sobota, 16 października 2010

Sound of the Anfield Ground: is there a golden sky finally?

 Myślałem, myślałem i wymyśliłem nową rubrykę. W Sound of the Anfield Ground (taki mały tribute dla Girls Aloud i ich piosenki Sound of The Underground) będę publikował swoje teksty związane stricte z Liverpool Football Club. A co, wracam na dziennikarstwo, więc chcę się dalej rozwijać. Enjoy! Na początek słów kilka o nowych właścicielach Liverpoolu.

-----

Powiało wczoraj nadzieją. Nadzieją, na którą kibice Liverpoolu czekali długie trzy i pół roku. Trzy i pół roku powolnego rozbijania potęgi klubu na drobny mak przez dwójkę pewnych Amerykanów. Zacznijmy jednak od faktów. Potwierdzonych i nareszcie radosnych faktów.

Fakt pierwszy jest najważniejszy dla fanów The Reds. Nareszcie zapadła decyzja, na którą czekaliśmy, której domagaliśmy się protestując przeciwko właścicielom. I stało się. Panowie Thomas Hicks i George Gillett nie są już właścicielami klubu z Anfield. Dwóch znienawidzonych przez nas Jankesów w ostatnią środę, decyzją Sądu Najwyższego w Londynie, zostało odsuniętych od dalszego niszczenia i okradania Liverpoolu. I mimo złożonego żałosnego wniosku o rzekome odszkodowanie w amerykańskim sądzie, który podważył wyrok sędziego Floyda, dwaj Amerykanie nie będą już szkodzić naszej drużynie. Wczorajszego dnia zapadła decyzja, która ostatecznie wykopała Hicksa i Gilletta z Anfield.

Fakt drugi jest nie mniej ważny i wiąże się z pierwszym. Godzina 15.45 czasu angielskiego była długo wyczekiwana w całym Liverpoolu i nie tylko. Wszak nasz klub ostatnio częściej był na okładkach gazet biznesowych, niż na stronach poświęconych futbolowi. Ale w końcu udało się i John W. Henry złożył podpis na umowie wartej 300 milionów funtów, która potwierdziła, że on i New England Sports Ventures zostają nowymi właścicielami LFC.

Mimo że NESV jest amerykańskim konsorcjum, kibice The Reds są nastawieni dosyć optymistycznie. Ale co tak naprawdę wiemy o nowych właścicielach?

NESV jest, jak już wspomniałem, amerykańską kompanią, która została założona w 2001 roku przez Johna Henry'ego, Toma Wernera, Lesa Ottena i The New York Times Company, aby włączyć się do walki o kupno drużyny baseballowej Boston Red Sox. Firma nastawiona jest na wygrywanie. Po przejęciu przez NESV, Red Sox zdobyli tytuł World Series w 2004 i 2007 roku, co było niesamowitym sukcesem dla tej drużyny, biorąc pod uwagę, że ostatni taki sukces odnieśli w 1912 roku!

Czy coś takiego uda się powtórzyć w Liverpoolu? Miejmy nadzieję, bo smak mistrzostwa znamy (a przynajmniej młodsi kibice), niestety, tylko z opowiadań. Ostatni znaczący sukces drużyna z Anfield odniosła w 2006 roku, kiedy to, po dramatycznym finale z West Hamem, wygrała FA Cup. O mistrzostwo otarliśmy się w sezonie 2008/2009, kiedy to minimalnie przegraliśmy trofeum na rzecz Man United. Jak było dalej, wiemy wszyscy. Czy po upokorzeniach, których doznaliśmy na przełomie ostatnich dwóch sezonów, dojrzymy upragnione złote niebo? John Henry tego chce. Tak samo kibice i piłkarze, którzy spragnieni są trofeów.

Jednak John musi pamiętać o tym, że fani The Reds będą bacznie przyglądać się jego działaniom. Już nie damy się zaślepić czczym obietnicom, chcemy zdecydowanych działań. W pierwszym wywiadzie dla oficjalnej strony, Henry powiedział, że on i jego ludzie są dumni i pokorni, że zostali właścicielami LFC i chcą odbudować blask i świetność naszej drużyny. Właściciele chcą skupić się na ciężkiej pracy, bo Liverpool zasługuje na powrót na szczyt. Miło to słyszeć, John, ale pamiętaj, że będziemy patrzeć Ci na ręce. Cieszy nas, że rozumiesz nasze obawy i masz nadzieję dać nam to, co niezbędne zamiast niepokrytych obietnic. Doceniamy to, ale prosimy krzykiem z The Kop, nie popełniaj błędów Hicksa i Gilletta.

To wielkie wyzwanie, ale myślę, że jesteśmy na nie przygotowani - powiedział na zakończenie wywiadu John Henry. Miejmy nadzieję, że powiew nowej nadziei da nam, zarządowi, a przede wszystkim piłkarzom upragniony spokój i wiarę w to, że znów możemy wrócić na szczyt. I niech jutrzejsze derbowe spotkanie z Evertonem na Goodison Park będzie początkiem naszej drogi do zwycięstw i upragnionych tytułów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz