Ostatnia noc przed urlopem. Zajebiście zimna. Pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby siedzieć z kapturem na łbie, w bluzie i kurtce. Nawet się człowiekowi spać nie chce przy takiej temperaturze, choć oczy same lecą w dół. Czysta masakra.
Mam dość. Czuję cholerne zmęczenie materiału. Psychiczne i fizyczne. Nie wytrzymuję, coraz bardziej jestem nerwowy. A było już tak dobrze... Jeszcze do tego dojdzie, że nie wylecę na urlop, albo przełożą nam mecz ze względu na złe warunki atmosferyczne. Ehh...
Z każdym dniem coraz bardziej zastanawiam się nad tą ofertą z Warrington. Jeszcze w niedzielę i poniedziałek ten temat był daleko, ale po wczoraj znów powrócił. Oznaczałoby to kolejną ucieczkę. Heh, ile można? A miało być tak pięknie... Nie wiem, co robić, znów mętlik w głowie. Brak mi wsparcia. Jedyna osoba, która dała mi nadzieje na wsparcie, zawiodła.
Wiem, że się starasz i Ci zależy, ale wolę być sama. Jak będę robić coś wbrew sobie, to tylko i sobie i Tobie będę utrudniać życie. Przepraszam.
Boli.
Ale nie przejmuj się.
To tylko moje serce...
Zabliźnione? Nie.
Złamane? Tak, po raz kolejny w tym roku.
Nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd...
Poczułem się wykorzystany. Zrobiła mi ponownie nadzieję, a ja, jak głupi, dałem się na to nabrać. Nabiorę się ponownie? Nie wiem. Krwawię...
I kolejne uderzenie od losu. Karetka zabrała Tatę do szpitala...
Muszę leczyć się na ból i strach.
Niech ten rok się już skończy, proszę...
wiesz, czasem tak jest, trzeba dostać wiele razy po dupie żeby gdzieś wyjść myślą poza, poza siebie swój świat swoje postrzeganie. Kiedy Cie czytam doskonale wiem, co czujesz i wiem jak się czujesz. Ten rok musi się skończyć bo jest okropny. A Ty pewnego dnia spojrzysz na to wszystko inaczej i będziesz wdzieczny losowi, zobaczysz ...
OdpowiedzUsuń