyba nie pozbyłem się wszystkiego, żeby spokojnie zacząć studiować. Ale mam to na uwadze.
----
Zrobiłem dzisiaj Penne Carragher. Wyszło perfekcyjnie, taki sam smak, jak wtedy w Cafe Sports England dziewięć miesięcy temu. Idealna konsystencja sosu, perfekcyjnie ugotowany makaron, wspaniale przysmażone mięso. Moje zdolności kulinarne idą w górę i jestem z tego zadowolony. Przynajmniej się wyżywię jakoś po swojemu. A poniżej przepis na moje ulubione danie:
Penne Carragher (serves one)
Ingredients: Handful of penne pasta; three small chicken fillets; two slices lean back bacon; handful of washed rocket salad; two tbsp Hellmans light mayonnaise; eight sunblush tomatoes, salt and pepper.
Method: Place pasta in boiling water for 7-10 minutes. Add a pinch of salt and a table spoon of olive oil.
While pasta is boiling char grill fillets each side. Char grill bacon.
Mix together the washed rocket salad, Hellmans, and tomatoes and season.
Slice chicken and bacon. Mix all ingredients together in a large bowl before serving.
-----
Na zewnątrz takie cudowne, mroźne powietrze. Jesienna pogoda jest piękna, uwielbiam ją wraz z opadającymi liśćmi, które z gracją lądują na chodnikach i trawnikach tego miasta. Mrok, gotycka atmosfera i senny upływ czasu. Magiczna sprawa. Chciałbym tak sobie pospacerować po parku pełnym liści, trzymając się za ręce, rzucając się liśćmi i tuląc się, a wokół ludzie pełni uśmiechu i życzliwości. Ehh, marzenia...
----
To nie koniec Mastera. To dopiero początek.
Time it took the most of me
And left me with no key
To unlock the chest of remedy
Mother, the pain ain`t hurting me
But the love that I feel
When you hold me near
The hopes were high
The choirs were vast
Now my dreams are left to live through you
Red Sun rising
Drown without inhaling
Within, the dark holds hard
Red Sun rising
Curtain falling
Higher than hope my cure lies
Passiontide
An angel by my side
But no Christ to end this war
To deliver my soul from the sword
Hope has shown me a scenery
Paradise poetry
With first snow I`ll be gone
The hopes were high...
Red Sun rising...
Your death saved me
Red Sun rising...
Są ludzie, którzy mają park za oknem, a nie mają czasu do niego wyjść. Rzeczywistość przytłacza. A może to tylko jesienna nostalgia?
OdpowiedzUsuńMyślę, że warto ten czas znaleźć, choć 10 minut, aby pospacerować i nacieszyć się słońcem, świeżym powietrzem w płucach. A jeśli to nostalgia, to ten sposób jest idealny, żeby sobie z nią poradzić, wierz mi. Znam to z doświadczenia.
OdpowiedzUsuńA jak już człowiek znajdzie czas, żeby wyjść do parku, to za oknem deszcz. Ot, cały urok 'złotej' polskiej jesieni :)
OdpowiedzUsuńDesz ma swój gotycki urok, czasem lubię pospacerować sobie w deszczxu po parku. Człowiek wtedy czuje, że żyje, krople opadają na Ciebie, potem jest takie świeże powietrze, które ładnie rozchodzi się w płucach. Spróbuj tego kiedyś :)
OdpowiedzUsuń