Chyba się wykończyłem fizycznie. Już środa, a ja ciągle nie potrafię odespać weekendu. Irytująca sytuacja, bo trochę chodzę jak zombie. W poniedziałek pobudka na samolot o 4 rano, w Rzeszowie 14.40, żeby na 16 skoczyć do pracy, skończyć o północy, położyć się na 4 godziny spać, żeby zjawić się ponownie w CWT na 8 rano.
Wczoraj nie lepiej, zasnąłem dopiero przed pierwszą, zachciało mi się słuchać własnej audycji w radiu. Ah, to samouwielbienie. Daję radę jakoś, piwo mnie chyba postawi na nogi. Pasuje też dokończyć nowego Sounda. Już po derbach przecież. Moje szczęście, że ruszamy z nową odsłoną w piątek, więc mam trochę więcej czasu.
A kiedy się wyśpię? Na pewno po śmierci, póki co czas korzystać z życia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz