Ojć, zaspałem trochę z moim programem. Zdarza się, cóż. Ostatni tryb życia jest strasznie intensywny, a będzie pewnie jeszcze gorzej w niedługim czasie. Realizacja turnieju wkracza w fazę mocnego działania. Ale na to jeszcze przyjdzie czas. Na razie relax przy X-Factorze się należał. A działo się, działo w ostatnim odcinku. Ale po kolei.
Na początek Paije. Z każdym odcinkiem śpiewa coraz lepiej i lepiej. Tak jakby dojrzalej, czyściej. Dzika karta od Dannii okazuje się potężną konkurencją dla pozostałych uczestników i to nie tylko ze względu na jego masę.
Czy zmiana image'u Johna mu pomogła? Z pewnością tak, John śpiewał dobrze, ale jedynym minusem jego występu był irytujący taniec pary, która miała być dodatkiem, a stała się zmorą. Każdy to zauważył, nawet Louis, który przygotowywał ten występ.
Rebecca Ferguson. I to tyle w tym temacie. Cudowny występ, cudowny głos, cudowny wygląd i jeden aspekt, dlaczego trzymam za nią kciuki. A te czerwone włosy to pewnie tak, coby naszych wspierać. Najważniejsze jednak, że Rebecca czuje się coraz pewniej na scenie i powoli opanowuje swoje emocje. Oby tak dalej. Masz bardzo dobre wsparcie jurorów, masz i moje. Good luck!
Zeszłotygodniowy występ Cher podzielił jurorów. Dannii nie wierzyła w 17-latkę, stwierdzając, że to za duże ryzyko dla małej. Chyba na Cher podziałało to motywująco, bo ten występ powalił, przynajmniej mnie, na kolana. Świetna choreografia, głos coraz lepszy i czystszy, a mimo to dalej zadziorny i chwytliwy. Brawo Cher, brawo!
Panie Matt, czapki z głów. Ten koleś z każdym odcinkiem radzi sobie coraz lepiej. Podobnie jak Rebecca, na scenie czuje się coraz pewniej. A własna interpretacja piosenki Britney Spears rozłożyła wszystkich w zachwycie. Dobra robota, panie budowlaniec.
Justin Bieber mnie nie przekonuje, jest okropny. A co dopiero pięciu justinopodobnych chłopaczków. To by było tyle, jeśli chodzi o One Direction.
Treyc wykorzystuje swoją drugą szansę, jak tylko może. Widać, że pracuje ostro podczas przygotowywań do programu. Zaczyna się robić coraz ciekawiej. Walka o wygraną jest coraz bardziej emocjonująca.
Mary, Mary, Mary, w poprzednim odcinku miałem wrażenie deja vu. Teraz tak samo odczułem. Cóż, muszę stwierdzić, że mimo cudownego głosu, który robi wrażenie, to był jej najsłabszy występ w X-Factorze. A może to tylko dlatego, że wciąż widzę dokładnie to samo?
Po blamażu w tamtym tygodniu Aiden wziął się do pracy podwójnie. I opłaciło się, znów widzieliśmy starego, dobrego Aidena z Blackpool z niesamowitym głosem. Bardzo dobrze, Aiden, trzymaj tak dalej, a zajdziesz naprawdę daleko. Fingers crossed!
Belle Amie w tamtym tygodniu wyślizgnęły się i zostały w programie. Ich następny występ był w pełni "zaprojektowany" przez nie same, a nie Simona. Czy się opłaciło? Na pewno nie spodobało się to Louisowi, który stwierdził, że dziewczyny zostały porzucone, a Simon skupił całą swoją uwagę na One Direction.
Stwierdzam, że to jest zwycięzca X-Factora. Nieważne, jak śpiewa, nieważne, jak wygląda, ważne, że bawi ludzi i to się liczy. Do boju, Wagner!
Pełna energii Katie oczarowała publikę. Śliczna, seksowna i roześmiana wspaniale zaśpiewała piosenkę z "Księgi Dżungli". Przyjemnie się ten występ oglądało. Oby takich więcej, pani Katie!
And the results! Treyc czy John, John czy Treyc? Zobaczcie sami.
Uff, działo się, bardzo się działo, a to dopiero początek. X-Factor, I am waiting for you! A tak na pociechę do następnego odcinka moja słodka, kochana, piękna, cudowna Cheryl :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz