czwartek, 2 grudnia 2010

...

Ostatnia noc przed urlopem. Zajebiście zimna. Pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby siedzieć z kapturem na łbie, w bluzie i kurtce. Nawet się człowiekowi spać nie chce przy takiej temperaturze, choć oczy same lecą w dół. Czysta masakra.

Mam dość. Czuję cholerne zmęczenie materiału. Psychiczne i fizyczne. Nie wytrzymuję, coraz bardziej jestem nerwowy. A było już tak dobrze... Jeszcze do tego dojdzie, że nie wylecę na urlop, albo przełożą nam mecz ze względu na złe warunki atmosferyczne. Ehh...

Z każdym dniem coraz bardziej zastanawiam się nad tą ofertą z Warrington. Jeszcze w niedzielę i poniedziałek ten temat był daleko, ale po wczoraj znów powrócił. Oznaczałoby to kolejną ucieczkę. Heh, ile można? A miało być tak pięknie... Nie wiem, co robić, znów mętlik w głowie. Brak mi wsparcia. Jedyna osoba, która dała mi nadzieje na wsparcie, zawiodła.

Wiem, że się starasz i Ci zależy, ale wolę być sama. Jak będę robić coś wbrew sobie, to tylko i sobie i Tobie będę utrudniać życie. Przepraszam.

Boli.
Ale nie przejmuj się.
To tylko moje serce...
Zabliźnione? Nie.
Złamane? Tak, po raz kolejny w tym roku.

Nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd... 

Poczułem się wykorzystany. Zrobiła mi ponownie nadzieję, a ja, jak głupi, dałem się na to nabrać. Nabiorę się ponownie? Nie wiem. Krwawię...

I  kolejne uderzenie od losu. Karetka zabrała Tatę do szpitala...

Muszę leczyć się na ból i strach.

Niech ten rok się już skończy, proszę...

1 komentarz:

  1. wiesz, czasem tak jest, trzeba dostać wiele razy po dupie żeby gdzieś wyjść myślą poza, poza siebie swój świat swoje postrzeganie. Kiedy Cie czytam doskonale wiem, co czujesz i wiem jak się czujesz. Ten rok musi się skończyć bo jest okropny. A Ty pewnego dnia spojrzysz na to wszystko inaczej i będziesz wdzieczny losowi, zobaczysz ...

    OdpowiedzUsuń