środa, 17 lutego 2010

z pamietnika Scousera vol. 50: szczescie

Usmiech wciaz jest na mojej twarzy. Nie zniknie, bo Moja Krolowa jest ze mna, budze sie i Ona jest dalej. Pomimo nieciekawej sytuacji, jestem szczesliwy. Szczesliwy, bo obdarowywuje i jestem obdarowywany wielka miloscia. To wlasnie Ona dodaje mi sil do tej cholernej walki z wiatrakami. Bo nie jest lekko. Nie zaplacilismy za czynsz, bo nie mamy z czego. Nie mamy z czego, bo nie pracujemy. Jest po prostu chujnia. Ale moze w koncu, moze wlasnie teraz, moze nadejdzie nasz czas...

Przeszukuje wszystko w okolicy. Moze w koncu cos wypali. Oby. Moze ta knajpa, a moze ten sklep, a moze ktoras fabryka. Musi byc dobrze. Musi sie udac. Poki co, to zajmuje sie moja M. i gotowaniem. Zostalem pochwalony przez Ksiezniczke, ze coraz lepiej mi idzie. Dziekuje, Kochanie. Staram sie. Czasem sie zastanawiam, czemu nie poszedlem do gastronomika. Gotowanie sprawia mi przyjemnosc, a moze po gastronomiku bylbym niczym Gordon Ramsey? Kto wie, czasu sie juz nie cofnie. Na razie jestem Gordonem w swojej wlasnej kuchni i mi z tym dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz