Pewne rzeczy przychodzą zupełnie niespodziewanie. Okazuje się, że w wieku 24 lat, może po Ciebie zgłosić się drużyna i powiedzieć, że Cię potrzebują. Tak właśnie było w moim przypadku. Jak zwykle, co tydzień rozgrywaliśmy sobie mecz na Orliku, towarzyskie kopanie piłeczki z okazji udanego Turnieju Kibiców, który odbył się tydzień wcześniej. Wynik meczu jest mniej ważny, bo warunki były anormalne. Nie dość, że parno mimo dwóch porannych burz, to jeszcze te burze zostawiły trwały ślad na boisku, robiąc nam darmowy prysznic lub basen, jak woleli niektórzy.
Ale do rzeczy. Pomijając moją formę zwyżkową (naprawdę jestem zadowolony, ostatnio coraz lepiej mi idzie) grało się całkiem fajnie, Może i ta woda miała swoje plusy. W każdym razie po grze wybrałem się szybko do domu celem odświeżenia i jak to jest w zbiorze praw Murphy’ego, oczywiście musiał zadzwonić telefon. Nie, nie odebrałem go, dokończyłem prysznic i dopiero później oddzwoniło. I co się okazało? Otóż podrzeszowski klub z B-klasy LZS Rudnianka Rudna Wielka poszukuje bramkarza i zgłosili się do mnie. Szok! Czyli jeszcze jednak do czegoś się nadaję. Cieszy mnie to niezmiernie, bo przecież szukałem jakiegoś takiego klubiku, żeby tylko się poruszać, mieć zapewnioną tygodniową dawkę ruchową w formie regularnych treningów. I proszę, Mahomet nie przyszedł do góry, to góra przyszła do Mahometa. Bardzo zadowalający obrót spraw.
Teraz tylko podtrzymać zapał i pojawiać się na treningach. Nie zamierzam jednak dawać nikomu forów i będę walczył o miejsce w składzie. Pepe Reiną to ja już nie będę, ale grać dla własnej satysfakcji i osiągać zadowalające wyniki? Dlaczego nie, jeśli tylko trener będzie na mnie stawiał, będę robił, co w mojej mocy, żeby odpłacić za zaufanie? A właśnie, czy wspominałem już, że tego samego dnia tato dostał ofertę trenerki? Tak, dokładnie, w tym samym klubie. Zatem do boju, rodzinko!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz