niedziela, 17 października 2010

devastated...

Zdruzgotany, rozbity, znieważony, opluty przez własną drużynę... Mimo świetnej atmosfery w Irish Embassy, wynik zrobił swoje...

Bo bawiłem się fantastycznie, czułem się jak w Sandonie. Zewsząd dochodził mnie Scouse i, mimo że toffikowy, to jednak Scouse, za którym się już stęskniłem. Rozmowy z evertończykami, walka na przyśpiewki, cudowna atmosfera. Ale wynik zrobił swoje...

Jak nisko upadł Liverpool, że dostajemy wsparcie od evertończyków, którzy pocieszają nas, śpiewając nam nasz hymn?

Championship, witaj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz