poniedziałek, 18 października 2010

welcome back to the X-Factor!

Wow. Tylko tyle byłem w stanie powiedzieć po obejrzeniu występów na żywo pretendentów do wygrania tegorocznej edycji X-Factora. Wszyscy uczestnicy zaśpiewali fantastycznie, dali z siebie wszystko, aby utrzymać się w walce o zwycięstwo. Ja z finałowej 16 wybrałem kilka występów, które zapadły mi w pamięci. Cieszy fakt, że większość moich faworytów jest w tej finałowej szesnastce, więc zapowiada się naprawdę ostra walka.

Na początek zaczniemy od Matta. Ten chłopak od początku uraczył mnie swoją osobowością i głosem. Śpiewa fantastycznie i coraz pewniej mu idzie. Trzymam kciuki, Matt!



You are Scouser and I love those - powiedziała Cheryl Cole po występie pani Ferguson z Anfield w Liverpoolu. I trudno się z panią Cole nie zgodzić. Rebecca wykonała świetną pracę, nabrała pewności siebie, a przede wszystkim pięknie śpiewa. Oby tak dalej!



Storm, Storm, na początku nie miałem do Ciebie przekonania, ale pokazałeś, że warto wierzyć w marzenia i w ich spełnienie. Dążysz do celu, walcząc i starając się ze wszystkich sił i to mi się w Tobie podoba. Jeszcze przyjdzie Twój czas, a może właśnie już nadszedł?



Niby dziewczyny śpiewały ze sobą dopiero drugi raz, a jednak widać u nich to zgranie. Czy będą zagrożeniem dla Girls Aloud i innych girlsbandów z UK? Simon wierzy, że może się to udać, a Cheryl zazdrośnie na to patrzy i nie szczędzi słów krytyki. Cóż, każdy broni się jak umie.



Młodsza kopia Cheryl pokazała, że trafnie została wybrana przez swoją mentorkę. Zgadzam się z Cheryl i jej wyborem, że warto było dać Cher szansę. Dziewczyna ma potencjał i go wykorzystuje. Czy to będzie zwyciężczyni?



To coś poniżej daję tylko na rozluźnienie. Jakoś chłopaczki mnie nie przekonują, ok, są zabawni, ale to chyba jednak nie dla mnie. Smells little gay, don't you think?



Nietypowe wykonanie We Are The Champions i nietypowa Katie Waissel w zmienionym image i zmienionej formie. Czyżby z kopii Madonny przeistaczała się w nową Lady zGagę?



Ktoś będzie mówił, że nie można mieć marzeń po pięćdziesiątce? Można i owszem! A nawet mogą się spełniać, co doskonale widać na przykładzie Mary, która do tej pory była tylko kasjerką w TESCO, a dzisiaj wyrasta na divę. Tak trzymaj, Mary!



Dzika karta od Louisa i dziki człowiek. To się nazywa energia!



Ostatni będą pierwszymi ponoć. W wykonaniu Aidena to całkiem prawdopodobne. Oglądając jego występ, spadłem na podłogę i długo nie mogłem się podnieść. Jego wykonanie Mad World jest po prostu magiczne. Szczęka do tej pory szwenda się gdzieś po podłodze i nie może trafić z powrotem do mnie. Phenomenal, lad!



-----

This is madness.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz