czwartek, 14 października 2010

tribute to the friends

Wróciłem od A. i M. Miło było ich odwiedzić. Nie widzieliśmy się już wieki. Dziękuję Wam, że mogliśmy się dzisiaj spotkać, nawet nie wyobrażacie sobie, jak wiele to dla mnie znaczy w tych trudnych chwilach, jakie na nowo przeżywam.

O. rośnie jak na drożdżach i jest coraz bardziej słodsza. Już nie stała jak mumia, jak wtedy tego pamiętnego wieczoru, kiedy byłem u Was z pewną osobą. Ale mimo to, cały czas miałem przed oczami to spotkanie właśnie. Oczy pełne łez, gotowe do płaczu. Łzy jednak nie poleciały. Jestem twardy, nie dam się.

Idziemy razem na koncert. Damy czadu i rozpieprzymy knajpę, obiecuję. A potem pojedziemy na karty i będzie również wesoło, prawda? O. będzie ładnie rosła, a wujek Master będzie obsypywał Ją prezentami, jak chciał to zrobić dla pewnej słodkiej dziewczynki kilka miesięcy temu...

A., O., M., dziękuję Wam, że mogłem się z Wami zobaczyć. Jesteście wielcy. Dziękuję

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz