środa, 13 lipca 2011

Sound of the Anfield Ground: Poproszę tę koszulkę. I tę oraz tę!

Ślęczę ostatnio non stop, czyhając na newsy przychodzące z tournée Liverpoolu po Azji, czekając na dobre wiadomości, zarówno z naszego obozu, jak i dotyczące naszych ruchów na transferowej szachownicy.  Patrzę na zdjęcia, oglądam filmiki zamieszczane na YouTube i nasunęła mi się pewna myśl. Taka bardzo przyziemna, powiedziałbym nawet taka kobieca, a wszystko dzięki mojemu zmiłowaniu do ustawiania koszulek w kolejkę oraz ograniczeniom, które zostały mi postawione przez moją kobietę, że klubowe ciuchy mogą na mnie leżeć tylko przy okazji klubowych wydarzeń i meczów. No dobra, ta druga kwestia to płonny żart.

Przyglądnijcie się dokładnie ubiorom, jakie nosi nasza drużyna. Na pierwszy rzut oka widać podział. Podczas lotu do Chin piłkarze mieli na sobie czerwone koszulki polo i spodnie od kompletu stworzonego na konferencje prasowe, sztab szkoleniowy również miał takie same spodnie, lecz koszulka już była czarna. Z kolei ambasador klubu, Phi Thompson, miał na sobie białą koszulkę polo.  Wszystko zorganizowane i podzielone nie tylko według funkcji, ale również według kolorów. Totalna organizacja na wysokim poziomie. Każdy zespół można rozpoznać po kolorach, jakie to przyjemne! Trenerzy inaczej, zawodnicy inaczej, zespół medialny jeszcze inaczej, magia kolorów.

Wielu wydaje się, że zorganizowanie takiej podróży, to po prostu zorientowanie się w czasie odlotu, zarezerwowanie hotelu etc. Jednak, jak widać na powyższym przykładzie, dochodzą do tego jeszcze tak szczegółowe kwestie, jak ubiór. Każda koszulka ma przypisaną swoją rolę, na treningu widzieliśmy naszych piłkarzy już w czarnych t-shirtach przygotowanych specjalnie na zajęcia, a sztab szkoleniowy tym razem ubrał czerwone barwy. Zastanawiam się, czy podobnie jak kiedyś w reprezentacji Polski, była jakaś kara za ubranie nie tej koszulki, co trzeba? Mam nadzieję, że nasz klub pod tym względem nie jest aż tak restrykcyjny. Jakby nie patrzeć, trochę modeli do wyboru jest. Czarne, białe i czerwone koszulki polo, treningowe t-shirty tych samych kolorów, do tego jeszcze bezrękawniki, spodenki, getry, skarpety, może nawet i klubowa bielizna, istne szaleństwo mody w Liverpoolu! A pomyśleć, że z pewnością każdy z uczestników nie dostał tylko jednego kompletu każdego z modeli. Jest nad czym czuwać i co przygotować, nieprawdaż?

Thommo we wczorajszym wpisie na swoim blogu poświęconym tournée, bardzo ucieszył się z powodu ponownego przywdziania swojego dresu z herbem Liverpoolu. Każdy z nas pewnie miałby dokładnie te same odczucia, mając możliwość siedzieć w klubowych ciuchach i obserwować trening, a jeszcze lepiej: uczestniczyć w nim osobiście! Czy nasze dziewczyny, żony i rodziny wytrzymałby to, widząc nas ciągle w ciuchach z jednym emblematem na piersi? Szczerze w to wątpię, chyba że byłaby to praca, dokładnie taka, jak naszych zawodników i trenerów. Tylko kto będzie to wszystko później prał i prasował? Cóż, chyba czas na zaprzyjaźnienie się z potworem zwanym pralką do prania oraz jej kolegą, niesfornym żelazkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz