W końcu doczekaliśmy się zakończenia sagi z Charlie Adamem w roli głównej. Dzisiaj Liverpool i Blackpool potwierdziły, że były już pomocnik Mandarynek przechodzi do Liverpoolu i dzisiaj po południu odbył już testy medyczne w Melwood. Niezmiernie mnie ta wiadomość cieszy, gdyż Liverpool pod wodzą Dalglisha ponownie zaczyna stawiać na zawodników, którzy mają brytyjskie korzenie, to cieszy. Jednak jest jeszcze jedna kwestia do załatwienia.
Stewart Downing. O tym graczu marzyłem od dawna, obserwowałem jego poczynania odkąd przebił się do pierwszego składu Middlesborough i w kwietniu 2002 roku zadebiutował w Premier League. Fantastyczna gra, rajdy lewym skrzydłem oraz wykończenie akcji spowodowały, że kiedy Boro poleciało z angielskiej ekstraklasy, Downingiem zainteresowała się Aston Villa. A teraz, po imponującym sezonie, parol na reprezentanta Anglii zagiął nasz Król Kenny.
Downing jest ciekawym zawodnikiem, potrafi grać pod presją i nie tylko dogrywać piłki kolegom, ale również samemu strzelać bramki, czego dowodem jest jego osiem trafień w poprzednim sezonie. Czy jest warty gry w Czerwonej koszulce? Ależ oczywiście, że tak. Stewart zdecydowanie załatałby naszą dziurę na lewej stronie pomocy. W przypadku transferu 26-latka należałoby się pozbyć kogoś z dwójki Jovanovic – Cole, co nie będzie zbytnim problemem. Dni Milana na Anfield wydają się już policzone. Co będzie z Joeyem, dowiemy się na dniach. Osobiście chciałbym, żeby Cole został, ale cokolwiek Kenny nie zrobi, ja wierzę w decyzje naszego manago.
Zatem po dzisiejszych miłych wieściach odnośnie Adama i przedłużenia kontraktu przez Glena Johnsona, teraz wszyscy wyczekujemy oficjalnego potwierdzenia, że Stewart Downing zostanie piłkarzem Liverpoolu. Dwie oferty Liverpoolu zostały skutecznie odrzucone przez zarząd Aston Villi. Czy zawodnik jest wart 18 milionów, jakich rząda klub z Birmingham? Jestem w stu procentach przekonany, że tak i gdyby była taka potrzeba, jestem sam w stanie pomóc klubowi w ściągnięciu tego skrzydłowego. Bierzemy się więc do roboty. Na 18 baniek nas jeszcze stać. Do roboty, panie Comolli!
Środa, 7 lipca 2011, godz. 20.05

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz